Reklama

Reklama

Beate Zschäpe budzi niechęć rodzin ofiar morderstw NSU

Bliscy ofiar neonazistowskiej bojówki NSU dzielą się swymi doświadczeniami w przejmującej publikacji. Krytykują niemieckie urzędy oraz kanclerz, która nie dotrzymała słowa.

Od wykrycia Narodowosocjalistycznego Podziemia (NSU) upłynęły trzy lata. Dla rodzin ofiar morderstw dokonanych przez terrorystów NSU to nie tylko czas gniewu i żałoby z powodu utraty bliskich osób, ale też głębokiego rozczarowania metodami, jakimi niemieckie instytucje rozpracowują te zbrodnie.

Reklama

- Chciałbym mieć możliwość wyjaśnienia moim dzieciom, jeśli będę je miał, dlaczego ich dziadek musiał zginąć. Ale wygląda na to, że nie dojdzie do tego - mówi Abdulkerim Simsek, syn Envera Simseka, zamordowanego w 2000 r. w Norymberdze. - Dźwigamy ogromny ciężar, którego chcielibyśmy się kiedyś pozbyć - tłumaczy Abdulkerim Simsek podczas prezentacji książki zatytułowanej "Unsere Wunden kann die Zeit nich heilen" (Czas nie uleczy naszych ran), w której rodziny ofiar morderstw NSU dzielą się swoimi doświadczeniami związanymi z tymi traumatycznymi wydarzeniami.

Wielu, jak mówi Simsek, straciło zaufanie do niemieckich instytucji. Są zgorzkniali z powodu budzącej wątpliwości roli służb specjalnych w tych zbrodniach oraz w samym śledztwie. Chcą jasności, jeśli chodzi o tło wydarzeń, w przeciwnym razie wiele osób nie będzie w stanie wyobrazić sobie dalszego normalnego życia. - Chcę skończyć z rolą ofiary - domaga się Gamze Kubasik, której ojca zabito w jego kiosku w Dortmundzie.

Brak wyczerpujących wyjaśnień

Książkę "Czas nie uleczy naszych ran" wydała rzeczniczka praw obywatelskich Barbara John opiekująca się rodzinami ofiar. Zarzuca ona, że po popełnieniu licznych błędów w śledztwie, służby specjalne nie poniosły żadnych konsekwencji. - Wobec żadnego z 1000 urzędników mających w jakimś sensie do czynienia z tymi morderstwami, nie wdrożono postępowania karnego! - oburza się rzeczniczka. Przy tym doszło do rażących błędów i uchybień. - Gdyby nie spostrzegawczość pewnego emeryta trójka morderców siedziałaby nadal w swoim domku w Zwickau - konstatuje Barbara John.

Książka zaczyna się od przedmowy kanclerz Angeli Merkel, w której domaga się ona wyjaśnienia zabójstw oraz zastosowania środków zapobiegawczych. Już dużo wcześniej obiecała to ofiarom neonazistowskiej bojówki NSU. Barbara John nie zauważyła dotąd niczego, co świadczyłoby o rzetelnych próbach rozwikłania tych przypadków. - Wskutek polityki poszczególnych instytucji kanclerz nie dotrzymuje danego słowa - komentuje ekspertka.

Trójkę domniemanych terrorystów Narodowosocjalistycznego Podziemia (NSU) Uwe Bönhardt, Uwe Mundlos i Beate Zschäpe oskarżono o zamordowanie 9 imigrantów tureckiego i greckiego pochodzenia oraz jednej policjantki. Do zbrodni przygotowywali się latami i w ukryciu. Ani nie niepokoiła ich policja, ani tajne służby, ani też płatni informatorzy działający w środowisku Narodowosocjalistycznego Podziemia. Po tym, jak Uwe Bönhardta i Uwe Mundlosa znaleziono martwych po napadzie na bank, Beate Zschäpe, jako jedyna z przestępczej trójki stanęła przed sądem. W dniu, kiedy rodziny ofiar morderstw NSU planują prezentację książki "Czas nie uleczy naszych ran", w Monachium odwołano rozprawę sądu, bo oskarżona Beate Zschäpe zgłosiła, że jest chora.

Książka aktem wyzwolenia

Podczas prezentacji książki w Berlinie autorom towarzyszyło uczucie ulgi, że mogą podzielić się swymi doświadczeniami z szeroką publicznością. Na treść publikacji składa się 13 przejmujących opisów przeżyć związanych z morderstwami oraz uczuć szoku i straty. - Dzięki temu wiele osób może wczuć się w naszą sytuację - mówi z nadzieją w głosie Abdulkerim Simsek. Autorzy przedstawiają bez ogródek, upokarzenia, których doznali ze strony władz śledczych przekonanych, że zamordowani uwikłani byli w przestępcze machinacje i są współodpowiedzialni za swą śmierć. Następstwem tego było podważenie zaufania do niemieckich instytucji. Jednak wielu autorów czuje się nadal związanych z Niemcami, jako ojczyzną. A Gamze Kubasik cieszy się, że "książka trafi do szkół".

Tymczasem źródłem niekończącej się frustracji jest dla wszystkich mozolny proces karny w Monachium. - Życzyliśmy sobie wyczerpujących wyjaśnień, lecz tych, niestety, nie uzyskamy - konstatuje Kubasik. Z odrazą wypowiada się o oskarżonej Beate Zschäpe. - Gdybym musiała opisać okrutną osobę, Beate Zschäpe posłużyłaby mi jako przykład- stwierdziła. Również Abdulkerim Simsek nie ukrywa swego rozczarowania, krytykując: "To okropne i nie do wytrzymania przyglądać się, jak oskarżona odgrywa swoją rolę". Także Mustafa Turgut, którego brata Mehmeta zamordowano w 2004 r. w barze szybkiej obsługi w Rostocku, odczuwa irytację z powodu wolnego tempa przewodu sądowego. On sam jest oskarżycielem posiłkowym i na czas trwania procesu ma prawo pobytu w Niemczech.

Heiner Kiesel / Alexandra Jarecka, Redakcja Polska Deutsche Welle


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje