Jeden z najdzikszych zakątków Ziemi. Gdy u nas trwa zima, tam mają upał
Tasmania jest naj! Najdziksza, najmniejsza, najdalsza… Co prawda niedosłownie, bo znajdziemy odleglejsze zakątki globu, ale loty do Tasmanii trwają w sumie nawet 36 godzin. Pytanie zatem brzmi, czy ta australijska wyspa jest warta tak długiej podróży?

Tasmania to najmniejszy, a zarazem najbardziej zalesiony stan Australii. Leży na Oceanie Spokojnym, ok. 300 km od lądu. Jej krajobraz aż kipi przyrodą.
Liczne jeziora polodowcowe i rzeki współgrają tutaj z zielenią eukaliptusowych i bukowych lasów. Na górskich zboczach dominują z kolei alpejskie wrzosowiska, mchy i porosty. Wśród wysokich traw dumnie przechadza się diabeł tasmański. I bynajmniej nie jest to duma nad wyraz - Tasmania to jego królestwo, gdyż jedynie w tym miejscu występuje w stanie dzikim. Choć nie taki ten diabeł straszny, jak maluje go popkultura. Mimo że po wymarciu tygrysa tasmańskiego został największym mięsożernym torbaczem na świecie, wymiarami przypomina niewielkiego psa.
W wyjątkowości wtóruje mu Astacopsis gouldi. Nie są jednak konkurentami, bo reprezentują zupełnie różne gatunki. Pod łacińską nazwą kryje się bowiem największy rak świata, zwany również homarem tasmańskim.
Matka natura nie żałowała Tasmanii fenomenalnej flory i fauny. Dzika przyroda zajmuje ok. 25 proc. powierzchni wyspy, zachwycając mieszkańców, przyjezdnych, a także artystów. Gdy tam wyruszasz, nie uciekasz od wszystkiego - wracasz do wszystkiego. "Wracasz do tego, co ważne, wracasz do siebie" - pisał w jednym ze swoich esejów Peter Dombrovskis, australijski fotograf i dokumentalista.
Miasto na górze
Jak u siebie można również poczuć się w tasmańskich miastach, z Hobartem na czele. To jednocześnie stolica i największa aglomeracja na wyspie. Na swoje miejsce do życia Hobart wybrała prawie połowa Tasmańczyków. I trudno się dziwić. Za jego portowym klimatem kryją się nie tylko urokliwe widoki, ale przede wszystkim świeże powietrze i pyszne owoce morza.
Pejzaż zdominował Mount Welllington - góra, na której zboczach znajduje się część miasta. Wizyta na jej szczycie to punkt obowiązkowy wycieczki. Na wysokość 1270 m n.p.m. wejdziecie pieszo, dojedziecie rowerem, autem, a nawet… koniem. Stolicy Tasmanii niemal nie sposób pominąć. To tutaj mieści się główny port lotniczy, dlatego - jeśli zdecydujecie się na podróż do Tasmanii - zwiedzanie wyspy warto zacząć właśnie od Hobartu.
Drugim co do wielkości miastem Tasmanii jest Launceston. Słynie z pięknych parków, ogrodów i XIX-wiecznych willi o angielskim charakterze. Jest spokojne, zadbane i bardzo zielone. Stąd można udać się do Tamar Valley, winiarskiego regionu wyspy.
Bramą na wyspę nazywane jest Devenport. Tu przypływa z Melbourne prom Spirit of Tasmania, dlatego - jeśli będziecie lecieć przez Melbourne - rozważcie tę opcję jako ostatni odcinek podróży. Jednak Devenport to przede wszystkim świetna baza wypadowa do Cradle Mountain - majestatycznego szczytu w parku narodowym, a także dzikiego północnego wybrzeża.
Czego nie można przegapić na Tasmanii?
A jeśli o północnym wybrzeżu mowa… Grzechem byłoby przegapić Bays of Fires. To 50 km plaż uznanych przez "Lonely Planet" za jedno z najpiękniejszych miejsc w Australii.
Ich śnieżnobiały pasek kontrastuje z pomarańczowymi kamieniami i przejrzystą wodą. Po dniu na rajskiej plaży warto udać się na zachód słońca do Wineglass Bay w Freycinet National Park - ok. 2,5 - 3 godzin jazdy autem od Bays of Fires. To jeden z najpiękniejszych parków na Tasmanii z zatoką w kształcie kieliszka wina lub - bardziej romantyczna interpretacja - półksiężyca.
Tasmania to również majestatyczne klify Tasman Peninsula i Remarkable Cave, idealne na piesze wędrówki i obserwację dzikich ptaków; dziewicze kaniony w Franklin-Gordon Wild Rivers National Park czy wolnożyjące kangury i wombaty w Narawntapu National Park.
I choć krajobraz wyspy nieco różni się od siebie w zależności od jej regionu, jedno pozostaje niezmienne - dzikość natury wiedzie tu prym przed turystyczną komercją.
Tasmania - informacje praktyczne
Wybierając się do Australii, należy pamiętać, że lato trwa tutaj od grudnia do lutego. Temperatury sięgają wówczas od 25 do 40 st. Celsjusza i to najlepszy czas na zwiedzanie Tasmanii.
Koniecznością przed wyjazdem jest zadbanie o wizę - najlepiej zawnioskować o bezpłatną wizę turystyczną eVisitor na pobyt do trzech miesięcy. Można to zrobić za pomocą rządowej strony internetowej.
Na miejscu najlepiej poruszać się wynajętym autem - w końcu do zobaczenia jest aż 19 parków narodowych i 816 rezerwatów! Z kolei najlepszą i najtańszą opcją noclegową są campingi. Znajdziemy na nich wszystko, co potrzebne do życia (łazienkę, prysznice, pralkę) i do aktywnego zwiedzania w XXI wieku, czyli… Wi-Fi. Wieczory na polu namiotowym to z kolei wspólne grillowanie, które dla Australijczyków stało się niemal sportem narodowym.
Spanie "na dziko" jest w Australii zabronione, z kolei ceny noclegów w hotelach przyprawiają o zawrót głowy. Zdecydowanie lepiej i przyjemniej jest emocjonować się tasmańskimi widokami.
Jak dolecieć na Tasmanię?
Z Polski na Tasmanię nie da się dolecieć bez przesiadek, a cała podróż zajmuje od 25 do 36 godzin. Najlepiej wybrać się z Warszawy lub Berlina do jednego z portów w Azji (Stambułu, Singapuru, Tokio, Seulu) lub na Bliskim Wschodzie (Dohy, Dubaju). Drugi etap podróży to lot do jednego z australijskich miast: Melbourne, Sydney lub Brisbane.
W Australii warto skorzystać z połączenia krajowego do Hobart (HBA) lub Lanceston (LST). Z Melbourne można dopłynąć na Tasmanię również wspomnianym wyżej promem, jednak jego koszt często przekracza cenę biletu lotniczego. Dobrze jest jednak sprawdzać ofertę na bieżąco - czasem trafiają się duże promocje.













