Reklama

Reklama

Kto stoi za protestami przeciwko restrykcjom w czasie pandemii?

Od miesięcy ludzie w Niemczech regularnie demonstrują przeciwko restrykcjom narzuconym pandemią. W ostatni weekend demonstracja w Berlinie przybrała bezprecedensowe rozmiary. Kto mobilizuje uczestników?

Na placu przed Bramą Brandenburską w ostatnią sobotę (1 sierpnia) stał ściśnięty tłum demonstrantów, powiewały flagi. Niektórzy skandowali: "Jesteśmy drugą falą", "Opór". Były to nietypowe obrazki dla Berlina tych dni.

Reklama

Niezwykła była też zbieranina protestujących - niejednorodna grupa składająca się głównie z prawicowych radykałów, wyznawców teorii spiskowych, przeciwników szczepień i ezoteryków. Pod wątpliwym hasłem "Dzień wolności - koniec pandemii" demonstrowali przeciwko restrykcjom z powodu pandemii. Tytuł "Dzień wolności" nosił propagandowy film nazistowskiej ikony Leni Riefenstahl o konferencji partyjnej NSDAP w 1935 r.

Do protestu w Berlinie jako pierwsza wezwała kontrowersyjna stuttgarcka inicjatywa "Querdenken 711". Inicjatywa ta była już organizatorem demonstracji w Stuttgarcie, największych jak dotąd w kraju i jest wspierana m.in. przez przeciwników szczepień. Tysiące ludzi z innych niemieckich krajów związkowych podążyło za wezwaniem "Querdenken 711" i wybrało się do Berlina. Według danych policji było ich około 20 tysięcy.

Zjednoczeni wiarą w teorie spiskowe

Nad głowami ludzi trzepotały czarno-biało-czerwone flagi, dawne barwy II Rzeszy Niemieckiej - prawicowy symbol. Często jako sprzeciw wobec niemieckiej demokracji używają jej tak zwani "Obywatele Rzeszy" i inne prawicowe ugrupowania. Obok nich maszerowali ramię w ramię lub tańczyli ludzie niosący tęczowe flagi z hasłem: "Pokój" oraz tablice z napisem "Jezus żyje".

W samym środku tych mas nie zabrakło rodzin i osób, które są po prostu zaniepokojene działaniami mającymi na celu powstrzymanie koronawirusa. Przy tym nie są oni wyznawcami jakichkolwiek teorii spiskowych. I o dziwo, te różnice światopoglądowe protestujących nie zdawały się nikogo niepokoić.

Pomimo niejednorodnego charakteru demonstrantów łączy ich jednak brak akceptacji i odrzucenie restrykcji przeciwko pandemii. Wielu z nich odczuwa również głęboką nieufność do mediów. Raz po raz dziennikarka DW była obrażana, molestowana i agresywnie proszona o zdjęcie maseczki ochronnej.

Wrogowie Merkel i Gates

Wymowa niektórych plakatów i transparentów była jasna: ich posiadacze zaprzeczają istnieniu patogena i uważają, że koronawirus jest oszustwem na wielką skalę. A niemiecki rząd chce zmienić kraj w dyktaturę. Kilku demonstrantów nosiło na ubraniach gwiazdy Dawida, z napisem "nieszczepieni". Tym samym przeciwnicy szczepień porównują się do Żydów prześladowanych w czasach narodowego socjalizmu i postrzegają obecną sytuację w Niemczech jako rzekomą dyktaturę, szczepienia kojarzą z faszyzmem. Dlatego kanclerz Angela Merkel (CDU) oraz znany wirusolog Christian Drosten, jak i minister zdrowia Jens Spahn (CDU) zostali nazwani "politykami wypełniania".

Często pojawiały się też tablice z napisem "Nie dawaj szansy Gatesowi". Gdyż według tej teorii spiskowej, założyciel Microsoftu Bill Gates, chce, aby wszyscy ludzie zostali przymusowo zaszczepieni i żeby w ten sposób wszczepiono im także mikrochipy.

Teorie spiskowe, które pojawiły się na banerach i koszulkach od czasu rozpoczęcia protestów w Niemczech, niejednokrotnie mają swoje źródła w sieci. Niektórzy wybitni gracze sceny prawicowej oraz zwolennicy teorii spiskowych rozpowszechniają je z pomocą mediów społecznościowych. Ich apele odgrywają zasadniczą rolę w nakłanianiu ludzi do wychodzenia w ogóle na ulice. Raz po raz można zobaczyć na tablicach demonstrantów odniesienia do treści propagowanych na kanałach internetowych.

Mistrzowie manipulacji

Pierwsza demonstracja przeciwko obostrzeniom wiązanym z koronawirusem została zainicjowana cztery miesiące temu przez byłego dziennikarza Anselma Lenza. Lenz, który należy do środowiska lewicującego, twierdzi, że państwo "sprzymierzyło się z firmami farmaceutycznymi i cyfrowymi w celu zniesienia demokracji". Na tę pierwszą demonstrację na berlińskim placu im. Róży Luxemburg przyszło tylko 40 osób. Miesiąc później wzięło w niej udział około tysiąca demonstrantów i już w tym momencie zawieszono transparenty "nie dajcie Gatesowi szansy" oraz mówiono o "dyktaturze szczepień".

Jednym z pierwszych, który zaangażował się w ruchy protestacyjne, był Ken Jebsen. Były prezenter radiowy został zwolniony w 2011 r. za antysemickie wypowiedzi. Od tego czasu dzięki własnemu kanałowi na YouTube i stronie internetowej KenFM zbudował alternatywną markę medialną. Zasięg: 490 tys. abonentów. To on na jednej z pierwszych demonstracji przeprowadził wywiad z Anselemem Lenzem.

Na YouTube Jebsen rozpowszechnia również informacje, że Bill Gates, aby zarobić na szczepionce, rzekomo infiltruje Światową Organizację Zdrowia (WHO). Wideo Jebsena zbiera poklask jego zwolenników i jest masowo dystrybuowane, otrzymując tygodniowo trzy miliony klików.

Bill Gates jest również głównym wrogiem telewizyjnego szefa kuchni Attili Hildmanna. Ten popularny autor wegańskich książek kucharskich, po kilku tygodniach pandemii zaczął aktywnie negować istnienie koronawirusa. Po tym, jak Instagram zablokował mu konto, Hildmann przeniósł się wraz ze swoimi zwolennikami do komunikatora internetowego Telegram. Aktualnie jego profil śledzi ponad 68 tys. ludzi. Hildmann nazywa Billa Gatesa szatanistą, Angelę Merkel marionetką Chin i wzywa w razie konieczności do użycia broni, by bronić się przed restrykcjami przeciwko pandemii.

W tę samą tubę dmie także inny zwolennik teorii spiskowych Heiko Schrang. W swoich filmach na YouTube mówi na przemian o rzekomej manipulacji społeczeństwem przez media głównego nurtu, jak i o tym, że koronawirus jest wymysłem, a odpowiedzialne społeczeństwo nie powinno słuchać "tych na górze".

Te daleko idące teorie spiskowe tworzą wspólnego wroga: Jest nim państwo niemieckie, Bill Gates lub tak zwany "światowy spisek syjonistyczny". I w alternatywnym świecie mediów te prymitywne teorie mają sens, ich propagatorzy koordynują je ze sobą, a niektóre z nich idealnie się uzupełniają.

"Bojownicy o wolność"

Kiedy jednak liczba infekcji spadła, a zniesienie obostrzeń wywołało zadowolenie w społeczeństwie, osobom zaprzeczającym istnienie koronawirusa zabrakło nagle argumentów. Ale teraz liczba zakażeń w Niemczech ponownie rośnie i dyskutuje się też o możliwym drugim lockdownie, dlatego ruch sceptyków i zwolenników teorii spiskowych znów nabiera tempa. Kiedy w ubiegłym tygodniu 20 000 osób w Berlinie odpowiedziało na wezwanie inicjatywy "Querdenken 711" ze Stuttgartu, Jebsen i Hildmann nadawali na żywo na swoich kanałach i chwalili "bojowników o wolność". Podobnie jak tłumy zwolenników demonstracji, także oni rozpowszechniali całkowicie przesadzoną liczbę jej uczestników, wynoszącą rzekomo ponad milion.

Wielu uczestników demonstracji nosiło koszulki ze złotą kropką w złotym kole, wzorując się na okładce książki Heiko Schranga. Nic dziwnego, ponieważ na sobotniej demonstracji w Berlinie Schrang był czymś w rodzaju gościa na prawach gwiazdy. Ze sceny zagrzewał zebranych. I obiecywał wielką przyszłość. Zapewniał, że wyzwolenie z "dyktatury koronakryzysu" w końcu się rozpoczęło. Nagranie swojego wystąpienia na YouTube nazywał "Letnim snem 2020". Tylko w ciągu pierwszej godziny na nagranie to kliknięto ponad 13 tys. razy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy