Reklama

Reklama

"Die Zeit": Polscy konserwatyści muszą się obawiać Biedronia

Robert Biedroń cieszy się dużym zainteresowaniem niemieckich mediów. Tygodnik "Die Zeit" uważa, że darzony ogromną sympatią prezydent Słupska może stać się alternatywą dla wyborców zniechęconych do PO i PiS.

Thomas Dudek - autor analizy opublikowanej w najnowszym wydaniu lewicowo-liberalnego tygodnika - przypomina pełną przeszkód drogę Biedronia - "pierwszego polskiego posła, który otwarcie przyznał się do homoseksualizmu" - do ratusza w Słupsku. 

Reklama

Jak pisze Dudek, raz w miesiącu grupa około 20 osób gromadzi się pod słupskim ratuszem, a następnie pod domem Biedronia, aby odmawiać różaniec w intencji "grzesznika". "Wierzą, że homoseksualizm jest chorobą i uważają, że swoimi modlitwami muszą mnie z tej choroby wyleczyć" - cytuje "Die Zeit" Biedronia.

"Takie i jeszcze gorsze, wrogie wobec homoseksualizmu, reakcje zna urodzony w 1976 r. Biedroń od czasu swojej młodości w Rymanowie na południu Polski" - pisze Dudek, dodając, że przyszły polityk był wtedy bliski samobójstwa. Nawet dla SLD poseł-gej wydawał się być zbyt dużym ryzykiem. Dopiero Twój Ruch Janusza Palikota umieścił go na swojej liście, umożliwiając wejście do parlamentu.

Zwycięstwo z PO i PiS

W 2014 r. Biedroń doprowadził do rewolucji, wygrywając wybory na prezydenta Słupska. 

"Ponieważ nie mieliśmy ani pieniędzy, ani partyjnego wsparcia, prowadziliśmy kampanię wyborczą na ulicy, szukaliśmy kontaktu z mieszkańcami" - tłumaczy Biedroń. Przy okazji Dudek przypomina, że aby powstrzymać Biedronia, PO i PiS zawarły przed drugą turą wyborów sojusz i wspólnie apelowały do głosowania na kandydata PO.

Biedroń jest obecnie nie tylko skutecznym prezydentem Słupska, lecz dzięki umiejętności rozmawiania z mediami, politykiem znanym w całej Polsce. W sondażach przed wyborami prezydenckimi w 2020 r. Biedroń plasuje się na trzecim miejscu za Andrzejem Dudą i Donaldem Tuskiem - zaznacza "Die Zeit".

Czy będzie autorem kolejnej rewolucji?

Jak pisze Dudek, wyniki sondażowe odbierane są w Polsce jak zapowiedź kolejnej rewolucji. Wielu Polaków zmęczonych jest ciągłym sporem PO z PiS. W dodatku, wielu byłych wyborców partii opozycyjnych nie czuje się przez nie reprezentowanymi, chociaż nadal odrzucają PiS - czytamy w "Die Zeit".

Tygodnik przytacza opinię Biedronia, że ani PO, ani Nowoczesna nie są w rzeczywistości partiami liberalnymi, chociaż tak się przedstawiają, o czym świadczy ich postawa wobec związków partnerskich i aborcji. Biedroń zarzuca PiS, że spory z Unią Europejską mogą doprowadzić do cięć w funduszach unijnych dla Polski. Proponuje, aby Bruksela przekazywała środki bezpośrednio samorządom. 

"W ten sposób ukarany zostałby rząd PiS i Kaczyński, a nie wszyscy Polacy. Każde inne rozwiązanie doprowadzi tylko do wzrostu sceptycyzmu Polaków wobec UE" - mówi Biedroń.

Plany na przyszłość

Aby być słyszanym w Brukseli, Biedroń musiałby pożegnać się z polityką na poziomie samorządu. "W Polsce trwają spekulacje, jak i kiedy może do tego dojść" - pisze Dudek. Wymieniane są wybory prezydenckie w 2020 lub 2025 r., wybory do Parlamentu Europejskiego, a nawet wybory parlamentarne. 

"Jeżeli założę partię, to z pewnością nazwę ją 'Kocham Polskę', jak gdzieś przeczytałem" - komentuje te spekulacje Biedroń.

Obszerne materiały poświęcone Biedroniowi ukazały się w tym roku m.in. w niemieckich dziennikach "Die Welt" i "Berliner Zeitung".

Jacek Lepiarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy