Reklama

Reklama

Blisko i tanio. Niemcy wybierają polskie sanatoria

Przeciętnego polskiego emeryta nie stać na prywatny wyjazd do sanatorium nad Bałtykiem i czeka na skierowanie z Narodowego Funduszu Zdrowia. Niemiec jeździ tam nawet kilka razy w roku.

Niemiecki wczasowicz, korzystający od lat z zabiegów w polskich sanatoriach lub ośrodkach SPA & Wellness nad Bałtykiem, to najczęściej mieszkaniec wschodnich i północnych landów. I nie trzeba mu specjalnie zachwalać uroków polskiego wybrzeża. W każdy weekend tylko z Berlina wyjeżdża kilkadziesiąt autokarów na polskie wybrzeże. Przejazd odbywa się praktycznie spod domu do ośrodków w Świnoujściu, Kamieniu Pomorskim czy Kołobrzegu. Biur podróży oferujących turystykę medyczną i uzdrowiskową do Polski jest w Niemczech wschodnich kilkadziesiąt. MediKur-Reisen z Berlina wysyła rocznie do polskich sanatoriów do 12 tys. Niemców.

Reklama

A jak informuje Sandra Mahr z biura podróży Eberhardt Richtig Reisen z Kesselsdorfu pod Dreznem, z oferty wyjazdowej nad Bałtyk korzysta także coraz więcej Niemców z Bawarii, Badenii-Wirtembergii oraz Nadrenii-Palatynatu. Przeważa klient w grupie wiekowej 50-70 plus. Biuro z Kesseldorfu wysyła rocznie na polskie wybrzeże trzy tysiące niemieckich turystów. Zamiast latem, kiedy tłoczno i głośno, decydują się oni na pobyt jesienią i zimą oraz wiosną. W lutym na plaży w Kołobrzegu słychać wszędzie język niemiecki.

Kołobrzeg przez 365 dni w roku

Adam Hok, dyrektor hotelu Wellness & Spa "ProVita" w Kołobrzegu oraz prezes Fundacji Kołobrzeg Polskie Centrum SPA, obserwuje od 7 lat korzystne zmiany na lokalnym rynku turystycznym. W 2015 r. z co trzeciego noclegu, przy ogółem 3,3 mln noclegów w tym mieście, skorzystali Niemcy. Jak zaznacza prezes fundacji, odległość od miejsca zamieszkania jest dla wczasowiczów z Niemiec czynnikiem decydującym. Wybierają zazwyczaj pobyty trwające 10 dni.

- Najważniejsza dla niemieckich gości jest dobra cena przy wysokiej jakości usług, świadczonych w nowoczesnych ośrodkach sanatoryjnych oraz Spa & Wellness. Usługi te są dużo tańsze niż w Niemczech czy w innych krajach Europy - mówi Adam Hok. Opinię tę potwierdza starsze małżeństwo z Badenii-Wirtembergii. Helga i Klaus Adler odpoczywają po raz kolejny w hotelu ProVita w Kołobrzegu. Chwalą nie tylko przystępne ceny. Według Helgi Adler, nie ma lepszych masażystów od polskich. Właśnie dla tych masaży, a także dobrze skomponowanej diety, spacerów po plaży i relaksu, Adlerowie przyjeżdżają regularnie nad Bałtyk. I jak wynika z przeprowadzanych w ośrodkach ankiet, jest to także cel większości gości po siedemdziesiątce z Niemiec.

Na bazie natury

Kołobrzeskie sanatoria i ośrodki SPA & Wellness słyną z bogatej gamy zabiegów z zakresu hydroterapii i fizykoterapii. Wiele z nich wykonuje się przy użyciu surowców naturalnych, np. borowiny, a kołobrzeska borowina jest powszechnie znana ze swoich niezwykłych właściwości leczniczych.

Goście chwalą na forach internetowych zarówno położenie hoteli i ośrodków blisko plaży oraz estetycznie wyposażone pokoje, jak i dyskretną, miłą obsługę.

Niebagatelną rolę, stwierdza Adam Hok, odgrywa uroda polskiego wybrzeża. Władze Kołobrzegu, wykorzystując unijne środki, zadbały o dodatkowe atrakcje. - Mamy coraz więcej ścieżek rowerowych, coraz lepszej jakości plaże. Wybudowaliśmy port jachtowy. Znikają bariery językowe, bo obsługa ośrodków włada niemieckim na wysokim poziomie. Niemcy czują się u nas dobrze - podkreśla ekspert. Co trzeci klient korzysta z możliwości dopłaty do pobytu przez niemieckie kasy chorych. Zdecydowana większość płaci jednak z własnej kieszeni.

Nieduża odległość

Z roku na rok przybywa wczasowiczów w grupie wiekowej 40 plus z zachodnich landów. - Mamy coraz więcej rodzin z dziećmi, które przyjeżdżają do Kołobrzegu na ferie jesienne. Takich klientów wcześniej nie było, nie docierali do nas - tłumaczy Adam Hok. Chociaż dojazd do Kołobrzegu z Niemiec Zachodnich jest dłuższy, mało kto narzeka, bo drogi po niemieckiej i polskiej stronie są coraz lepsze.

- Nie ma, co prawda, bezpośredniego połączenia lotniczego, ale można dolecieć do Berlina, a stamtąd to już tylko 3 godziny samochodem do Kołobrzegu - zachęca dyrektor hotelu ProVita. Jest przekonany, że sytuacja zmieni się na lepsze, kiedy ruszy budowa odcinka drogi ekspresowej S6 ze Szczecina do Gdańska, która będzie kontynuacją autostrady A11 z Berlina do Szczecina.

Polskie sanatoria nie potrzebują ratunku

Pomimo, że Niemcy byli i pozostaną liczącą się dla miejscowego rynku turystycznego grupą gości (100 tys. rocznie), Adam Hok nie zgadza się z utrzymującą się jeszcze do niedawna obiegową opinią, że "Niemcy ratują polskie sanatoria".

Konkurencją dla zagranicznych gości stają się sami Polacy. W obliczu napięć politycznych w Europie i zagrożeń atakami terrorystycznymi, wybierają oni polskie morze zamiast południa Europy. Rośnie też stale zamożność polskiego społeczeństwa. - Jeszcze kilka lat temu goście z Niemiec nie rezerwowali pobytu z półrocznym wyprzedzeniem, bo ofert było więcej niż chętnych. Przebierali w nich tak długo, aż znajdowali korzystne cenowo pakiety urlopowe. Obecnie wzrost zainteresowania Polaków wypoczynkiem uzdrowiskowym czy SPA, zmusił Niemców do wcześniejszej rezerwacji - wyjaśnia dyrektor hotelu ProVita, ostrzegając, że kto dzisiaj zwleka zbyt długo, odchodzi z kwitkiem.

Według statystyk Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) za rok 2015, Kołobrzeg w rywalizacji o liczbę noclegów zajął trzecie miejsce w Polsce po Warszawie i Krakowie. To 46-tysięczne nadbałtyckie miasto odnotowało 3,3 mln noclegów. Z 1,03 mln z nich skorzystali goście z Niemiec.

Redakcja Polska Deutsche Welle/ Alexandra Jarecka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama