Reklama

Reklama

Attache obrony Niemiec będzie tłumaczył się w MON

Attache obrony Niemiec został wezwany do polskiego MON, żeby wytłumaczyć się z wypowiedzi szefowej niemieckich sił zbrojnych w telewizyjnym talk-show.

Na zapytanie Deutsche Welle rzeczniczka ambasady Niemiec w Warszawie Christina Wegelein potwierdziła, że attache obrony Niemiec na poniedziałek (6 listopada) w południe "został zaproszony na rozmowę w celu wyjaśnienia sprawy". 

W ubiegły piątek (3 listopada) w na stronie polskiego MON opublikowano komunikat, w którym rzecznik prasowy Ministerstwa Obrony Narodowej informuje, że "w piątek 3 listopada br. minister obrony narodowej Antoni Macierewicz w związku z wypowiedzią minister obrony Niemiec Ursuli von der Leyen polecił dyrektorowi Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych pułkownikowi Tomaszowi Kowalikowi wezwanie Attache Obrony RFN celem złożenia wyjaśnień w tej sprawie". 

Reklama

Chodzi o wypowiedź pani minister w dyskusji w ubiegły czwartek (2 listopada) w popularnym talk-show Mybritt Illner w ZDF, drugim programie niemieckiej telewizji publicznej. Niektóre polskie media pisały błędnie o wywiadzie niemieckiej minister obrony dla ZDF.

Zarzut ingerencji w sprawy polskie

Szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski uznał wypowiedź niemieckiej minister za próbę ingerowania w wewnętrzne sprawy Polski.

Tymczasem na platformach społecznościowych rozgorzała dyskusja na ten temat, głównie mało rzeczowa i obraźliwa. Wynikało z niej, że komentatorzy nie mają pojęcia o co chodzi, nie znają języka niemieckiego, nie słuchali dyskusji i wyławiali z kolportowanych tekstów to, co im pasowało. Podsycano uprzedzenia i niechęć do Niemiec, twierdząc wręcz, że "Niemcy chcą z powrotem swoje ziemie wschodnie".

Oświadczenie rzeczniczki ambasady Niemiec

Rzeczniczka ambasady Niemiec Christina Wegelein zapytana przez Deutsche Welle o niemiecką ocenę wypowiedzi minister Usuli von der Leyen powiedziała:

- Cytat minister obrony został zmieniony w mediach społecznościowych i wyrwany z kontekstu. Pani minister jasno wyraziła swoje uznanie dla polskiej historii i przypomniała o dokonaniach Polski i jej wiodącej roli w okresie "Solidarności". Pani von der Leyen podkreśliła, że w UE chodzi o proces, w którym uwzględniane są wszystkie strony, czyli o to, aby razem zachować wspólne wartości UE, wzmacniać je i poświęcać uwagę każdemu stanowisku.

O co chodziło w wypowiedzi minister?

Dla zrozumienia wypowiedzi szefowej niemieckich sił zbrojnych i jej przesłania ważna jest znajomość nie tylko języka, ale i kontekstu. W talk-show Mybritt Illner dyskusja dotyczyła przyszłości Unii Europejskiej, którą chcą opuścić Brytyjczycy, i w której kraje Europy Wschodniej "coraz bardziej oddalają się od swoich sąsiadów", Grecja walczy o finanse i eskaluje spór Katalonii z hiszpańskim rządem. I w takiej sytuacji wszyscy czekają na utworzenie niemieckiego rządu po wyborach do Bundestagu.

Uczestnikami debaty byli liderzy FDP i Zielonych Cem Özdemir i Christian Lindner, szefowa sił zbrojnych Niemiec Ursula von der Leyen, znany historyk prof. Heinrich-August Winkler oraz Tyrolczyk, Reinhold Messer, sportowiec ekstremalny i były polityk europejski.

Krytykowana przez polski rząd wypowiedź szefowej niemieckiego MON padła w części dyskusji o wspólnych wartościach europejskich. Prof. Winkler zaznaczył jako pierwszy, że UE nie może rościć sobie prawa do nazywania się wspólnotą wartości, jeśli pojedyncze kraje członkowskie samowolnie odrzucają nie tylko kryteria kopenhaskie, których spełnienie jest warunkiem przyjęcia do UE, ale także podstawowe zasady demokracji i podziału władzy. Niemiecki historyk podkreślał, że to wymaga od UE "bardziej dobitnej" odpowiedzi niż dotychczas. "Musimy zadbać o to, aby takie przykłady nie tylko nie znalazły naśladowców, ale także o to, aby Polska i Węgry zawróciły z niebezpiecznej drogi nacjonalizmu i niszczenia państwa prawa" - mówił.

"Musimy reagować na takie postawy"

Lider Zielonych Cem Özdemir podzielił tę opinię i podkreślił: "Musimy my, na Zachodzie, reagować na takie postawy, jeśli chcemy być wspólnotą wartości". Wskazywał on, że nie może być tak, że państwa spełniają warunki formalne przyjęcia do UE, zostają do niej przyjęte, "a potem rozrabiają" i "umywają ręce od obowiązków". Polityk Zielonych ostro rozprawił się też z postawami na własnym podwórku i na zachodzie UE. "Nie zachowujmy się tak, jakby problemy były tylko na wschodzie" - zaznaczył. Ubolewał natomiast nad brakiem narzędzi do egzekwowania pewnych zachowań i dochowywania zobowiązań przez państwa członkowskie, które leżą u podstaw idei europejskiej.

Lider FDP zauważył, że w Niemczech jednak "nikt nie wpada na pomysł podważania demokracji i praworządności". Opowiedział się on za tym, aby w UE "mocno osadzone demokracje, które są przywiązane do pewnych wartości tworzyły inicjujące pogłębianie integracji w różnych obszarach". Linder podkreślił też, że miałyby to być grupy otwarte, do których zawsze można dołączyć. "Nie wolno nam dopuścić, aby tempo europejskiego procesu integracji w takich kwestiach jak obrona, a także walka z przestępczością i zwalczanie terroryzmu było narzucane przez tych, którzy właściwie nie chcą mieć z Europą (UE) nic wspólnego" - zaznaczył.

Lidera FDP poparł prof. Winkler, który mówił, że odnowa Europy powinna się odbywać "z chętnymi na to, blisko współpracującymi ze sobą państwami, broniącymi wartości i postaw, jakie sformułowano w traktacie lizbońskim". W jego opinii, "od tego zależy wiarygodność UE teraz i w przyszłości".

Von der Leyen broni "wschodnich Europejczyków"

W tym miejscu Mylbritt Illner zwróciła się do Ursuli von der Leyen z pytaniem, "czy wschodni Europejczycy w ogóle pragną Europy, czy też są bardziej fanami NATO, ponieważ w NATO można razem walczyć przeciwko Rosji". 

Szefowa niemieckich sił zbrojnych w pierwszym zdaniu powiedziała, że chce stanąć w obronie "naszych Europejczyków na wschodzie". Należy to rozumieć nie jako przywłaszczanie sobie przez Niemcy dawnych niemieckich ziem, lecz obronę partnerów unijnych na wschodzie przed krytyką, która się pojawia wobec coraz bardziej powszechnego uczucia zwątpienia i rezygnacji w obliczu pewnych postaw wschodnich Europejczyków. "Nie powinniśmy za szybko rezygnować" - podkreślała. Szefowa MON mówiła z podziwem o dokonaniach Bałtów i Polaków także dlatego, ponieważ w sytuacji strachu, jaki ich ogarnął przez zagrożeniami ze strony Rosji, podążyły im z pomocą m.in. jednostki Bundeswehry.

Ursula von der Leyen wspomniała też mimochodem o swoich dzieciach, które dzięki unijnemu programowi Erasmus pojechały studiować do Polski. "Było to w czasie, kiedy dokonała się zmiana rządu" - podkreśliła. Mając na myśli młode pokolenie, z ich "zdrowym, demokratycznym oporem", który należy wspierać, szefowa niemieckich sił zbrojnych wskazywała na konieczność prowadzenia przy wszystkich różnicach zdań dyskursu o wspólnych wartościach, bo "te wspólne rozmowy stanowią o sile Europy" - zaznaczyła. Dlatego postulowała, aby utrzymać je także z Polską i Węgrami. "To ma służyć temu, aby w UE podążać do przodu nie w grupkach, ale razem" - podkreślała szefowa sił zbrojnych Niemiec. 

I trudno w tym dopatrzyć się "niedopuszczalnych ingerencji" w sprawy Polski.

Barbara Cöllen

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy