Reklama

Reklama

Wizje końca świata

Jerry Falwell, zmarły w 2007 roku amerykański ultrakonserwatywny kaznodzieja, uważał, że żyjemy w czasach ostatecznych. Rok przed swoją śmiercią ogłosił na antenie CNN, że obecny konflikt na Bliskim Wschodzie to zapowiedź apokalipsy. W 1999 roku tłumaczył, że Antychryst zapewne już się urodził, i że najprawdopodobniej jest Żydem płci męskiej.

Falwell stanowczo odrzucił wszelkie oskarżenia o antysemityzm: tak po prostu wynikać miało z Biblii. Przeczytaj, jak koniec świata widzi chrześcijaństwo i inne religie.

Reklama

Chrześcijaństwo ma swoją Apokalipsę Św. Jana, wizję bardzo mroczną i tajemniczą. Tak tajemniczą, że nie jesteśmy pewni choćby tego, kto ją napisał. Wiadomo tyle, że autor miał na imię Jan, i że w czasie pisania księgi przebywał na greckiej wyspie Patmos. W sytuacji jednak, gdy wielu podważa fakt, że apostoł Jan był tą samą osobą, co ewangelista Jan, tym trudniej założyć, że "Jan od Apokalipsy" był tożsamy z którymś z nich. Niektórzy badacze sądzą, że ewangelistów było kilku.

Apokalipsa

Teologowie nie do końca zgadzają się w interpretacjach strasznie zagmatwanej symboliki księgi, a niektórzy sugerują wręcz, że w Biblii nie powinno być dla niej miejsca. O co chodzi w Apokalipsie?

Ano, Jan z Patmos twierdzi, że widział Boga zasiadającego na tronie w otoczeniu oddających mu cześć starców na dwudziestu czterech tronach. Ujrzał także księgę z siedmioma pieczęciami. Po złamaniu czterech pieczęci pojawiają się czterej jeźdźcy apokalipsy - Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć, przy czym jeśli pierwszy z nich - Wojna - czasem utożsamiany jest z samym Chrystusem, to ostatniemu z jeźdźców - Śmierci - towarzyszy Chaos, czyli Piekło. Robi się nieprzyjemnie.

Po złamaniu siódmej , ostatniej pieczęci przez Baranka rozbrzmiało siedem trąb, a co która trąba zatrąbi - to tragedia dotyka ziemię (między innymi spadająca gwiazda - którą jedni utożsamiają z zagrażającą Ziemi kometą, a inni - z katastrofą w Czarnobylu, ponieważ imię gwiazdy brzmi "Piołun", a takie samo jest znaczenie słowa "czernobyl").

A gdy wybrzmiała siódma trąba - zaczęło się na poważnie. Rozgorzała walka między dobrem (Niewiasta, archanioł Michał i Baranek i zastępy anielskie) a złem (Smok, Bestia i jeszcze jedna Bestia, tym razem o numerze 666 - fałszywy prorok, a także upadli aniołowie). Szala zwycięstwa przechyla się - jak w dobrym dramacie - raz na jedną, raz na drugą stronę - tyle tylko, że zmagania trudno śledzić, ponieważ historia jest tak zagmatwana i ubrana w symbolikę, że prawie zupełnie niezrozumiała. W końcu jednak następuje Paruzja - drugie przyjście Chrystusa, pada zły Babilon i nadchodzi królestwo "Niebiańskiego Jeruzalem".

Skąd Armageddon?

Ta ostateczna wojna dobra ze złem ma mieć miejsce w okolicy wzgórza zwanego obecnie po hebrajsku Megiddo, a które do świadomości ludzkości przeszło jako Har-Magedon, albo Armagedon. W okolicy góry tej stoczono bowiem w starożytnym Izraelu tyle bitew, że sama jego nazwa stała się bitwy synonimem. A później powstaną ciałem umarli, nastąpi Sąd Ostateczny (okraszony efektami specjalnymi typu różnorakie kataklizmy) i wszystko ma się zacząć od początku - tylko o wiele lepiej. Powstanie nowa Ziemia i nowe Niebo.

Tak więc - według tych, którzy wierzą w Apokalipsę - skończy się świat, który znamy. Dodajmy jedynie, że opowieść o Apokalipsie to - mimo, że najważniejsza, to jednak jedynie część chrześcijańskiej eschatologii.

Kiedy nastąpi koniec świata? Zapowiedziane w "Apokalipsie" 1000 lat millenaryści mnożą, dzielą, to tu, to tam przykładają i nic konkretnego z tego nie wychodzi, tym bardziej, że w tysięcznym roku po Chrystusie (w tych krajach Europy, w których liczono lata w ten właśnie sposób) spodziewana przez chrześcijan apokalipsa nie nadeszła, choć - w zasadzie - powinna.

Wielu badaczy Nowego Testamentu zauważa, że zawiedziony był sam Jezus, głosił bowiem, że on sam i jemu współcześni żyją w "Dniach Ostatnich", i zapowiadał apokalipsę w ciągu swojego życia. W tym kontekście słowa "ojcze, czemuś mnie opuścił" oznaczają, że Jezus spodziewał się, że jego nadchodząca śmierć spowoduje koniec świata.

Mormoni

Mormoni twierdzą, że nie ma co się zbytnio na Ziemi rozgaszczać, bo Armageddonu tylko patrzeć. Żyjemy w czasach ostatecznych, i w związku z tym - by wszyscy wartościowi ludzie dostali się do mormońskiego nieba - mormoni zaocznie chrzczą tych, którzy nie doznali łaski mormońskiej wiary (w tym papieża Jana Pawła II, wszystkich prezydentów USA, Krzysztofa Kolumba etc.). Jak będzie według nich wyglądał koniec świata? Słońce i Księżyc zgasną, na świecie zapanuje chaos, wojna i zniszczenie, w Jeruzalem (które stanie się potężne, jak nigdy) tłumy będą mordował proroków, a ci prorocy, jak wańki-wstańki - zmartwychwstawać będą. I tak w kółko. Bóg wytnie w pień grzeszników, aż w końcu ciemności zakryją ziemię i tyle.

Świadkowie Jehowy

Podobnie widzą sprawę Świadkowie Jehowy: czasy są ostateczne. W 1914 roku (tak wyliczono) Jezus Chrystus został koronowany w Niebie, i w związku z tym Szatan musiał przenieść się na Ziemię. To zatem, co wyrabia się na naszej planecie od początku I wojny światowej, to jego sprawka. Za jakiś czas jednak nastąpi Armageddon, i Jezus zostanie również królem ziemskim. Utworzony zostanie formalny rząd z siedzibą w Niebie, któremu przewodził będzie Jezus, a jego członkami będzie 144 000 sprawiedliwych. Po tysiącu lat jego rządów, podczas których zapanuje na Ziemi pokój, dobrobyt, duch współpracy i atmosfera wzajemnego zrozumienia, znikną choroby i inne paskudztwa, Chrystus odda ster z powrotem Bogu.

W zamieszczonym na oficjalnej stronie internetowej Świadków Jehowy "Strażnicy" (www.watchtower.org) artykule pt. "Dokąd zmierza TEN ŚWIAT" (tak w oryginale), autorzy zauważają, że "w Biblii już setki lat temu zapowiedziano obecny upadek moralny". Po 1914 roku, który "rzeczywiście był przełomowy" ma nastąpić kolejny koniec świata. Kolejny, bo, jak pamiętamy, swego czasu Noe wywiózł już parę osób spod efektów boskiego gniewu, więc także i teraz "wierni słudzy boży" zostaną uratowani. Niegodziwi jednak nie przeżyją i nie wezmą udziału w życiu w "oczyszczonej rajskiej ziemi".

Milleryści i wielkie rozczarowanie

Grupą religijną, która wyznaje rychłe przyjście Jezusa Chrystusa na Ziemię są adwentyści. Wierzą oni, że czasy są ostateczne, Sądu Ostatecznego tylko czekać. Adwentyści przygotowują się więc do życia wiecznego, mimo, że w połowie XIX w. nastąpiło coś, co wystawiło ich wiarę na dużą próbę.

Pastor William Miller wyliczył, badając Pismo Święte, że Chrystus pojawi się na ziemi w październiku 1844 roku. Ponad 100 000 wiernych podążyło za słowami Millera, wielu sprzedało lub rozdało swój majątek, koncentrując się na modłach i żałowaniu za grzechy.

W październiku jednak nic się nie wydarzyło. Wielu wściekłych wiernych wróciło - jakbyśmy teraz powiedzieli - "do reala". Inni nadal chcieli wierzyć: zaczęli korygować obliczenia. W końcu podzielili się na kilka wspólnot adwentystycznych, które działają do tej pory.

Islam

W islamskiej wizji końca świata ważną rolę odgrywa również Jezus Chrystus, który - jako Isa Ibn Mariam - jest przez tę religię uważany za proroka (choć nie za syna bożego. Kolejna różnica: według muzułmanów Jezus nie został ukrzyżowany, a po prostu wniebowstąpił). Prorok Isa w każdym razie będzie jedną z trzech osób, króre pojawią się na Ziemi w jej ostatnich dniach; oprócz niego na świecie działać będą zbawiciel świata - Mahdi oraz Dadżdżal, fałszywy prorok, symbol zła.

Dowiedz się więcej na temat: Słońce | judaizm | Księżyc | chrystus | wojna | Bóg | koniec świata | świat | Jezus | ziemie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje