Występuje tylko w dwóch miejscach na świecie. To rarytas pożądany przez turystów
Powalił na kolana rzymskich żołnierzy, jest stosowany jako afrodyzjak i środek na obniżenie ciśnienia. "Szalony miód" to rarytas równie ekskluzywny, jak i niebezpieczny. Aby go wyprodukować, pszczelarze ryzykują nawet życie.

W skrócie
- "Szalony miód" to rzadki przysmak występujący tylko w Turcji i Nepalu, znany ze swoich właściwości afrodyzjakalnych i medycznych.
- Pozyskiwanie tego miodu wiąże się z ryzykiem dla pszczelarzy, a nadmierne spożycie może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych.
- Wysoka cena i ekskluzywność produktu sprawiają, że "szalony miód" jest prawdziwym rarytasem cieszącym się zainteresowaniem turystów i kolekcjonerów.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
W oryginale jego nazwa brzmi deli bal - bal to po prostu miód, zaś deli oznacza szalony, wariacki. Bynajmniej nie jest to określenie na wyrost. Jego spożycie w nadmiarze może być fatalne w skutkach, o czym boleśnie przekonali się rzymscy żołnierze.
W IV wieku p.n.e., przebywając w okolicach Trabzonu nad Morzem Czarnym, zachłysnęli się smakiem deli bal tak bardzo, że - jak pisał grecki historyk Ksenofont - "zachowywali się jakby byli pijani, szaleni, wręcz umierający. Leżeli tak, jakby armia została pokonana i ogarnęła ich wielka rozpacz". Tym samym przegrali z kretesem z wojskiem Mitrydatesa, które zgładziło przeciwników co do jednego.
Do dziś tureckie wybrzeże Morza Czarnego jest jednym z zaledwie dwóch miejsc na świecie, gdzie produkuje się "szalony miód". Drugim jest Nepal, a konkretnie pasmo Hindu Kush w Himalajach.
Złoty skarb rododendronu
- W naszych dziewiczych lasach wiosną kwitnie purpurowy rododendron. Pszczoły zbierają nektar z tych kwiatów i tak powstaje "szalony miód" - mówi w rozmowie z CNN Hasan Kutluata, turecki pszczelarz zbierający deli bal.
Hasan wychował się na górzystych i wilgotnych zboczach gór Kaçkar, gdzie panują idealne warunki do uprawy herbaty, z której słynie region, a także rododendronów potrzebnych do produkcji szalonego miodu.
Od ojca nauczył się, jak robić tradycyjne lipowe ule i umieszczać je na gałęziach, co jest dość ryzykownym zajęciem. I choć Hasan z dumą przyznaje, że nigdy nie spadł, musiał zmierzyć się z atakiem niedźwiedzia.
- Przeżyłem, wciskając mu ramię do gardła, odcinając dopływ tlenu i wołając pomocy - wspomina.
Ludowa medycyna korzysta z "szalonego miodu"
Nierozważne spożycie deli bal może być niemniej niebezpieczne w skutkach od spotkania z niedźwiedziem. Nektar, z którego jest produkowany słodki przysmak, zawiera naturalnie występującą toksynę zwaną grayanotoksyną (lub rodotoksyną). Jej zawartość w miodzie zależy od sezonu i od tego, z jakich jeszcze kwiatów korzystały pszczoły. O ile łyżeczka deli bal wprawia w stan przyjemnego uniesienia, o tyle zjedzenie całego słoika skończyłoby się pobytem w szpitalu.
- Nie powinniśmy jeść go za dużo. Jeśli zjemy więcej, możemy odczuć tego efekty. Nie są to halucynacje, ale zawroty głowy, niskie ciśnienie, lekka gorączka, mdłości i trudności z chodzeniem - wyjaśnia Kutluata.
"Szalony miód" ma jednak przede wszystkim działanie dobroczynne, które już tysiące lat temu odkryła i wykorzystała medycyna ludowa. Łyżeczka dziennie obniża ciśnienie krwi i działa jak afrodyzjak. Ważne jednak, aby nie przekraczać zalecanej ilości. - Za dużo czegokolwiek szkodzi. Za dużo miodu też szkodzi - kwituje Kutluata.
Ile kosztuje "szalony miód"?
Deli bal jest równie intrygujący, co… kosztowny. Za kilogram czystego "szalonego miodu" ze zbiorów Kutluaty trzeba zapłacić nawet 2000 lir (ok. 170 zł).
Na wybrzeżu Morza Czarnego słodki przysmak można kupić w licznych sklepach dla turystów, jednak wysoka jakość takiego specyfiku nie jest gwarantowana.













