Reklama

Reklama

"​FAZ": Burmistrz Żytawy złożył skargę do KE na działania kopalni węgla Turów

Burmistrz Żytawy, niemieckiej miejscowości położonej przy granicy z Polską i Czechami, złożył skargę do Komisji Europejskiej na działania polskiej kopalni węgla Turów, która zamierza rozszerzyć obszar wydobycia węgla brunatnego - informuje dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

Niemiecki dziennik opisuje w czwartek polsko-niemiecko-czeski spór o plany Polskiej Grupy Energetycznej, związane z odkrywkową kopalnią węgla brunatnego Turów. Najnowszą odsłoną tego sporu jest złożenie przez miasto Żytawa (Zittau) w Saksonii oficjalnej skargi do Komisji Europejskiej przeciwko planom PGE, która zamierza poszerzyć obszar wydobycia kopalni. Mieszkańcy okolicznych miejscowości po niemieckiej, ale i czeskiej stronie granicy obawiają się, że inwestycja jeszcze bardziej obniży poziom wód gruntowych i doprowadzi do ich zakwaszenia.

Reklama

Skarga wpłynęła do Brukseli pod koniec stycznia. "Czujemy się do tego zmuszeni, bo uważamy, że dotychczas nie traktowano nas właściwie w trakcie oceny oddziaływania inwestycji na środowisko" - powiedział burmistrz Żytawy Thomas Zenker, cytowany przez "FAZ". "Mamy nieodparte wrażenie, że polskie władze oraz podmioty realizujące to przedsięwzięcie nie traktują poważnie prawa europejskiego" - dodał.

Kopalnia jak siedem tysięcy boisk piłkarskich

Jak relacjonuje "FAZ", skarga do KE przeciwko Polakom nie była jednak łatwą decyzją dla burmistrza Żytawy i radnych miasta. Zenker przyznaje, że ubolewa, iż okazało się to konieczne, bo miasto od dawna współpracuje ze stroną polską, a od rozszerzenia UE w 2004 roku region, do którego należy także czeski Liberec, bardzo się zintegrował.

Niektórzy ostrzegają, że współpraca przygraniczna teraz ucierpi. "My widzimy to inaczej" - mówi Zenker. I wyjaśnia, że podstawą dobrej współpracy są jasne i akceptowane wspólnie reguły, a on jako burmistrz ma obowiązek troszczyć się o przyszłość miasta i jego mieszkańców. "A tej przyszłości zagraża - jego zdaniem - kopalnia węgla brunatnego po polskiej stronie, a raczej jej rozszerzenie. Bowiem zgodnie z wolą Polaków kopalnia, głęboka już teraz na 200 metrów, ma działać jeszcze przez następne 25 lat, sięgnąć 300 metrów głębokości i rozciągać się na powierzchni wielkiej jak 7000 boisk piłkarskich" - pisze niemiecki dziennik.

"Region, a przede wszystkim mieszkańcy 30-tysięcznej Żytawy, obawiają się ciężkich szkód dla środowiska, nie tylko z powodu hałasu i pyłu" - dodaje. Jak pisze "FAZ", z ekspertyzy geologa Ralfa Kruppa, przygotowanej na zlecenie organizacji Greenpeace i czeskiej kancelarii zajmującej się sprawami środowiska, wynika, że poziom wód gruntowych już teraz jest bardzo niski z powodu wydobycia i jeszcze bardziej się obniży, powodując zapadanie się miasta na całym obszarze. W przypadku pełnej realizacji planów poszerzenia kopalni, centrum miasta obniżyć się może o 36 do 72 centymetrów, na jego obrzeża nawet o 1,2 metra, powodując poważne uszkodzenia budynków. Kolejnym zagrożeniem może być m.in. zakwaszenie wód gruntowych.

"Nielegalne wydobycie"

Jak pisze "FAZ", żadne z zastrzeżeń przygranicznych gmin niemieckich i czeskich, zgłoszonych w trakcie transgranicznej oceny wpływu na środowisko, nie zostały wzięte pod uwagę. "Przeciwnie: wiosną ubiegłego roku Polska przedłużyła wygasłą koncesję dla Turowa jednostronnie, nie oglądając się na sąsiadów. Umożliwiła to luka prawna w wyniku niewdrożonej jeszcze do polskiego prawa regulacji unijnej" - pisze gazeta.

I cytuje polityka niemieckich Zielonych Daniela Gerbera, który twierdzi, że od 1 maja 2020 roku w Turowie trwa nielegalne wydobycie. "PGE nie traktuje tego wszystkiego poważnie, wiele dzieje się ukradkiem, nie ma komunikacji" - dodaje poseł do landtagu Saksonii.

Jak donosi "FAZ", w środę także rząd landu Saksonia podczas debaty w parlamencie krajowym zarzucił polskiej firmie brak przejrzystości. Wszystkie frakcje w landtagu z wyjątkiem AfD zgodziły sie, że zagrożenia związane z działalnością Turowa są poważne. Z kolei Zieloni zażądali od rządu federalnego Niemiec, by poparł władze Czech, jeśli te zdecydowałyby się zaskarżyć Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Czechy już jesienią ubiegłego roku poskarżyły się do KE na Polskę w związku z planami dotyczącymi kopalni Turów. W grudniu KE przyznała wprawdzie, że przedłużając koncesję dla Turowa, Polska naruszyła unijne przepisy, ale nie nakazała wstrzymania prac kopalni.

Anna Widzyk

Redakcja Polska Deutsche Welle


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje