Reklama

Reklama

Niemiecka prasa: Schulz wystawi chadecji wysoki rachunek

Poniedziałkowe (27 listopada) wydania dzienników zastanawiają się, czy Niemcy są skazani na wielką koalicję? A jeśli tak, to jaka będzie tego cena dla chadeków i socjaldemokratów?

"Hamburger Abendblatt" stwierdza: "Podobnie jak cztery lata temu zagraża teraz sojusz najmniejszego i najdroższego wspólnego mianownika. Ponieważ wpływy z podatków wpływają szeroką strugą, negocjacje koalicyjne mogą zamienić się w świąteczny koncert życzeń. Przysługę dla klienteli jednych można będzie zrekompensować prezentami dla zwolenników drugich. Zwłaszcza, że jeszcze nie jest całkiem jasne, kto ma przejąć rolę Wolfganga Scheuble i czy nowy minister finansów nie wyda pieniędzy. Aktualnie potrzeba dużo wyobraźni i optymizmu, by móc cieszyć się z wielkiej koalicji".

Reklama

Opiniotwórczy dziennik "Die Welt" jest zdania, że: "Drogę do wielkiej koalicji może utorować jedynie krytyk kapitalizmu Schulz (SPD), ale już na pewno nie burmistrz Hamburga Scholz (SPD), zwolennik społecznego liberalizmu. Ale droga do celu jest jeszcze daleka i dla Schulza ta demonstracja siły będzie jeszcze trudniejsza niż tworzenie przez sprytnego stratega Sigmara Gabriela (SPD) rządu w 2013 roku. Wraz z zapowiedzianym wewnątrzpartyjnym, uzasadnionym prawem do współdecydowania członków SPD, jego przywództwo otrzymało do ręki skuteczną dźwignię, by w negocjacjach z unią chadecką przeforsować rozmaite ulubione projekty. Martin Schulz będzie mógł stale apelować do sumienia CDU i CSU: pamiętajcie, że nasi właśni towarzysze muszą wyrazić zgodę. Schulz za opór w SPD wystawi wykrwawionej programowo chadecji wysoki rachunek".

Regionalny dziennik "Darmstädter Echo" konstatuje: "SPD policzy sobie za ratowanie Merkel i jest to uzasadnione i na razie do wyobrażenia. Wpływy z podatków biją rekordy, gospodarka aż furczy. Nie jest to jednak w żadnym wypadku przyzwolenie na każdy rodzaj absurdu. Koalicja, która chciałaby wszystkim dogodzić, nie byłaby nią, lecz kartelem inkasujących osób, przy którym długo jeszcze nie byłoby poręczenia, że poza polityką społeczną byłoby jeszcze coś do zrobienia na przyszłość. Teraz byłby najwyższy czas, by zamilkły głośniki i zebrali się razem pragmatycy, którzy nie tylko wiedzą co robią, lecz przede wszystkim zdają sobie sprawę, że ich działania lub ich zaniechanie będzie miało następstwa na długie lata".

"Heilbronner Stimme" pisze: "Do wielkiej koalicji dojdzie i powinna ona zadbać o stabilność w niespokojnych czasach. Będzie to drogo okupiony rząd. SPD dyktuje cenę i unia chadecka za powrót na rządowe ławy zapłaci bolesnymi ustępstwami. Dowodzi tego rzut oka w opasły katalog żądań socjaldemokratów".

"Wetzlarer Neue Zeitung" wskazuje: "Na jedno unia chadecka w żadnym wypadku nie przystanie i słusznie - na rząd mniejszościowy w największej gospodarce narodowej Europy. Jak bez zaufanej większości w Bundestagu kanclerz miałaby układać się w przyszłości w Brukseli? Musiałaby za każdym razem najpierw walczyć o większość głosów w długotrwałych negocjacjach z siedmioma partiami. Ten absurdalny maraton negocjacyjny minionych tygodni przyjąłby na lata zinstytucjonalizowaną postać.

Także dla SPD rząd mniejszościowy nie byłby rozsądną opcją. SPD pomogłaby jedynie uzyskać większość i nie miałaby możliwości dzięki objętym ministerstwom wpływać bezpośrednio na politykę. (...) SPD stoi zatem przed alternatywą: albo rząd, albo nowe wybory".

Opr. Alexandra Jarecka/ Redakcja Polska Deutsche Welle 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje