Reklama

Angela Merkel: To dopiero by się działo!

Przed 28. rocznicą zjednoczenia Niemiec kanclerz Angela Merkel zabiega o zrozumienie dla złości mieszkańców wschodnich Niemiec. Zapytana przy okazji o możliwość stworzenia rządu mniejszościowego, kanclerz wykluczyła tę opcję, mówiąc: "To dopiero by się działo! Byłoby jeszcze niespokojniej".

Przed świętem Jedności Niemiec (3 października) kanclerz Angela Merkel zaapelowała o większe zrozumienie dla nastrojów ludzi w Niemczech Wschodnich. Jak podkreśliła w wywiadzie dla dziennika "Augsburger Allgemeine", zjednoczenie Niemiec jest w sumie przykładem sukcesu. "Ale bywa też tak, że do wielu spraw, które wydarzyły się na początku lat 90. ludzie znowu powracają" - powiedziała kanclerz. "Sporo osób straciło wtedy pracę i musiało zaczynać od nowa. System ochrony zdrowia, system emerytalny - wszystko się zmieniło" - wyjaśnia Merkel.

"Jeśli jesteś weterynarzem, nie możesz zostać jutro inżynierem"

Zjednoczenie Niemiec doprowadziło do radykalnych zmian i wielu Niemców na wschodzie nie mogło dalej pracować w swoim zawodzie. "Do dnia wprowadzenia unii walutowej 13 procent mieszkańców tych regionów było zatrudnione w rolnictwie - tuż potem było to już tylko 1,5 proc." - podkreśliła szefowa CDU. "Jeśli jesteś weterynarzem, nie możesz iść do Siemensa i oświadczyć, że jutro będziesz inżynierem" - powiedziała kanclerz, wskazując przy tym na sytuację w jej własnym okręgu wyborczym Pomorze Przednie-Rugia. "I kiedy nagle pojawiają się 28-letni ekonomiści z zachodu RFN, mówiący co wolno, a czego nie - z tym ludzie wciąż nie mogą się pogodzić i to w nich siedzi". Jednak "w żadnym wypadku nie może stać się to uzasadnieniem dla nienawiści i przemocy" - podkreśliła w rozmowie z Augsburger Allgemeine".

Reklama

Podziały na tle migracji

Szefowa niemieckiego rządu przyznała, że wyzwanie, jakim była fala migracji, doprowadziło do "nowego podziału" społeczeństwa. Nie może to jednak prowadzić do zatrucia społecznej debaty - podkreśla kanclerz. "Takie wyzbycie się wszelkich hamulców w języku jest czymś, czego nie możemy tolerować w Niemczech" - uważa Angela Merkel. "Jestem o tym święcie przekonana i sama odczułam tę nienawiść podczas kampanii wyborczej". Jej zdaniem debaty są potrzebne, by znaleźć rozwiązania. "Jeśli każda debata, każda walka o znalezienie wyjścia odbywać się będzie w atmosferze kłótni, to na niewiele się to zda" - stwierdziła.

Kanclerz Merkel ubolewała, że obecna sytuacja w Syrii, Jordanii, Libanie i Turcji jeśli chodzi o uchodźców budzi tak nieduże zainteresowanie. W jej opinii ważne jest, by w temacie migracji i uchodźców pogodzić różne punkty widzenia.

Rząd mniejszościowy?

Zapytana o możliwość stworzenia rządu mniejszościowego, kanclerz wykluczyła tę opcję, mówiąc: "To dopiero by się działo! Byłoby jeszcze niespokojniej". W tym kontekście zapowiedziała zdecydowaną walkę z AfD, mówiąc: "Musimy zrobić wszystko, by znaczenie AfD było tak małe, jak to tylko możliwe". Dla niej samej znaczy to, że problemy, które absorbują ludzi, trzeba brać na serio i pilnie rozwiązać. "Jednocześnie musimy położyć kres nienawiści i nieuzasadnionej podejrzliwości oraz wykluczaniu mniejszości" - oznajmiła Merkel.

Na pytanie, czy na konwencie CDU w grudniu zamierza zrezygnować z kandydowania na szefową partii, Angela Merkel odparła: "Już powiedziałam, że jestem do dyspozycji podczas tej kadencji, nie zmieniłam też zdania, co do tego, że przewodnictwo partii oraz urząd kanclerza są ze sobą nierozerwalnie związane".

Redakcja Polska Deutsche Welle

Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy