Reklama

Reklama

​Niemcy: Krytyczne reakcje na decyzje w sprawie zadośćuczynienia ofiarom pedofilii w Kościele

Niemiecki episkopat proponuje od pięciu do 50 tys. euro dla ofiar molestowania seksualnego przez duchownych.

"Rozczarowanie", "stracona szansa", "brak odwagi" - w ten sposób niektóre niemieckie media i organizacje ofiar molestowania seksualnego przez duchownych komentują ogłoszone przez niemiecki episkopat nowe zasady wypłat zadośćuczynienia dla osób, które w przeszłości zostały wykorzystane przez księży pedofilów. Zasady te Niemiecka Konferencja Biskupów przyjęła na zakończonym w czwartek wiosennym zgromadzeniu w Moguncji. "Tym samym jeszcze raz w wyraźny sposób uznajemy nasza odpowiedzialność jako instytucja" - oświadczył nowy przewodniczący episkopatu Niemiec Georg Baetzing. Jak dodał, w przyszłości możliwe będzie wypłacanie wyższych kwot niż dotychczas i obowiązywać będą jednolite reguły dla wszystkich 27 diecezji.

Reklama

Wysokość ustali niezależne gremium

Nadzwyczajny pełnomocnik episkopatu Niemiec w tej sprawie, biskup Trewiru Stephan Ackermann wyjaśnił, że powołane zostanie niezależne gremium, które będzie ustalać wysokość przyszłych wypłat dla ofiar molestowania przez duchownych. Wysokość tych kwot ma odpowiadać odszkodowaniom, orzekanym przez sądy. Według Ackermanna ich skala sięga od 5 tys. do 50 tys. euro, ale w indywidualnych przypadkach możliwe są wyższe świadczenia.

Według przytaczanych przez media danych Niemieckiej Konferencji Biskupów od 2011 roku wydano decyzje o "zadośćuczynieniu finansowym za doznane cierpienia" na korzyść ponad 2000 poszkodowanych. Ogólna suma świadczeń opiewała na kwotę 10,1 miliona euro, co oznaczało średnio 5000 euro na osobę.

Według Baetzinga nowe zasady nie przesądzają z jakich źródeł mają pochodzić pieniądze na zadośćuczynienie. Diecezje same mają zdecydować, czy wykorzystają na ten cel środki z podatku na Kościół czy własne zasoby. "Są diecezje, które nie maja żadnych innych źródeł poza podatkiem kościelnym, zwłaszcza na wschodzie kraju" - przyznał Baetzing. Jeśli będzie to możliwe, finansową odpowiedzialnością będą obarczani sprawcy.

"Kościół niegotowy na odpowiedzialność"

Komentatorzy zauważają, że decyzja episkopatu Niemiec nie realizuje wydanych we wrześniu ub. roku zaleceń niezależnej grupy roboczej, która proponowała podstawowe zadośćuczynienie finansowe w wysokości 10 tysięcy euro oraz dodatkowe odszkodowania sięgające nawet 400 tysięcy euro. Według raportu MHG, opracowanego przez ekspertów uniwersytetów w Mannheim, Heidelbergu i Giessen, w latach 1946-2014 co najmniej 3677 osób małoletnich zostało wykorzystanych seksualnie przez co najmniej 1670 księży, diakonów i zakonników.

Rozczarowania decyzją biskupów nie krył rzecznik reprezentującej ofiar inicjatywy "Kwadratowy Stół" Matthias Katsch. "Cóż za zawód! Cóż za stracona szansa" - powiedział Katsch, cytowany przez niemieckie media. "Kościół w Niemczech nie jest gotowy na to, by przejąć odpowiedzialność za własne zbrodnie i zaoferować ich ofiarom odszkodowanie" - oświadczył. Jak dodał, katolicy w Niemczech powinni teraz zadać sobie pytanie, czy "chcą nadal wspierać stryktury kościelne, które najwyraźniej mocno trzymają się pieniędzy i lekceważą swe ofiary?". Wypowiedź tę odczytano jako apel o występowanie z Kościoła katolickiego.

Zawiedzione oczekiwania

Według "Sueddeutsche Zeitung" niemieccy biskupi wykazali się brakiem odwagi. "Wzbudzić wielkie oczekiwania, by potem je zawieść - to wywołuje gniew" - napisał dziennik, komentując decyzje episkopatu Niemiec. Zdaniem komentatora gazety, wysokie odszkodowania, jakie proponowała grupa robocza jesienią ub. roku, byłyby "inwestycją w nowy początek" dla Kościoła katolickiego w Niemczech, osłabionego przez skandale związane z pedofilią wśród księży. "Tak, Kościół katolicki płaci więcej, niż dotychczas i więcej niż inne instytucje, gdzie dochodziło i dochodzi do molestowania. Ale jednak duch małostkowości pokonał Ducha Świętego" - ocenia gazeta.

Anna Widzyk

Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy