Reklama

Reklama

Czechy białą plamą na azylowej mapie Europy. "Stawiamy na odstraszanie"

Uchodźcy muszą płacić za internowanie i nie wolno im opuszczać schronisk. Czechy stawiają na politykę odstraszania, która zdaje się być skuteczna. Ksenofobiczne nastroje podsyca osobiście prezydent Zeman.

Wkurzeni obywatele na praskim placu Wacława. "Czechy dla Czechów!" - skandują demonstranci. Ludzie ze wszystkich warstw społeczeństwa przychodzą na plac wykrzyczeć swój strach przed postępującą, jak twierdzą, islamizacją ich kraju. Nikt nie chce tu uchodźców z Syrii, Afganistanu i Iraku. Prezydent Milosz Zeman rozumie troski obywateli. Islamscy uchodźcy przyniosą szariat, to znaczy będzie się kamieniować niewierne żony, złodziejom obcinać ręce, a nasze śliczne dziewczyny będą musiały chodzić w burkach.

Jawna islamofobia głowy państwa

Reklama

Jawna islamofobia głowy państwa jest lustrzanym odbiciem nastrojów w społeczeństwie. Dziewięciu na dziesięciu Czechów uważa islamizm za największe zagrożenie dla swojego kraju. Ponad 80 proc. Czechów boi się zalania kraju obcymi elementami.

Faktem jest, że Czesi nie mają żadnych doświadczeń z ludźmi z innych kręgów kulturowych -  podkreśla kurdyjski muzyk Miron Kassem, który przed laty uciekł z Syrii. Przez wiele lat za czasów komunistycznych Czesi żyli w całkowitej izolacji, teraz boją się nowego zagrożenia ich wolnego kraju. Chcą pozostać w swoim własnym gronie i nie życzą sobie żadnych innych kultur ani religii. Uważają, że uchodźcy byliby zbyt dużym ciężarem dla ich małego kraju.

1500 uchodźców w ciągu dwóch lat

Centrolewicowy rząd Czech blokuje w Brukseli wszystkie próby solidarnego rozdziału uchodźców wewnątrz Unii Europejskiej. W ciągu najbliższych dwóch lat Czechy gotowe są przyjąć tylko 1500 uchodźców. Kto próbuje przedrzeć się przez czeską granicę do Niemiec, ten jest zatrzymywany i tygodniami trzymany w areszcie.

Sytuacja w hermetycznie zamkniętych obozach jest nie do przyjęcia -  uważa Martin Rozumek z organizacji pomocowej OPU.

- To, co zobaczyliśmy w obozach, jest straszne: okropne jedzenie, kwatery brudne i przepełnione i nie ma prawie żadnej pomocy lekarskiej. Ludzie są przetrzymywani tygodniami w zamknięciu i muszą za to jeszcze płacić - wylicza.

Uchodźcy muszą płacić przeciętnie 10 euro za dzień pobytu w obozie. Dopiero po sześciu czy ośmiu tygodniach wolno im wyjść na zewnątrz.

Jak twierdzi Marcin Rozumek, rząd świadomie prowadzi tak ostry kurs w polityce azylowej. Ministerstwo spraw wewnętrznych nie chce pomóc ludziom, wręcz przeciwnie jest to jawna polityka odstraszania. Wieść o tym rozniosła się także wśród uchodźców i wolą oni szerokim łukiem omijać Czechy.

Jest to strategia, która zdaniem centrolewicowego rządu ma stać się wzorcem dla całej Europy. Dla lepszej ochrony granic Praga wysłała już żołnierzy i policjantów na Węgry. Podkreśla się, że tylko taki bezwzględny kurs doprowadzi do rozwiązania kryzysu uchodźców.

Prezydent Zeman wyjaśnia: - Mój plan jest prosty: należy wysłać żołnierzy i policję na granicę i to oni powstrzymają ludzi. Po prostu nie będziemy ich wpuszczać - zapowiada.

Stefan Heinlein, Praga / oprac. Małgorzata Matzke, Redakcja Polska Deutsche Welle


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy