Reklama

Reklama

Niemcy: Trucizna w kanapkach

Jeden kęs kanapki w czasie przerwy w pracy groził chorobą lub śmiercią. Pracownik przez lata wsypywał związki ołowiu do kanapek kolegów.

W niespełna 30-tysięcznym mieście Schloss Holte-Stukenbrock w Nadrenii Północnej - Westfalii śledczy dokładnie przyglądają się serii tajemniczych zgonów sprzed 18 lat. W 21 przypadkach chodzi o pracowników, którzy zmarli krótko przed planowanym odejściem na emeryturę.

Od maja 56-letni pracownik firmy instalacyjnej, podejrzany o przestępstwo, przebywa w areszcie. Mężczyzna pracował w swojej firmie przez 38 lat i był - wedle słów pracodawcy - "zauważalnie niezauważalny".

Wpadł dzięki nagraniom z kamery zakładowej. Gdy jeden z pracowników zauważył na swojej kanapce jasny proszek, zawiadomił o tym przełożonych. Potem nagrania z kamery pokazały innego mężczyznę, który obecnie jest podejrzanym, rozsypującego proszek na kanapkach.

Reklama

- Z początku uznaliśmy to za niesmaczny żart, a nie za próbę zabójstwa - mówi szef działu kadr Tilo Blechinger. Policja odmawia wypowiedzi ze względu na toczące się śledztwo. Milczy także sam podejrzany. Jego motywy pozostają tajemnicą.

W jego mieszkaniu znaleziono substancje, z których można wyprodukować truciznę. Są wśród nich rtęć, ołów i kadm. Do spowodowania poważnych uszkodzeń organów może wystarczyć niewielka ilość związku tych metali.

W sprawie zgonów z ostatnich lat zostaną przesłuchani krewni i lekarze. Metale ciężkie zostały wykazane podczas badania próbek włosów. Prokurator zdecyduje, czy potrzebna będzie ekshumacja.

Ostatnio dwóch pracowników firmy ciężko zachorowało. Jeden leży w śpiączce, a drugi poddawany jest dializie. Powodem może być zatrucie metalami ciężkimi.

dpa / sier / redakcja polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama