Reklama

Reklama

Coraz więcej Brytyjczyków przeciwnych brexitowi

Gdyby dzisiaj Brytyjczycy mieli głosować za brexitem, pewnie by do niego nie doszło. Za pozostaniem w UE opowiada się 112 okręgów wyborczych - pisze "Spiegel Online".

Negocjacje ws. brexitu przebiegają tak opornie, że Wielka Brytania powoli szykuje się na opuszczenie Unii Europejskiej bez uzgodnienia ze Wspólnotą konkretnych warunków - "z katastrofalnymi skutkami gospodarczymi" - zauważa portal informacyjny "Spiegel Online". Tymczasem brytyjska gazeta "Observer" opublikowała w niedzielę (12.08.2018) nową analizę z frapującymi wynikami: 112 okręgów wyborczych, które w 2016 r. głosowały za opuszczeniem przez Zjednoczone Królestwo UE, teraz wolałoby w niej zostać.

Reklama

Zgodnie z tą analizą antybrexitowe nastroje panują zwłaszcza w Anglii Północnej i Walii. Regiony te są tradycyjnie twierdzami laburzystów - przypomina "Spiegel Online". Zmiana nastawienia do UE sprawia, że za pozostaniem we Wspólnocie jest teraz 341 ze 632 brytyjskich okręgów wyborczych. W referendum w czerwcu 2016 było to tylko 229 okręgów.

Młodzi za UE

W Szkocji zmienili zdanie wyborcy jednego okręgu, w Anglii aż 97, a w Walii 14. Analitycy wyliczyli, że przeciwko wyjściu Wielkiej Brytanii z UE jest teraz 53 proc. wszystkich uprawnionych do głosowania mieszkańców. Charakterystyczne, że za pozostaniem we Wspólnocie opowiadają się przede wszystkim ludzie młodzi i osoby o rodowodzie migracyjnym.

Wśród okręgów wyborczych, które zmieniły zdanie, jest też okręg Borisa Johnsona, byłego szefa brytyjskiej dyplomacji i kontrowersyjnego zwolennika brexitu. W Uxbridge i South Ruislip 51,4 proc. wyborców jest za pozostaniem w Unii Europejskiej, w referendum dwa lata temu było to tylko 43,6 procent.

Czas tylko do marca 2019

Wiosną przyszłego roku negocjacje Londynu z Brukselą muszą zostać zakończone. Bez względu na to, czy warunki wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zostaną uzgodnione, czy nie, 29 marca 2019 o północy Zjednoczone Królestwo przestanie być członkiem Wspólnoty.

Czasu pozostało niewiele. Członkowie brytyjskiego rządu jeżdżą teraz po krajach członkowskich UE i prowadzą bilateralne rozmowy. Roboczą wizytę Theresy May u prezydenta Francji Emmanuela Macrona na początku sierpnia komentatorzy uznali za wołanie brytyjskiej premier o pomoc.

Partia Konserwatywna ma w brytyjskim parlamencie niewielką przewagę, co sprawia, że May jest nieodporna na bunty. Spór o politykę brexitu toczony w jej rządzie w istotny sposób hamuje też negocjacje z Brukselą. Według najnowszych planów May między Wielką Brytanią i UE miałaby powstać strefa wolnego handlu towarami, ograniczony miałby natomiast zostać dostęp do rynku usług.


Redakcja Polska "Deutsche Welle"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne