Reklama

Reklama

Deutsche Welle: Jaka Austria?

​1 lipca Austria objęła na pół roku prezydencję w Radzie Europejskiej. Jednym z problemów, z którym będzie musiała się zmierzyć, jest kwestia reakcji UE na zagrożenia praworządności w Polsce, a może też na Węgrzech.

Sęk w tym, że zmiana koalicji rządowej w Wiedniu po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych przyniosła niepewność, jak będzie wyglądać polityka unijna nowej ekipy.

Reklama

Austrią rządzi dziś chadecka Austriacka Partia Ludowa (ÖVP) wespół z plasowaną znacznie dalej na prawo, jeśli nie wręcz na skraju politycznego spektrum, populistyczną Wolnościową Partią Austrii (FPÖ). To dzieło Sebastiana Kurza, który w maju ubiegłego roku przejął stery w ÖVP, powstrzymał spadek jej popularności, doprowadził ją w październiku do wyborczego zwycięstwa, a w grudniu został kanclerzem.

Aby móc rządzić krajem, Kurz potrzebował partnera. Do wyboru miał kontynuację wielkiej koalicji z osłabioną Socjaldemokratyczną Partią Austrii (SPÖ), co groziłoby kompletną katastrofą w kolejnych wyborach, lub stworzenie nowego sojuszu. Wybrał drugi wariant. Szef FPÖ Heinz-Christian Strache został wicekanclerzem oraz ministrem służby publicznej i sportu, a jego partii przypadł między innymi wiedeński MSZ.

Austria europejska

To już druga edycja koalicji ÖVP-FPÖ. Pierwszą stworzył w 2000 roku poprzednik Kurza na czele chadecji, Wolfgang Schüssel, który został kanclerzem, choć jego partia zajęła dopiero trzecie miejsce w wyborach z 1999 roku. Na czele FPÖ stał wtedy Jörg Haider. Wówczas Unia Europejska zareagowała sankcjami wobec Austrii. Dziś natomiast Austria przejmuje kierownictwo w Unii.

Mogłoby się zdawać, że to dość istotna różnica. Austriacki politolog i badacz opinii publicznej Peter Ulram twierdzi jednak, że FPÖ ma minimalny wpływ na politykę europejską rządu Kurza. I to nie tylko dlatego, że szefowa dyplomacji Karin Kneissl nie jest jej członkiem. - Już w trakcie negocjacji rządowych dokonano de facto transferu polityki unijnej z ministerstwa do urzędu kanclerskiego i dziś to przede wszystkim ÖVP odpowiada za nią - wyjaśnia Ulram.

Dlatego też, jego zdaniem, austriacka prezydencja będzie usiłowała uzyskać konsensus we wszystkich sprawach. - Z jednym jedynym wyjątkiem: kwestii migracji, gdzie będzie starała się wcisnąć swoje trzy grosze - mówi politolog. Może to między innymi oznaczać, że w kwestii procedur wynikających z artykułu 7. Traktatu o Unii Europejskich, czy innych działań związanych z naruszaniem prawa unijnego, na przykład wskutek reformy sądownictwa, Warszawa nie ma co liczyć na przychylność Wiednia. - W tym wypadku Austria postawi się moim zdaniem na stronę większości państw zachodnioeuropejskich - twierdzi Ulram.

Austria neutralna

Podobnie sądzi Paul Schmidt, sekretarz generalny Austriackiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej (ÖGfE). - W czasie swojej prezydencji Austria będzie starać się zajmować pozycję neutralną. Dlatego nie potrafię sobie wyobrazić, że mogłaby przyjąć inne stanowisko niż Komisja Europejska - twierdzi ekspert.

Najważniejszą sprawą dla austriackiego rządu będzie jego zdaniem kwestia dotrzymywania postanowień Traktatu o Unii Europejskiej. Kolejnym problemem jest bezpieczeństwo prawne. A w tym kontekście kontrowersyjna reforma polskiego sądownictwa ma zasadnicze znaczenie. - Decyzje polskich sądów obowiązują bowiem nie tylko w Polsce, ale i w całej Unii - wyjaśnia.

Wiedeń będzie więc zasięgać języka w stolicach innych państw unijnych, by ustalić, za czym opowiada się większość z nich. - I nie będzie wysuwać na pierwszy plan swoich poglądów - podkreśla Schmidt. Kierowanie się własnymi sympatiami mogłoby mianowicie doprowadzić do bardzo negatywnych reakcji w innych unijnych stolicach.

Austria przyjazna

Także Leon Podkaminer, ekonomista z Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Gospodarczych (WIIW), myśli, że w kwestii polskiej Austria będzie starała się być neutralna. - Ale to będzie przyjazna neutralność. Nie sądzę, żeby Austria występowała przed szereg na przykład w kwestii ewentualnych sankcji wobec Polski.

- Nie należy przeceniać roli rotującej prezydencji w Radzie Europejskiej, zwłaszcza od czasu, gdy Traktat Lizboński wprowadził funkcję stałego przewodniczącego Rady - podkreśla z kolei prawnik i politolog Anton Pelinka, który przez minionych 12 lat był profesorem na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. Austriacki rząd musi jednak, jego zdaniem, działać ostrożnie, aby uniknąć podejrzenia, że wykorzystuje prezydencję, by nadać polityce unijnej specyficzną nutę.

- Ale - zastrzega - w razie wątpliwości rząd Kurza i Strachego będzie starać się spowalniać, gdy będzie szło o kroki podejmowane przeciw Polsce.

Profesor Pelinka nie myśli zresztą, żeby w sprawie Polski kiedykolwiek doszło do formalnego głosowania w Radzie Europejskiej. - Takie kwestie wyjaśnia się raczej w kuluarach. Gdyby jednak miało dojść do głosowania, Austria będzie raczej przeciw zdecydowanemu podejściu wobec Polski. Będzie raczej pro-polska - mówi.

Austria partnerska

- To troszkę zależy od tego, jak Warszawa będzie się zachowywać - twierdzi Peter Ulram. - Będę odrobinę złośliwy. Jeśli polski rząd będzie postępować tak jak węgierski, czyli jeśli będzie mówić bardzo głośno w kraju, ale w decydujących kwestiach trochę odpuści, wówczas będzie mieć szansę na to, że znajdzie w Austrii pełnego zrozumienia partnera.

Bo Węgry postępują jego zdaniem według właśnie takiego schematu. Za każdym razem, kiedy sytuacja rządu Viktora Orbána staje się problematyczna, robią krok w tył i zaczynają przestrzegać - przynajmniej formalnie - unijnych reguł.

Do tej pory przedstawicielom zachodnich państw to wystarczało. Ale być może ich cierpliwość sięga już kresu. 25 czerwca większość członków komisji wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych Parlamentu Europejskiego opowiedziała się za uruchomieniem artykułu 7. także wobec Węgier.

Austria wyszehradzka?

Gdy 21 czerwca kanclerz Kurz spotkał się w Budapeszcie z premierami Grupy Wyszehradzkiej (V4), nasiliły się spekulacje o ewentualnym wstąpieniu Austrii do Grupy. Paul Schmidt przyznaje, że między czterema jej członkami a Austrią istnieją punkty styczne, na przykład w kwestiach migracji.

Ale są też różnice. I jest ich całkiem sporo. - Austria jest państwem neutralnym i nie należy do NATO. Austria należy do strefy euro, natomiast w Grupie Wyszehradzkiej jest w niej tylko Słowacja. Austria jest przeciw energii jądrowej i skarży właśnie Węgry w związku z subwencjami dla elektrowni atomowej Paks. Kolejny punkt sporny to zasiłki rodzinne. Różnice dotyczą też poglądów na unijnych płatników netto i odbiorców płatności. Nawet w kwestii liczby uchodźców, których próbuje się integrować, Austria jest zupełnie gdzie indziej niż państwa wyszehradzkie. Gdzie indziej jesteśmy też w kwestii rozwoju państwa socjalnego - wylicza Schmidt.

Dlatego przyłączenie się Wiednia do V4 jest jego zdaniem wysoce nieprawdopodobne. - Myślę, że Austria spróbuje wejść do gry jako budowniczy mostów, jako ktoś, kto umie rozmawiać ze wszystkimi, usuwać nieporozumienia i doprowadzać do kompromisów, ale jestem przekonany, że austriacki rząd mocniej identyfikuje się ze Szwecją, Finlandią, krajami Beneluxu czy Irlandią, niż z państwami wyszehradzkimi. - Dobrą okazją, by przyłączyć się do Grupy Wyszehradzkiej, był moment, kiedy powstawała. Wtedy jednak Austriacy tego nie zrobili. Nie myślę, że zrobią to teraz - potwierdza Peter Ulram.

Aureliusz M. Pędziwol, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy