Reklama

Reklama

"DW": Więzienie bez krat. Niecodzienny eksperyment

Zakład karny bez krat, pięknie położony nad brzegiem jeziora. Czy to możliwe? W każdym razie w tę formę reedukacji młodocianych przestępców wierzą jego twórcy.

W tym więzieniu nie znajdziemy żadnych murów, krat ani umundurowanych strażników. Zamiast nich widać piaszczystą plażę i szmaragdową toń jeziora. W powiecie ziemskim Lipsk, w odległości około 25 kilometrów na południe od miasta, położone jest piękne schronisko. Składają się na nie dwa nowoczesne budynki, stojące nad samym brzegiem jeziora Hainer See. Nic nie wskazuje na to, że mieści się w nich zakład karny dla młodocianych przestępców. Drzwi wejściowe do zakładu są stale otwarte.

Niecodzienny eksperyment

"Byłem aktywnym członkiem grupy prawicowych chuliganów" - mówi Ralf, który ma dziś 23 lata. Skazany między innymi za pozbawienie wolności i ciężkie uszkodzenie ciała, został osadzony w zwykłym zakładzie karnym w Regis-Breitingen. "Od pierwszego dnia myślałem, że długo tam nie wytrzymam, że muszę się stąd jak najszybciej wydostać" - opowiada. Wtedy dowiedział się o specjalnym zakładzie w Neukieritzsch.

Reklama

Zakłady karne pracujące w trybie wolnościowym są czymś wyjątkowym w prawie karnym Saksonii. Ale nie tylko tam. W całych Niemczech są tylko trzy placówki tego typu. Zakład w Neukieritzsch rozpoczął działalność w 2011 roku. Przebywają w nim młodociani przestępcy płci męskiej wraz ze swoimi rodzinami. Obowiązuje ich ścisły rozkład dnia. W dni robocze wstają o 5.30. Po pobudce jest gimnastyka, toaleta, śniadanie oraz obowiązkowe uporządkowanie sypialni i innych pomieszczeń. Należy się z tym uporać przed rozpoczęciem nauki albo pracy.

Cały dzień jest podobnie uregulowany, tak jak w wojsku. "Każdego dnia najbardziej cieszę się na chwilę, w której będę mógł wreszcie położyć się do łóżka" - śmieje się Ralf. "Część osadzonych tego nie wytrzymuje" - mówi Franz Steinert, który zarządza jednym z budynków. Mieszka na terenie ośrodka wraz z żoną i trójką dzieci.

Nie wszyscy dają radę

Saksońskie ministerstwo sprawiedliwości informuje, że z taką formą reedukacji nie radzi sobie około jednej trzeciej osadzonych. Dane na ten temat zebrali funkcjonariusze służby kryminalnej tego kraju związkowego w latach 2011-2016, żeby na ich podstawie ocenić wartość całego projektu.

Około połowy jego uczestników przeniosło się na własne życzenie do zwykłych zakładów karnych, innych przeniesiono do nich za nieprzestrzeganie regulaminu i różne wykroczenia. Kto zachowuje się tu agresywnie albo opuszcza teren ośrodka bez zezwolenia, ten wypada z projektu.

Jedną z jego osobliwości jest to, że nie mówi się tu o więźniach, ani o osadzonych. Nie używa się także takich słów jak przestępca, włamywacz czy chuligan. Wynika to z założeń tego projektu, opartego na okazywaniu szacunku wszystkim jego uczestnikom, niezależnie od tego, jaki czyn popełnili wcześniej i skąd się tu wzięli.

Najważniejsza jest integracja

"Nasz system opiera się na integracji" - wyjaśnia kierownik ośrodka Steffen Hofmann. "Uczestnicy projektu uczą się pojęcia odpowiedzialności społecznej i tego, że popełnione przez nich czyny mają swoje konsekwencje" - dodaje. 

W ośrodku obowiązuje starannie przemyślany system ocen, oparty na skali stopniowej. Ocenia się takie cechy uczestników programu jak punktualność i obowiązkowość oraz utrzymywanie porządku. Za dobre sprawowanie wynagradza się ich rozszerzeniem zakresu ich wolności. Ralf nieźle sobie z tym radzi i dorobił się już pewnych przywilejów. Na początku należała do nich możliwość samodzielnego udania się do toalety. Dziś może już spotkać się od czasu do czasu ze swoją córką i przyjaciółką.

Powrót do normalnego życia

Najbardziej podoba mu się czas spędzony z rodziną. Właśnie bliskość rodziny wydaje się być jedną z największych zalet tego projektu. Zdaniem ministerstwa sprawiedliwości Saksonii sprzyja ona kształtowaniu bliskości emocjonalnej i rozwijaniu postaw prospołecznych. Uczestnicy tego projektu są lepiej wykształceni niż przeciętni młodociani przestępcy. W tej chwili liczba jego uczestników jest ograniczona do siedmiu osadzonych w jednej, wspólnej jednostce mieszkalnej. Kto do niej trafi, o tym decyduje dyrektor zakładu karnego w Regis-Breitingen.

Kandydaci muszą jednak sami spełniać pewne kryteria, na przykład musieli zawsze wracać wcześniej do zwykłego zakładu karnego z przysługujących im przepustek. Przestępcy seksualni są wyłączeni z tego programu.

Ralf nie żałuje, że poprosił o włączenie go do projektu. W ciągu pół roku nadrobił zaległości w nauce i uzyskał świadectwo ukończenia szkoły głównej. Po zwolnieniu chce zgłosić się do Niemieckiej Służby Wolontariackiej. W jego przypadku ten projekt okazał się szansą powrotu do normalnego życia, której nie chce zmarnować.

dpa/jak

Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy