Reklama

Reklama

Panny młode, uważajcie na sklepy z sukniami!

Właścicielka sklepu z sukniami ślubnymi musiała wezwać ochronę po tym, jak została zaatakowana przez grupę rozjuszonych kobiet. Przyszłe panny młode zamówiły w salonie kreacje. Kilka dni przed ślubem dowiedziały się, że sklep splajtował, a zamówionych sukni nie dostaną - informuje "Guardian".

Lisa Clarkson - właścicielka sklepu Arvella Bridal w Lyndhurst (Hampshire) musi się ukrywać i opłacać ochroniarzy, ponieważ boi się o swoje życie. Klientki sklepu wpadły w furię, gdy dowiedziały się - w większości zupełnie przez przypadek - że sklep został zlikwidowany, a ich zamówienia nie zostaną zrealizowane.

28-letnia Emma Scot, która pół roku temu zapłaciła za swoją suknię 900 funtów, musiała kupić drugą na 3 dni przed swoim ślubem. Ten niespodziewany wydatek kosztował ją 1200 funtów.

Włascicielka sklepu przeprosiła w wywiadzie telewizyjnym wszystkie swoje klientki.

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: sukienka na wesele | suknie dla druhen | właścicielka | sklepy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne