Możesz kupić bilet i... nie dostać miejsca w samolocie. Co wtedy?
Dojeżdżasz na lotnisko, przechodzisz kontrolę bezpieczeństwa, jesteś już jedną nogą w samolocie i nagle dowiadujesz się, że… nie ma dla ciebie miejsca. Jak to możliwe? Overbooking to legalna praktyka linii lotniczych. Wyjaśniamy, na czym dokładnie polega.

Przewoźnicy lotniczy mają w zwyczaju sprzedawać więcej biletów niż jest miejsc w samolocie. Brzmi jak mało śmieszny żart, ale to prawda. I choć zwyczaj ten wzbudza kontrowersje, w awiacji jest dość powszechny - zwłaszcza w przypadku linii tradycyjnych.
Czym jest overbooking?
Overbooking można przetłumaczyć na język polski jako nadsprzedaż. Jaki w niej cel mają linie lotnicze?
Miłośnikom podniebnych wojaży być może trudno w to uwierzyć, ale są pasażerowie, którzy… nie stawiają się na lot. Jak informuje Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA), tzw. no-show dotyczy od 5 do 15 proc. wszystkich rezerwacji.
Powody są różne:
- pominięte przesiadki,
- spóźnienia
- lub celowe działanie pasażerów.
Sytuacja niepojawienia się pasażera na locie generuje wolne miejsce, które mógłby zająć inny podróżny. Linie, chroniąc się przed ewentualnymi stratami, podejmują ryzyko i decydują się na nadsprzedaż.
- Stosujemy overbooking. To powszechna praktyka i właściwe rozwiązanie, bo jeśli samolot odlatuje z pustym miejscem, ten przychód przepada na zawsze - wyjaśnił podczas World Travel & Tourism Council Global Summit Tony Fernandes, prezes AirAsia.
Słowem: gdyby linie lotnicze sprzedawały wyłącznie tyle miejsc, ile jest w samolocie, wiele rejsów odbywałoby się z pustymi fotelami - a ceny biletów po cichu rosłyby, aby pokryć te straty. To jednak tylko jedna strona medalu, gdyż wiele linii nie zwraca pasażerowi, który się nie pojawił, pieniędzy za wykupiony przelot. Zatem, co prawda wolne miejsce jest niewykorzystane, ale nie powoduje ono straty finansowej, bo opłata zostaje w rękach linii.
Nie zmieściłem się do samolotu… i co dalej?
Naturalnie pojawia się pytanie, co jeśli wszyscy pasażerowie zjawią się na locie i nie wystarczy miejsc. Wówczas przewoźnicy wcielają w życie plan B - oferują rekompensatę osobie, która zgodzi się polecieć późniejszym połączeniem.
W Unii Europejskiej prawa pasażera reguluje przede wszystkim rozporządzenie (WE) nr 261/2004. W sytuacji odmowy wejścia na pokład (tzw. bumping), klient linii lotniczej może ubiegać się o odszkodowanie rzędu od 250 do 600 euro (ok. 1063 - 2550 zł).
Widełki kwotowe wynikają z długości trasy. Poza tym, przewoźnik ma obowiązek zapewnić alternatywne połączenie lub - jeśli lot odbywa się następnego dnia - zakwaterowanie. W czasie oczekiwania pasażerowi należą się również przekąski i napoje.
Bumping jest z pewnością sytuacją stresową, jednak ważne, aby zachować zimną krew i niezbędne dokumenty. To na ich podstawie możemy ubiegać się o odszkodowanie. Przydadzą się karty pokładowe, potwierdzenie rezerwacji czy paragony. W sytuacji egzekwowania rekompensaty, należy zapoznać się z prawami pasażerów.
Organem właściwym w sprawach ochrony praw pasażerów w transporcie lotniczym w Polsce jest Prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego.
Warto podkreślić, że odszkodowanie nie należy się osobom, które dobrowolnie zgodziły się zrezygnować z lotu i przyjęły rekompensatę zaproponowaną przez linię lotniczą.











