W skrócie
- Osoby po czterdziestce, doświadczające zawodowego wypalenia i rutyny, decydują się na zmianę ścieżki kariery, traktując swoje doświadczenie jako ważny atut.
- Zmiana zawodu po 40. i 50. roku życia staje się coraz częściej spotykanym zjawiskiem, a osoby podejmujące ten krok przechodzą proces przebranżowienia z wykorzystaniem zdobytych umiejętności.
- Proces zmiany pracy po czterdziestce wymaga przygotowania, zdefiniowania motywacji i odpowiedniego wykorzystania dotychczasowego doświadczenia w nowej branży.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Irena Krokosenko przez 20 lat pracowała w sprzedaży, głównie eksportowej. Lubiła swoją branżę.
- Moja praca była bardzo dynamiczna. Różne kraje, ludzie, wyjazdy, wszystko było super i niezwykle interesujące. Natomiast nic nie mogło mnie już tam zaskoczyć. Pewnego dnia obudziłam się i stwierdziłam, że chcę coś zmienić. Coraz bardziej zaczynało doskwierać mi wypalenie zawodowe - wspomina.
Nowa droga
Osiągnęła wszystko, co mogła. - Pożary były, zamykane granice były, wojny dumpingowe też. W pewnym momencie przestałam czerpać radość z tego, co robię. Zaczęło brakować mi satysfakcji i tej iskry. Zauważyłam też, że przestałam się rozwijać - opowiada.
Zastanawiała się, co dalej. Postanowiła wybrać ścieżkę, o której myślała jeszcze na początku swojej drogi zawodowej.
- Obszar kadr i płac zawsze mnie interesował. W trakcie kariery zawodowej ukończyłam studia podyplomowe z tego zakresu, dlatego zdecydowałam, że przyszedł czas na zdobycie praktycznego doświadczenia - mówi.
Pewnego dnia, po powrocie z pracy, powiedziała mężowi, że chce się zwolnić. - Powiedział, że damy radę. I złożyłam wypowiedzenie - wspomina.
Irena przyznaje, że miała obawy. - To przecież zaczynanie od zera. Ale wsparcie mojego otoczenia było nieocenione. Ważne było też to, że znałam swoją wartość. Wiedziałam, że mam dojrzałość, odporność na stres i świetną organizację pracy - wymienia.
Nowej pracy szukała przez pół roku. W tym czasie uczestniczyła w szkoleniach i webinarach dotyczących nowej dziedziny. - Wysyłałam mnóstwo CV. Na 50 zgłoszeń odpowiedziało może pięć firm. Na początku byłam pełna nadziei, później pojawiła się frustracja. Najważniejsze jednak, żeby się nie poddawać, ani podczas szukania pracy, ani w życiu - podkreśla.
Ostatecznie udało jej się znaleźć pracę, z której jest bardzo zadowolona. - I to dokładnie w moim wymarzonym obszarze kadr i płac. Jest tu tyle nowych rzeczy, że każdego dnia uczę się czegoś nowego. Pewnie jeszcze przez kilka miesięcy będzie to intensywny czas, a później przyjdzie moment na uporządkowanie całej tej wiedzy. Jestem naprawdę bardzo zadowolona. Przebranżowienie wymaga odwagi, ale ta zmiana dała mi satysfakcję, której potrzebowałam - podkreśla.
Od sprzedaży do edukacji
U Michała Sawy przebranżowienie zaczęło się od słów żony. - A może byś poszedł pracować do szkoły? Wierzyła we mnie i moje umiejętności zawodowe - opowiada.
Przez blisko 20 lat prowadził własną działalność gospodarczą. W 2003 roku uruchomił jeden z pierwszych internetowych sklepów zoologicznych w kraju, później otworzył także sklep stacjonarny.
- Trafiłem na dobry moment. Internet dopiero się rozwijał, konkurencja była niewielka, a rynek rósł praktycznie z roku na rok - wspomina.
Przez długi czas firma rozwijała się dynamicznie, ale z czasem warunki prowadzenia biznesu zaczęły się diametralnie zmieniać. Na rynek weszli zagraniczni gracze, produkty zoologiczne pojawiły się w dyskontach i supermarketach, a handel internetowy coraz bardziej zaczął opierać się na wojnie cenowej.
- Marże malały, Allegro wymuszało kolejne obniżki cen, a utrzymanie rentowności robiło się coraz trudniejsze. Do tego dochodziły problemy ze znalezieniem pracowników. Rynek pracy zmienił się nie do poznania - mówi.
Z biegiem lat coraz bardziej doskwierało mu jednak coś innego. - Po czterdziestce zacząłem czuć zwyczajne zmęczenie. Własna firma oznaczała pracę właściwie przez całą dobę. Nawet na urlopie sprawdzałem sprzedaż, ceny konkurencji i stany magazynowe. Nie było wyraźnej granicy między życiem prywatnym a zawodowym. Człowiek nigdy nie wychodził z pracy - opowiada.
Już wcześniej próbował znaleźć sposób na odciążenie firmy. Ukończył studia magisterskie z ekonomii, zdobył kwalifikacje pedagogiczne oraz uprawnienia instruktora praktycznej nauki zawodu. Dzięki temu zaczął współpracować z cechem i szkołami branżowymi, przyjmując praktykantów.
- Jednocześnie szkoliłem nawet 10 uczniów. Szkoły były zadowolone, bo mogli zobaczyć zarówno sprzedaż stacjonarną, jak i internetową. A ja odkryłem, że przekazywanie wiedzy sprawia mi ogromną satysfakcję - mówi. Nie przypuszczał jednak, że właśnie te doświadczenia staną się przepustką do nowego zawodu.
Pandemia tylko przyspieszyła decyzję
Początkowy boom na sprzedaż internetową okazał się krótkotrwały, później sprzedaż zaczęła spadać, za to koszty prowadzenia działalności rosły z miesiąca na miesiąc. Z ciekawości kilka razy Michał Sawa zaczął rozsyłać CV do większych firm, licząc na pracę etatową.
- Szybko się okazało, że dla wielu pracodawców 20 lat prowadzenia własnego biznesu nie zawsze było atutem. Dostawałem propozycje stanowisk zdecydowanie poniżej mojego doświadczenia - wspomina.
Przełom nastąpił przypadkiem, podczas rozmowy z żoną w sierpniu 2020 roku. To ona po raz pierwszy rzuciła pomysł, żeby spróbował pracy w szkole. Sprawdził wymagania i ze zdziwieniem odkrył, że spełnia większość z nich. Wysłał CV tylko do jednej szkoły, w Serocku.
- W poniedziałek wysłałem dokumenty, we wtorek zadzwoniono do mnie, a w środę siedziałem już na rozmowie kwalifikacyjnej. Pojechałem bardziej z ciekawości niż z przekonaniem, że dostanę pracę - śmieje się.
Rozmowa trwała ponad godzinę i niemal w całości dotyczyła jego doświadczeń z prowadzenia firmy oraz zarządzania logistyką. - Byłem przekonany, że będę uczył ekonomii. Dopiero na miejscu dowiedziałem się, że szkoła szuka nauczyciela logistyki. Dyrektorka od razu powiedziała, że chce mnie zatrudnić, muszę tylko uzupełnić przygotowanie pedagogiczne - opowiada.
Po jednodniowym namyśle przyjął ofertę. 1 września 2020 roku całkowicie zmienił zawód. - Pierwsze lekcje były znacznie trudniejsze, niż się spodziewałem. Wiedzieć coś i umieć tego nauczyć to dwie różne rzeczy. Ale już po pierwszym semestrze dyrekcja zapytała, czy chcę zostać na stałe. Wtedy pomyślałem, że chyba naprawdę odnalazłem swoje miejsce - mówi.
Stopniowo zamykał własną działalność gospodarczą. Dzisiaj jest nauczycielem w technikum, kierownikiem szkolenia praktycznego, wykłada logistykę na dwóch uczelniach, a na jednej z nich pełni także funkcję menedżera kierunku. Nie zamierza się zatrzymywać. Rozważa rozpoczęcie doktoratu, do czego zachęciły go władze uczelni.
- Jedni mówią, że zawód nauczyciela to nic specjalnego, ale ja naprawdę jestem teraz szczęśliwym człowiekiem. Czuję, że ludzie doceniają mnie i moje doświadczenie zawodowe. Można powiedzieć, że nie jestem już w wieku najbardziej pożądanym przez rynek pracy, ale właśnie dzięki temu doświadczeniu wciąż jestem na nim potrzebny - podsumowuje.
Coraz częściej wybierana droga
Przebranżowienie po 40. roku życia nie jest już zjawiskiem marginalnym. Wręcz przeciwnie. Według danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej w 2023 roku ponad 12 proc. Polaków w wieku od 40 do 54 lat deklarowało, że zamierza zmienić branżę, a ponad osiem proc. już zdecydowało się na ten krok.
- Najczęściej powodem jest to, że po prostu chcemy uciec z miejsca pracy, które w jakiś sposób nas wypala. To miejsce, które nie sprawia już radości ani satysfakcji. Bardzo często problemem jest środowisko pracy, toksyczne relacje, niesprzyjająca atmosfera, brak autonomii, poczucie przebodźcowania czy brak nowych wyzwań - zauważa Anna Płoska, psycholog i doradca zawodowy, autorka profilu zawodolona.pl.
Kryzys przeradza się wówczas w potrzebę zmiany. - Jeżeli poświęcam osiem godzin dziennie, czyli swój najcenniejszy zasób czas i czuję, że moja praca nie daje mi poczucia docenienia, nie czuję się w niej dobrze i nie mam przekonania, że robię coś, co sprawia mi radość, to naturalne, że zaczynam myśleć o zmianie - przyznaje.
Która nie jest pozbawiona wyzwań. - Po 40. roku życia trudniej jest zmienić pracę, ponieważ osoby w tym wieku mają już określone zobowiązania. Dzieci, rodzina, dom czy kredyt - wylicza ekspertka.
Zdarza się i tak, że za przeszkodę uznają coś, co w rzeczywistości nią nie jest. - Bardzo często kobiety, choć nie tylko one, praktykują autosabotaż. Myślą, że mają już jakieś doświadczenie, ale skoro się przebranżawiają, muszą zdobyć nowe kompetencje, więc zaczynają od zera. Tymczasem to zupełnie tak nie wygląda. To nie jest zaczynanie od zera - podkreśla.
Osoby po 40. roku życia dysponują bogatym doświadczeniem, kompetencjami i umiejętnościami. - Trzeba je tylko odpowiednio zdefiniować na nowo i wykorzystać w nowym zawodzie czy nowej branży - wyjaśnia.
Odnaleźć siebie
Edyta Poncyliusz nową drogę zawodową wybrała po pięćdziesiątce. - To było wsłuchanie się w siebie - wspomina. Wszystko zaczęło się od pozornie zwyczajnego dnia. Zawiozła córkę na maturę, a czekając, zaczęła przeglądać telefon. Trafiła na wywiad z doulą, czyli towarzyszką okołoporodową. - Dostałam dreszczy na całym ciele. Od razu wiedziałam, że to jest zajęcie, które chcę wykonywać - mówi.
Jeszcze tego samego dnia sprawdziła, jak można zostać doulą, i napisała do stowarzyszenia organizującego kursy. Niedługo później rozpoczęła szkolenie. - Byłam najstarsza w grupie. Zaczynałam kurs dokładnie na pięćdziesiąte urodziny. To był też bardzo trudny moment w moim życiu, bo niedawno zmarła moja mama. Ten czas edukacji pomógł mi przejść przez żałobę - opowiada.
Po kilku miesiącach zdobyła certyfikat douli. Równolegle prowadziła pensjonat w Szczyrku, który do dziś pozostaje jej głównym zajęciem. Nowy zawód traktuje jednak jako inwestycję w przyszłość.
- Bycie doulą to mój plan B. Gdyby z jakiegoś powodu zabrakło pensjonatu, mam już coś swojego. Zakochałam się w tej roli, w towarzyszeniu, w byciu obok drugiego człowieka - mówi.
Nowo zdobyta wiedza przydaje jej się już dziś. Wspiera bliskich i patrzy na poród oraz połóg z zupełnie innej perspektywy. - To doświadczenie bardzo mnie rozwinęło. Wiem, jak wspierać kobietę przed porodem, w jego trakcie i w połogu. Jak otulić i po prostu być obok.
Ja sama dzieci już rodzić nie będę, ale mam dwie córki. Cieszę się, że będę mogła im towarzyszyć kiedyś właśnie w taki sposób, z zupełnie inną świadomością - mówi.
Marzy jednak o tym, by wkrótce robić to także zawodowo. - Chciałabym prowadzić przyszłych rodziców przez ten wyjątkowy czas. Jestem po pięćdziesiątce i uważam, że nigdy nie jest za późno na zmianę. Wręcz przeciwnie. To wciąż bardzo dobry moment, żeby wsłuchać się w siebie i zacząć robić to, co naprawdę daje poczucie sensu - podkreśla.
Anna Korytowska
















