Reklama

Reklama

Niemcy: O przyznaniu azylu często decydują laicy

Przypadek porucznika Bundeswehry Franco A. ujawnił poważne braki w Federalnym Urzędzie ds. Migracji i Uchodźców. Okazało się, że o przyznaniu azylu często decydują urzędnicy bez należytych kwalifikacji.

Spora część personelu Federalnego Urzędu ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) nie ma wystarczającego przygotowania zawodowego - pisze dziennik "Nürnberger Nachrichten", powołując się na wewnętrzny raport urzędu. Spośród 3033 urzędników decydujących o przyznaniu azylu, którzy podjęli pracę w BAMF między 1 sierpnia 2015 a 1 marca 2017 r., 454 osoby (czyli 15 proc.) nie mogą wylegitymować się wymaganymi kwalifikacjami. Jest to niepokojące, ponieważ ludzie ci decydują o przyznaniu azylu w Niemczech uchodźcom i migrantom, wśród których mogą znaleźć się także potencjalni terroryści.

Przypadek porucznika Franco A.

Reklama

Na kłopoty kadrowe BAMF zwrócił uwagę przypadek porucznika Bundeswehry Franco A., który prowadził podwójne życie. W grudniu 2015 r. zgłosił się na posterunek policji w rodzinnym Offenbach w Hesji, podając się za uchodźcę z Syrii. Później na przesłuchaniu w filii BAMF powiedział, że pochodzi z mieszanej rodziny wyznającej chrześcijaństwo i judaizm, handlował owocami w Damaszku, ale nie może wylegitymować się żadnym dowodem tożsamości.

Nikt jakoś nie zauważył, że ów "handlarz" nie włada arabskim. Urzędnicy z BAMF byli zadowoleni, że mogą się z nim porozumieć po francusku, języku bardzo popularnym w Syrii, byłej kolonii francuskiej. Franco A. mówił po francusku, ponieważ służył w mieszanej brygadzie niemiecko-francuskiej. Tylko obecna przy rozmowie tłumaczka marokańskiego pochodzenia zwróciła uwagę na pewne nieścisłości w jego wyjaśnieniach, ale nie przekazała ich wyżej, ponieważ obawiała się, że jej zastrzeżenia mogą zostać poczytane za wyraz jej "niechęci wobec Izraelitów".

W rezultacie Franco A. pomyślnie przeszedł rozmowę kwalifikacyjną i został skierowany najpierw do ośrodka dla uchodźców w Giessen w Hesji, a potem do Zirndorfu w Bawarii, gdzie otrzymał azyl polityczny i wszystkie związane z nim świadczenia. Dopiero później okazało się, że porucznik Bundeswehry Franco A. podawał się za uchodźcę, bo planował zamach terrorystyczny na czołowych niemieckich polityków. Podejrzenie za ten czyn miało paść na uchodźców.

Kwalifikacje? Nabędzie się je w pracy

Jeszcze gorzej wygląda poziom niezbędnych kwalifikacji zawodowych wśród personelu sekretariatu zajmującego się przyjmowaniem wniosków azylowych od uchodźców, sprawdzaniem autentyczności przedstawionych przez nich dokumentów tożsamości i ustalaniem prawdziwości składanych przez nich oświadczeń. Od 1 sierpnia 2015 do 1 marca 2017 r. w pionie tym podjęło pracę 3340 osób, z których aż 80 proc. nie ma żadnego specjalistycznego przygotowania zawodowego. Sprawę załatwiono doraźnym przeszkoleniem w urzędzie, w ramach modnego rozwiązania pod nazwą "Training on the job", który to trening w wielu instytucjach zastępuje, bądź uzupełnia, właściwe fachowe przygotowanie.

W odpowiedzi na wytknięte przez "Nürnberger Zeitung" nieprawidłowości rzeczniczka BAMF oświadczyła, że w międzyczasie poziom personelu BAMF "dopasowano do istniejących wymagań". Poza tym - jak zapewniła - BAMF wyciągnął "właściwe wnioski" z przypadku porucznika Franco A. i "wdrożył szereg działań podnoszących kwalifikacje personelu" tego urzędu.

DW, dpa / Andrzej Pawlak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje