Reklama

Reklama

Niemiecka prasa po zamieszkach we Frankfurcie nad Menem

​Niemiecka prasa komentuje we wtorek, 21 lipca, zamieszki we Frankfurcie nad Menem. "Wolność, której tu doświadczają i której nie mieli w swoich krajach pochodzenia, depczą nogami" - zarzuca się zadymiarzom.

Wyjaśnijmy, że do zamieszek doszło w nocy z soboty na niedzielę (19 lipca). Z policją, która chciała przerwać dużą bójkę, starło się kilkadziesiąt osób - głównie mężczyzn w wieku 17-21 lat, wielu o imigranckich korzeniach. Kolejne kilkaset osób, jak podaje agencja Associated Press, "wiwatowało i klaskało", gdy w stronę funkcjonariuszy poleciały butelki. Zatrzymano 39 osób.

Reklama

"Przeważająca część" z nich była już wcześniej notowana przez policję w związku z pobiciami, niszczeniem cudzego mienia czy kradzieżami. Wielu przybyło z Syrii, Turcji, Maroka i Hiszpanii. W ramach oddzielnych dochodzeń badany jest status pobytu niektórych z nich w Niemczech - zaznaczyła policja. 

Dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze: "Ani Frankfurt, ani Stuttgart, ani ten kraj na to nie zasłużyli. Żeby była jasność - przy odpowiedzi na pytanie, jak postępować z aspołecznymi ludźmi, którym w weekendowe noce do głowy nie przychodzi nic innego jak kopanie policjantów, obrzucanie ich butelkami czy pojemnikami na śmieci, nie chodzi o temat emigranckiego pochodzenia. Także policjanci mają pochodzenie emigranckie, podobnie jak i ludzie, którzy następnego ranka sprzątają pobojowisko. A także ci, którzy przecierają ze zdziwienia i przerażenia oczy. I dlatego wolno z całą surowością przeciwdziałać tym, którzy tylko czekają na interwencję służb porządkowych, by z nich szydzić i je atakować. (...) Trzeba bronić wszystkich filarów naszego państwa prawa - podziału władz, ale i monopolu na stosowanie siły. Uwaga na marginesie - zamieszki wybuchły, gdy policja chciała udzielić pomocy rannemu. Tylko na to czekano".

Temat ten podejmuje także prasa regionalna. Np. "Rhein-Zeitung" (Koblencja) pisze: "Niektórzy z tych młodych ludzi najwidoczniej nie zrozumieli, czym jest w Niemczech wolność. Wolność, której tu doświadczają i której nie mieli w swoich krajach pochodzenia, depczą nogami. Nawet jeśli próbują wyrwać się ze swojego zamknięcia w czterech ścianach z powodu koronawirusa - muszą przestrzegać reguł".

Podobnie widzi to komentator dziennika "Berliner Zeitung": "Ataki na reprezentantów władzy państwowej są symbolicznym wyrazem chwili, w której nuda przemienia się w potrzebę zademonstrowania swojej siły. Ta wzbierająca nagle gotowość do sięgnięcia po przemoc skierowana jest nie po to, by osiągnąć jakiś polityczny cel; jest to raczej bunt przeciwko ograniczeniom, co może wyładować się w tej mało radosnej postaci w letnie noce. Społeczeństwo obywatelskie nie znalazło na to jak dotąd odpowiedzi zastępując ją sporem na temat tego, czy dozwolone jest dokumentowanie pochodzenia sprawców metodami policyjnymi".

Komentator "Passauer Neue Presse" konstatuje: "To, że policjanci we Frankfurcie mogli się stać zwierzyną do polowania dla setek młodych zadymiarzy, związane jest z błędnymi wnioskami z debaty ostatnich miesięcy. Lewicowa opiniotwórcza mafia próbuje stwarzać wrażenie, że policja jest w swojej strukturze czymś na podobieństwo organizacji przestępczej - skorumpowanej, rasistowskiej i brutalnej. Te celowo konstruowany stereotyp z wdzięcznością przejmowany jest przez nieodpowiedzialnych nienawistników jak ci z Frankfurtu. A gdzie oburzenie obywateli? Gdzie mobilizacja polityków, by za kilka tygodni nie doszło do nowego Frankfurtu czy Stuttgartu? Najwyższy czas, by obudzić się i stawić czoła rozprzestrzeniającej się anarchii w tym kraju".



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL