Reklama

Reklama

Obowiązkowe zwiedzanie Auschwitz przez uchodźców?

Czy antidotum na antysemityzm, także wśród uchodźców, może być obowiązkowe zwiedzanie byłych miejsc nazistowskiej zagłady?

Wobec coraz częstszych przejawów antysemityzmu w Niemczech, także wśród młodych uchodźców, eksperci zastanawiają się, czy nie należałoby ich zobowiązać do zwiedzania byłych niemieckich nazistowskich obozów zagłady.

Historyk Matthias Heyl ma co do tego poważne zastrzeżenia. "Nie można oczekiwać, że zwiedzenie takiego miejsca pamięci stanie się pedagogicznym 'objawieniem maryjnym' i że 2,5 godziny takiej poglądowej lekcji pomoże w zwalczaniu prawicowego ekstremizmu czy antysemityzmu" - komentuje. Historyk Heyl kieruje działem pedagogicznym Fundacji Brandenburskie Miejsca Pamięci i ma długoletnie doświadczenie z grupami odwiedzającymi miejsca pamięci w Ravensbrück i innych byłych obozach koncentracyjnych.

Reklama

W rozmowie z Deutsche Welle ostrzega przed tym, by zwiedzanie miejsc przypominających o zbrodniach hitlerowców uczynić obowiązkowym punktem w programie edukacji.

Własne doświadczenia wojny i ucieczki

Debatę na temat obowiązkowego zwiedzania miejsc pamięci zagłady hitlerowskiej wznieciła berlińska sekretarz stanu Sawsan Chebli (SPD). W wywiadzie udzielonym w ubiegły weekend stwierdziła, że byłoby rozsądne, gdyby "każdy, kto żyje w tym kraju, został zobowiązany do zwiedzenia choć raz w życiu takiego miejsca pamięci". Odniosła to także do przybyłych do Niemiec uchodźców. Uważa ona, że zwiedzenie miejsc pamięci powinno stać się elementem kursów integracyjnych.

Asumptem do wysunięcia takiego żądania są coraz częstsze incydenty antysemickie. W ubiegłym roku głośna stała się m.in. sprawa ataków na ucznia jednej z berlińskich szkół, będącego wyznawcą judaizmu, który nawet zdecydował się opuścić szkołę. Komitet Żydów Amerykańskich (AJC) naświetlił ten temat w większym badaniu.

Przewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech Josef Schuster popiera postulat, by młodzież zobowiązać do zwiedzania byłych obozów koncentracyjnych. Po odpowiednim przygotowaniu uczniowie wyższych klas powinni, jego zdaniem, zobaczyć takie miejsca. "Odnosi się to także do migrantów przybywających do Niemiec" - powiedział Schuster w rozmowie z rozgłośnią Deutschlandfunk. "Kto sam doświadczył ucieczki i wypędzenia, ten może lepiej pojąć, dokąd prowadzą prześladowania i nienawiść" - dodał.

Ryzyko retraumatyzacji

Ale akurat z tym twierdzeniem nie zgadza się historyk Matthias Heyl. W rozmowie z Deutsche Welle zwracał on uwagę na ryzyko retraumatyzacji u osób, które przywiozły ze sobą bagaż strasznych doświadczeń wojennych. Dla nich zwiedzanie byłego obozu zagłady nie jest dobre. Pracownicy podległych mu placówek tego typu wcześniej już niejednokrotnie mieli do czynienia z młodymi ludźmi z rodzin, które przyjechały do Niemiec, uciekając przed wojną z byłej Jugosławii. W nich te miejsca pamięci przywracały obrazy własnego cierpienia.

On sam częstokroć przekonywał się, że wizyty grup młodzieży nie były odpowiednio przygotowane. "Nie wystarczy tylko powiedzieć, że ci, którzy chcą tu żyć, powinni poznać także naszą straszną historię. To nie jest właściwe podejście" - wyjaśnia historyk.

W podobnym tonie wypowiadają się także pracownicy innych placówek. Niektórzy wskazują na doświadczenia z czasów enerdowskich, kiedy wszyscy zobowiązani byli do zwiedzania byłych obozów koncentracyjnych. Podnoszone są obawy, że na miejsca pamięci przerzuca się zadania należące właściwie do kursów integracji i szkół, czyli przekazanie szerokiego kontekstu historycznego i przyporządkowanie tego, co się wydarzyło.

"Tego nie można dokonać tylko zwiedzając muzeum przez 2,5 godziny. W niektórych przypadkach bardzo szybko wyraźna staje się intencja, aby przez zwiedzanie byłych obozów koncentracyjnych wytrzebić z uchodźców wszelkie antyizraelskie i antysemickie nastawienia" - mówi naukowiec.

Przymus nic nie daje

Możliwe jest jednak, że cała ta debata będzie miała wpływ na programy edukacyjne. Przewodniczący konferencji krajowych ministrów kultury i oświaty (KMK), minister oświaty Turyngii Helmut Holter (Lewica) opowiada się za dobrowolnością postępowania w tym względzie, ponieważ jego zdaniem wszelki przymus rzadko przynosi pożądane efekty. Według niego najlepiej byłoby stworzyć warunki, w których młodzież sama odkryłaby dla siebie ten temat i się nim zajęła.

Christoph Strack / Małgorzata Matzke, Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje