Reklama

Reklama

"Polacy nie współczują Grekom. Mieli gorzej"

​Większość Polaków nie współczuje Grekom - pisze w "Tageszeitung" Roman Imielski, jeden z dziennikarzy "Gazety Wyborczej". I wyjaśnia, dlaczego tak jest. W związku z kryzysem greckim eurogrupa podzieliła się na dwa obozy: południowy, opowiadający się za ustępstwami wobec Grecji i północno-wschodni, kibicujący Niemcom i popierający ich twardy kurs wobec ekipy Tsiprasa. Polska, będąca wciąż poza strefą euro, ustami m.in. premier Kopacz też wspiera obóz północny i wydaje się to odpowiadać oczekiwaniom polskiego społeczeństwa.

"Większość Polaków nie odczuwa współczucia wobec przecętnego mieszkańca Aten czy Saloników" - pisze w "Tageszeitung " Roman Imielski. "Większość zdaje się być zdania, że każdy powinien w końcu zapłacić za własne błędy. Poza tym - mimo trwającego już kilka lat kryzysu gospodarczego - sytuacja w Grecji wcale nie wydaje się gorsza niż u nas. Tak przynajmniej wygląda to z perspaktywy Polaka" - czytamy.

Reklama

Terapia szokowa: Polacy mieli gorzej?

Polski dziennikarz podaje też kilka najważniejszych powodów, które wpływają na poglądy Polaków ws. Grecji. Jest to, po pierwsze, historia - terapia szokowa, jaką Polska przeszła po 1989 roku i jaka dla milionów Polaków oznaczała wyrzeczenia, biedę, utratę gwarantowanego wcześniej przez państwo zatrudnienia, niekończące się poszkiwania nowej pracy i rozczarowanie. "Całe regiony zwłaszcza na północnym wschodzie mojego kraju popadły w biedę. Częściowo widać to do dziś" - pisze dziennikarz.

Drugi powód? Obecna sytuacja gospodarcza i rynek pracy. Po reformach terapii szokowej i kolejnych, wciąż kontynuowanych, Polska - zwłaszcza z perspektywy zagranicy - wyszła na prostą i jest dziś przykładem sukcesu transformacji. Wciąż jednak średni dochód wynosi tu ok. tysiąca euro, co oznacza, że większość Polaków zarabia miesięcznie ok. 520 euro brutto. Powszechnym problemem są umowy śmieciowe, które pozwalają wykorzystywać pracowników bez respektowania ich praw socjalnych, a na których pracuje ok. 1,6 mln polskich obywateli, głównie tych młodszych.

Prawdziwe problemy? Na Ukrainie


 Sprawa trzecia: ok. pół miliona Polaków rocznie wyjeżdża na urlop do Grecji, skąd przywozi sielankowe wspomnienia morza, słońca i spokoju. W kurortach nie widać niepokoju, tam ludzie nie protestują jak w Atenach. Sytuację tę Polacy porównują potem nie tylko z tą we własnym kraju, ale również - i tu dochodzimy do sprawy czwartej - z ukraińską. "W obliczu konfliktu na Ukrainie bledną problemy Grecji. Bo tutaj, tuż za naszą wschodnią granicą, ma miejsce prawdziwa wojna. To przeraża większość Polaków bardziej niż wizja bankructwa Grecji" - czytamy. Do tego dochodzą proputinowskie sympatie rządu Tsiprasa, które jeszcze bardziej zrażają Polaków do Grecji.

 Imielski podkreśla, że to wszystko nie oznacza, iż grecki kryzys Polaków nie obchodzi. Polskie elity polityczne zdają sobie sprawę, że ich kraj będzie kiedyś musiał dołączyć do strefy euro, ale turbulencje, jakie zafundowała jej Grecja, budzą w Polsce jeszcze więcej obaw przed wspólną walutą. Tylko raz - przypomina Imielski - w 2009 roku badania opini publicznej wykazały w Polsce minimalną większość opowiadającą się za rezygnacją ze złotego. Zarówno wcześniej, jak i później zwolennicy wspólnej waluty, m.in. z powodu obaw przed wzrostem cen po jej przyjęciu, byli w Polsce w mniejszości.

Opr. Małgorzata Matzke/Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy