Reklama

Reklama

Głodówka w obronie gminy

Takiego protestu w Polsce jeszcze nie było. Już 15 osób głoduje w Gminnym Ośrodku Kultury w Dobrzeniu Wielkim, przeciw decyzji rządu o poszerzeniu Opola wraz z nadejściem Nowego Roku.

W wyniku tej operacji cztery sąsiadujące z miastem gminy utracą od kilkunastu do trzydziestu procent ludności i podobnie wielką część dotychczasowego obszaru, a z nim majątek wyceniany łącznie na ponad 100 milionów złotych i dobre 50 milionów złotych podatkowych dochodów rocznie. Najbardziej ucierpi właśnie Dobrzeń Wielki. - Skoro pani premier mogła pojechać do protestujących górników, skoro była u protestujących pielęgniarek, to powinna przybyć także do nas - mówi "Deutsche Welle" Rafał Kampa, radny z Dobrzenia Wielkiego i działacz lokalnego komitetu obywatelskiego "Tak dla Samorządności".

Beata Szydło nie wybiera się jednak na Opolszczyznę. Bo i po co: - Decyzja w tej sprawie już zapadła, jest rozporządzenie zmieniające granice Opola - powiedziała premier w Warszawie, na konferencji prasowej po ostatnim w 2016 roku posiedzeniu rządu. - Ja tylko proszę tych mieszkańców, którzy wyrażają obawy, żeby przyjęli tę decyzję ze spokojem - dodała.

Reklama

Przykre słowa

"Arogancja to w tym przypadku eufemizm. Lekceważenie i marginalizacja głodujących w Dobrzeniu ludzi to bardzo poważny błąd", napisał na portalu powiatu opolskiego Grupa Lokalna Balaton dziennikarz Leszek Myczka. W rozmowie z "Deutsche Welle" Myczka podkreśla, że szefowa rządu nawet nie zająknęła się o głodówce i poprzedzających ją w minionych miesiącach kilkudziesięciu protestach.

Także przedstawiciel rządu w regionie, wojewoda opolski Adrian Czubak nie uważa za stosowne udać się do odległego o zaledwie 15 km Dobrzenia Wielkiego: - Nie ma takiej potrzeby - twierdzi jego rzecznik Martyna Kolemba. - To nie jest sytuacja kryzysowa. Przypominam, że te osoby dobrowolnie poddały się głodówce, a nie głodują na przykład w wyniku kataklizmu.

- To bardzo przykre słowa - mówi "Deutsche Welle" poseł Mniejszości Niemieckiej na Sejm Ryszard Galla, który nie ma cienia wątpliwości, że to jednak jest kryzys. - A w takiej sytuacji rozmowa z ludźmi jest po prostu ustawowym obowiązkiem wojewody - dodaje.

Sztywna postawa premier i wojewody usztywniła głodujących. Dlatego też nie powiodła się misja opolskiego biskupa Andrzeja Czaji, który w przedostatni dzień roku odwiedził głodujących w Dobrzeniu i przekonywał ich do pojednania z rządzącymi. Bez skutku.

Cel: Wielkie pieniądze...

W czterech gminach, które w sylwestrową północ zostaną okrojone na rzecz Opola, nikt nie ma wątpliwości, że głównym motorem poszerzenia miasta były pieniądze. I to spore.

Dobrzeń Wielki straci Elektrownię Opole i majątek szacowany na 57,5 milionów złotych. Wpływy spadną o ponad 43 miliony rocznie, dwie trzecie rocznego budżetu.

Dąbrowa pożegna się między innymi z terenami inwestycyjnymi przygotowanymi za gminne pieniądze i należącymi do Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Gmina stanie się uboższa o 20 milionów, jej roczne dochody zmniejszą się o cztery miliony złotych.

Niemal tyle samo stracą Komprachcice: mienie wartości 19,5 milionów złotych i 3,5 milionów rocznie z podatków.

Najmniej boleśnie odczuje utratę jednego sołectwa gmina Pruszków. Opole przejmie od niej aktywa wyceniane na dziewięć milionów złotych, a podatkowe wpływy zmaleją o 750 tysięcy złotych.

Miasto wycofało się jedynie z pomysłu połknięcia części gminy Turawa, którą zmusiłoby to do ogłoszenia bankructwa.

...i mniejszość niemiecka

Ale oprócz skoku na kasę celem całej operacji jest też mniejszość niemiecka, czego wcale nie tai jeden z dwóch głównych architektów poszerzenia miasta, Patryk Jaki - poseł PiS z Opola od 2011 roku, a od 2015 roku wiceminister sprawiedliwości. Za drugiego uważany jest prezydent miasta, Arkadiusz Wiśniewski. W polemice na Facebooku z Pawłem Kukizem, który w czwartek odwiedził i wsparł głodujących w Dobrzeniu Wielkim, Jaki napisał: "Kukiz i PO chcą mniejszego Opola i aby Elektrownia, która ma Polskę uniezależnić od Niemiec była na terenie, w którym rządzi... Mniejszość Niemiecka." A także: "Kukiz nie widzi nic złego w popieraniu Mniejszości Niemieckiej, która walczy od lat z polskim patriotyzmem i porównuje ją do... Tatarów. Ja wprost przeciwnie". I jeszcze: "Ja w porównaniu do Pawła wiem, co to znaczy twarda walka o polskie interesy z Niemcami".

Desperacja

Miało to być jedynie wspólne kolędowanie w drugi dzień Bożego Narodzenia wieczorem. Gdy ucichły śpiewy, zapadła decyzja o proteście. Głodówkę zaczęło pięciu mężczyzn i jedna kobieta. Dzień później głodowało już dziesięć osób. W czwartek czternaście. Potem jeden z głodujących musiał się wycofać ze względów zdrowotnych, ale niedługo później do protestu przyłączyły się kolejne dwie osoby.

- Zostaliśmy okłamani i oszukani - tłumaczył jeden z głodujących, Janusz Piontkowski, w rozmowie z dziennikarką "Gościa Niedzielnego". - Niech ktoś wreszcie nas przekona co do słuszności takiego rozszerzania miasta Opola. Przecież prezydent Arkadiusz Wiśniewski złożył wniosek, a z nami nie rozmawiał - mówił.

- Gdzie jest wojewoda? Przyjdź i popatrz nam w twarz - wzywa Maria Koschny, która także bierze udział w proteście.

Jak wielka musi być desperacja mieszkańców podopolskiej gminy, którzy głodówkę zaczęli w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia i o ile nic nieoczekiwanego się nie stanie, głodować będą w sylwestra i Nowy Rok?

Aureliusz M. Pędziwol

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne