Do Santiago przybywam późnym popołudniem. Zdążam jeszcze na wieczorną mszę. Ku mojej radości, podczas Eucharystii, jest używana Botafumeiro - największa kadzielnica na świecie. Waży ok. 60 kg i mierzy 150 cm, a do jej rozbujania wzdłuż dwóch pokaźnych naw potrzeba aż ośmiu mężczyzn zwanych w języku galicyjskim tiraboleiros.
Członkowie ceremonialnego oktetu ubrani są w ciemnobordowe szaty z kapturem, co tylko dodaje animuszu całemu obrzędowi.

Zapach kadzidła wypełnia każdy zakątek świątyni, przyjemnie świdrując nozdrza.
W średniowieczu woń miała jeden, bardzo przyziemny cel - zniwelować nieprzyjemny zapach, który pojawiał się w katedrze wraz z przybyciem pielgrzymów, wędrujących często tygodniami do Santiago de Compostela.
Obecnie kadzidło symbolizuje modlitwy wiernych i jest znakiem szczególnego świętowania oraz powitania pielgrzymów, którzy pokonali swoją Camino de Santiago.
Camino znaczy droga…
i właśnie ona liczy się najbardziej w pielgrzymce do Santiago de Compostela. Cała trasa hiszpańska (jest jeszcze m.in. francuska i portugalska) ma ok. 800 km. I choć jestem w hiszpańskiej Galicji, na myśl przychodzi mi polskie przysłowie - kawa nie wyklucza herbaty.
Istota drogi nie ujmuje ważności celowi. Katedra św. Jakuba w Santiago de Compostela jest bowiem miejscem pochówku św. Jakuba Większego. Ewangeliczny apostoł, tuż przed śmiercią, miał głosić naukę Chrystusa na Półwyspie Iberyjskim.
Jak mówi legenda, po jego egzekucji, uczniowie przewieźli łodzią ciało swojego nauczyciela właśnie do wybrzeży Galicji. Relikwie męczennika znajdują się tutaj do dziś, a katedra w Santiago de Compostela nosi jego imię.
Co roku przybywa do niej ponad 530 tys. pielgrzymów i turystów z całego świata. Jestem wśród nich. Trasę podzieliłam na etapy. W drogę ruszyłam w 2019 roku, a że w międzyczasie przeszkodziła mi pandemia, zanim dotarłam do celu, zastał mnie czerwiec 2026.
Przez długie chwile sycę wzrok pięknem misternych zdobień i rzeźb. Eklektyzm baroku, renesansu, gotyku i stylu romańskiego tworzy prawdziwą architektoniczną perłę - tak zachwycającą i cenną, że została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Niewątpliwie Katedra św. Jakuba w Santiago de Compostela jest również jednym z najważniejszych zabytków architektury sakralnej w Europie.
Coś dla ducha, coś dla ciała
Nieme zadziwienie przerywa myśl, że muszę odebrać tzw. compostelę, czyli potwierdzenie przejścia Camino de Santiago. Odbieram je z Biura Pielgrzyma znajdującego się w pobliżu świątyni. Widnieje na nim moje imię napisane po łacinie.
Z kolei drugi dokument, certyfikat przebytej drogi, dumnie głosi, że przeszłam 803 km, ruszając 14 września 2019 roku z San Sebastian w Kraju Basków. Kapituła Świętej Apostolskiej i Metropolitalnej Katedry w Santiago de Compostela, strażniczka pieczęci Ołtarza św. Jakuba, wszystkim wiernym i pielgrzymom, którzy przybywają z każdego zakątka świata, kierowani pobożnością albo wypełniając ślub lub przyrzeczenie, aby odbyć pielgrzymkę do Grobu Apostoła, naszego Patrona i Opiekuna Hiszpanii, oświadcza…
Czytam z przejęciem pierwszy akapit, uświadamiając sobie, że na ten moment czekałam siedem lat.
- Musisz koniecznie spróbować tarta de Santiago! - z przejęcia wyrywają mnie słowa Gilberta, znajomego Hiszpana. Coś dla ducha, coś dla ciała. I to nie byle co, bo migdałowe ciasto św. Jakuba to przysmak, który w repertuarze swoich wypieków ma każda szanująca się cukiernia w Santiago.
Choć najlepsze tarty są ponoć u sióstr klauzurowych w Mosteiro de San Paio de Antealtares. Wciskam przycisk domofonu na furcie. Za radą Karoliny, miejscowej przewodniczki, uzbrajam się w cierpliwość.
- Pamiętaj, że to są starsze kobiety. Zejście po schodach może zająć im chwilę - uprzedzała. Ten smak wart jest jednak czekania i zdecydowanie osładza trud drogi.
Decyzja o przyszłości na chybił trafił
Ruszam w stronę Parque da Alameda. Ponownie przechodzę przez Plaza del Obradoiro, w którego centrum dumnie króluje katedra. Naprzeciwko niej znajduje się siedziba władz miejskich.
Trzypiętrowy budynek służył przed wiekami jako siedziba Seminarium Spowiedników; czyli kapłanów wyspecjalizowanych w spowiadaniu pielgrzymów, rezydencja dla chłopców ze scholi katedralnej oraz… więzienie. Tak, równolegle. I tak - na różnych piętrach. Interesujące rozwiązanie!
Do Parku Alameda docieram po kilku minutach spaceru. Wysadzana drzewami promenada i kwieciste aleje to zielona oaza miasta. To tutaj znajduje się najlepszy punkt widokowy na katedrę, ale też pomnik Rosalíi de Castro. Nie bez kozery Hiszpanie uznają ją za narodowego wieszcza, a mieszkańcy Santiago de Compostela są z niej tak dumni, że nazwali jej imieniem lotnisko.
De Castro to jedna z najwybitniejszych poetek Hiszpanii, która tworzyła w języku kastylijskim i galicyjskim. To m.in. dzięki niej galego szczyci się statusem oficjalnego języka Galicji i jest chroniony na mocy hiszpańskiej Konstytucji oraz Statutu Autonomii Galicji.

Zastanawia mnie, czy Rosalia, wybierając swoją zawodową ścieżkę, korzystała z Drzewa Wiedzy. Stoję przed ozdobną żelazną kratą umieszczoną w ścianie budynku przy Plaza del Obradoiro. Ta mniej znana, choć bardzo ciekawa atrakcja Santiago de Compostela, to zmaterializowana koncepcja Ramona Llulla, hiszpańskiego filozofa i teologa, który porównał wszystkie dziedziny wiedzy do gałęzi wyrastających z jednego pnia.
Pień symbolizuje wspólne źródło poznania, a poszczególne gałęzie - różne nauki. Niezdecydowani przyszli studenci, stawali tyłem przed artystyczną instalacją i - unosząc palec - na chybił trafił wybierali kierunek nauki. Patrząc na żelazne Drzewo Wiedzy, trudno oprzeć się wrażeniu, że wyżsi abiturieni byli skazani na nauki ścisłe…
Kierunki wymienione na wstęgach za żelazną kratą nie są współczesnymi kierunkami studiów, lecz dziedzinami wiedzy znanymi średniowiecznemu uniwersytetowi.
To, co jednak od wieków pozostaje niezmienne, to pragnienia pielgrzymów i turystów o przebyciu jednego z najsłynniejszych szklaków pielgrzymkowych na świecie i dotarcie do grobu św. Jakuba. Tutaj, u celu, zmęczenie miesza się z radością, ale też nieokiełznaną chęcią powrotu. I w tej mozaice uczuć odnajduje się również ja.
Autorka: Marta Radzikowska














