Reklama

Reklama

Niemcy: Proces stuletniego domniemanego strażnika z KL Sachsenhausen

Trwa proces domniemanego strażnika obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Josef S. zaprzecza zarzutom. - Byłem rolnikiem - mówił.

W latach 1936-1945 w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen więziono ponad 200 tysięcy osób. Strzegli ich wartownicy z SS. Miał być wśród nich także Josef S. 101-latek odpowiada obecnie za to przed sądem. W trwającym procesie domniemanego strażnika, któremu zarzuca się współudział w tysiącach morderstw, biegły sądowy wskazał na udział jednostek SS oraz przełożonych oskarżonego Josefa S. w rozstrzeliwaniach więźniów. Oskarżony wciąż zaprzecza zarzutom. Akta personalne dokumentują jednak przynależność Josefa S. do różnych batalionów wartowniczych SS w okresie od października 1941 r. do lutego 1945 r.

Reklama

Według biegłego sądowego, historyka Stefana Hoerdlera, oświadczenia przełożonych Josefa S., które zostały spisane w 1946 r. w czasie, gdy był on więźniem, wskazują na udział kompanii wartowniczych SS w rozstrzeliwaniu więźniów.

Hoerdler na dowód stosowania przemocy przez kadrę kierowniczą SS posłużył się przykładem plutonowego (SS-Unterscharführera) Heinza F., który przed rozpoczęciem pracy w obozie w Sachsenhausen brał udział w mordowaniu Żydów na terenach okupowanych przez Niemców.

Bogata dokumentacja

W postępowaniu przeciwko Josefowi S. śledczy zbadali m.in. dokumenty z Miejsca Pamięci obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, z Archiwum Federalnego w Berlinie oraz Biura Akt Stasi. Działalność Josefa S. jest odnotowana w rozmaitych dokumentach z tamtego okresu. Jest wzmianka o jego awansie na SS-Rottenführera (odpowiednik kaprala).

Wyrok w procesie, który trwa od początku października, spodziewany jest w styczniu. Łącznie przewidziane są 22 dni rozpraw. Stulatek jest oskarżony o współudział w morderstwie 3518 osób. Zarzuty dotyczą między innymi rozstrzelania radzieckich jeńców wojennych w 1942 roku, mordowania więźniów przy użyciu trucizny i poprzez tworzenie i utrzymywanie szkodliwych warunków życia.

Udział Józefa S. w konkretnym przestępstwie nie został jeszcze udowodniony. Ale zgodnie z aktualnym orzecznictwem nie jest to już konieczne do skazania za współudział w morderstwie. Oznacza to, że wystarczy udowodnić, że oskarżony był się częścią machiny eksterminacyjnej nazistowskiego obozu koncentracyjnego.

Oskarżony wszystkiemu zaprzecza

Ze względu na stan zdrowia oskarżonego, proces został przeniesiony z Neuruppin do Brandenburga nad Hawelą. Jednak z powodu zaawansowanego wieku Josef S. jest w stanie uczestniczyć w rozprawie tylko przez kilka godzin dziennie.

Wśród 16 oskarżycieli posiłkowych są ocaleni z obozu koncentracyjnego Sachsenhausen oraz potomkowie byłych więźniów, m.in. z Izraela, Peru, Polski, Holandii i Francji.

Josef S. wciąż wszystkiemu zaprzecza. W czwartek oświadczył, że w okresie, o którym mowa, był rolnikiem w okolicach Pasewalku, w północno-wschodnich Niemczech. Pod koniec wojny miał zostać wysłany do Kołobrzegu gdzie jako pracownik cywilny budował schrony i okopy.

Kolejna rozprawa przewidziana jest na 9 grudnia. 

"Śmierć i zabijanie były tam wszechobecne"

Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny Sachsenhausen w leżącym na północ od Berlina Oranienburgu został zbudowany w 1936 roku jako wzorcowy i szkoleniowy obóz dla SS. Do kwietnia 1945 roku w okrutnych warunkach Niemcy więzili tu ponad 200 tysięcy osób. Dziesiątki tysięcy nie przeżyły Sachsenhausen. Więźniowie byli zabijani przez SS lub ginęli w inny sposób, chociażby z wycieńczenia. "Śmierć i zabijanie były w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen wszechobecne" - zaznacza Fundacja Brandenburskich Miejsc Pamięci.

Redakcja Polska Deutsche Welle (EPD/jar)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje