Reklama

Reklama

"Deutsche Welle": Czy leci z nami papież? Tak!

Papież Franciszek lata zawsze regularnymi liniami. Piloci Alitalii zobowiązani są do dyskrecji, ale DPA udało się namówić jednego z nich na wyjawienie kilku szczegółów.

Kiedy Alberto Colautti, pilot Alitalii, pierwszy raz miał na pokładzie papieża, był bardzo podekscytowany. To był rok 2011, Benedykt XVI leciał do Beninu w Afryce.

- Zdenerwowany byłem już poprzedniego wieczora - wspomina Colautti. 56-letni Włoch jest doświadczonym pilotem włoskich linii lotniczych i ma na swoim koncie 10 papieskich lotów - więcej niż inni koledzy.

Colautti będzie siedział za sterami samolotu także w czasie najbliższej podróży papieża Franciszka do Mjanmy i Bangladeszu w najbliższą niedzielę.

- To wielki przywilej - zapewniał w rozmowie z agencją DPA.

Reklama

Ostatni na pokładzie

Teraz już podróżom z najwyższym hierarchą Kościoła katolickiego nie towarzyszy aż taka nerwowość, bo utarły się procedury. Przygotowania do papieskiej podróży trwają z reguły trzy do czterech miesięcy. Niewiele różni je od normalnych lotów - opowiada Colautti. Każdemu pasażerowi, zwykłemu śmiertelnikowi, głowie państwa czy papieżowi gwarantujemy maksymalne bezpieczeństwo i maksymalny komfort.

Ale jest parę wyjątków - przyznaje: Ojciec Święty nie musi przechodzić przez kontrolę bezpieczeństwa i może wejść na pokład jako ostatni, gdy maszyna jest już gotowa do lotu.

Zawsze inna załoga

Ponieważ serwis obejmuje także daleko idącą dyskrecję, nie wolno mu wyjawiać zbyt wielu szczegółów, np. co papież je na pokładzie samolotu czy jakie ogląda filmy.

Zdradza tylko, że papież siedzi zawsze z przodu, podobnie jak jego cała watykańska świta. Zazwyczaj papieżowi towarzyszy jego "minister spraw zagranicznych" kardynał Pietro Parolin albo jego rzecznik prasowy. Z tyłu za papieżem siedzą towarzyszący mu dziennikarze. Z każdym z nich papież wita się uściskiem dłoni i zamienia parę słów.

W odróżnieniu np. od niemieckiego rządu czy amerykańskiego prezydenta Ojciec Święty nie ma własnego samolotu. Regułą jest, że na każdy papieski lot wyznaczany jest inny skład załogi w kokpicie.

Zwyczajowo papież zawsze udając się w podróż, w jedną stronę leci Alitalią, normalnym liniowym samolotem, bez specjalnego wyposażenia. Wraca zazwyczaj liniami kraju, który właśnie odwiedził. Z Mjanmy i Bangladeszu wróci do Rzymu państwowymi liniami Bangladeszu Bimam.

Religia się nie liczy

Nie trzeba być wierzącym katolikiem, żeby latać z papieżem - przyznaje Colautti, choć on akurat wierzy i praktykuje. Kiedyś latał jako pilot helikopterów we włoskiej marynarce. Doświadczenie to ważny kapitał każdego pilota: on ma już na swoim koncie w Alitalii 14 tys. godzin lotów.

Jak wyjawia, 80-letni papież Franciszek nie boi się latać, w odróżnieniu od niektórych członków jego watykańskiej delegacji. Colautti szybko to rozpoznaje, bo sam jest też trenerem na kursach przezwyciężania strachu.

Niewypłacalne linie

Dla linii Alitalia papieskie loty są bardzo korzystne dla ich wizerunku i przewoźnik posługuje się tym atutem nawet w reklamie, np. na YouTubie wykorzystując materiał z wizyty papieża na Kubie. Pomimo tego sytuacja Alitalii od lat jest krytyczna: w tym roku linie musiały nawet ogłosić niewypłacalność i obecnie mogą latać dalej tylko dzięki doraźnemu kredytowi włoskiego rządu.

Na pytanie, czy obawia się, że jego lot do Mjanmy może być ostatnim lotem papieskim, Colautti śmieje się i zapewnia: - Będziemy latać dalej. Jestem optymistą.

Małgorzata Matzke (dpa)
Polska redakcja Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama