Reklama

Reklama

Awarie i spotkania. Wieści z Drogi Pojednania

21 sierpnia - kiedy to było? Tyle się od tego czasu wydarzyło. Świat się nie zatrzymał, wręcz przeciwnie - pędzi jak szalony. A oni wciąż pomalutku jadą.

W niedzielę 21 sierpnia pięcioosobowa grupa pielgrzymów z Jaworzna wyruszyła trzydziestosiedmioletnimi traktorkami do Normandii. Jadą do Lisieux, francuskiego sanktuarium św. Teresy. Zainspirowani filmem Davida Lyncha "Prosta historia" wyruszyli - wzorem głównego bohatera opowieści - w Drogę Pojednania. Trasa liczy 1700 kilometrów.

Pielgrzymi to Kazimierz Lara, Jacek Baczyński, Dariusz Bujalski, Tomek Głowacz - czyli mieszkańcy i przyjaciele działającej w Jaworznie Wspólnoty Betlejem, która pomaga ubogim, bezdomnym i uzależnionym od alkoholu oraz jej szef, pomysłodawca i założyciel - ks. Mirek Tosza.

Reklama

Na poruszającym się z turkotem pojazdach z kolorowymi przyczepkami wzbudzają żywe zainteresowanie na trasie.

Awarie i spotkania. Wieści z trasy

- Przed wyjazdem żartowaliśmy: Nie życzcie nam jazdy bez awarii. Życzcie, żeby się dało naprawić i żebyśmy umieli to zrobić. Po dwóch tygodniach jazdy z uznaniem patrzymy na nasze traktorki: dało się i umieliśmy naprawić - relacjonuje nam ks. Mirek.

Konieczna była wymiana paska napędowego, lutowanie i wymiana przeciekającej chłodnicy. W przypadku trzydziestosiedmioletnich letnich maszyn rodem z Japonii znalezienie odpowiednich części okazało się zwyczajnie trudne.

- W Kohlbergu, który przebiega przez Złoty Szlak, cenniejsze od złota okazało się 30 cm cyny do lutowania, którą podarował nam miejscowy mechanik. Szukał tej cyny z zapałem poszukiwacza złota i triumfalnie przyniósł jak się przynosi bezcenne znalezisko. A kiedy wysiadła nam chłodnica i zatrzymaliśmy się na parkingu, spotkaliśmy Vlastimila z wnuczką Sarą. Zajechali, żeby obejrzeć nasze traktorki i zrobić sobie zdjęcie. Vlastimil bardzo się przejął naszą awarią. Jeździliśmy razem jego samochodem od jednego składowiska starych aut i złomu do drugiego w poszukiwaniu odpowiedniej chłodnicy - opowiada ks. Tosza.

Z kolei w niewielkiej wiosce Steinbach koło Norymbergi w jednym z pojazdów rozleciała się pompa wody. Nasi pielgrzymi mieli przymusowy dwudniowy postój, bo na odpowiednie części trzeba było poczekać.

- Jeszcze przed wyjazdem denerwowałem się, że nie zdążyliśmy wydrukować opisu naszej Drogi Pojednania na ulotkach z języku niemieckim. Mamy gotowy plik, nie mamy wydruków. A jest tyle okazji do ich rozdania, bo ludzie chętnie podejmują rozmowy o naszej pielgrzymce. I co? I awarię zaliczyliśmy centralnie pod domem pana Wolfa, syna ewangelickiego pastora i serwisanta drukarek i kserokopiarek. Nie podejrzewam św. Teresy o uszkodzenie pompy, ale... - śmieje się ks. Mirek.

Jak mówi, droga zmienia perspektywę. Awarie i porażki przestają być murem, a stają się bramą do innego świata. Irytacja i rozdrażnienie zmieniają się w podziw dla tajemnicy. Można to nazwać zrządzeniem losu, pomyślnym zbiegiem okoliczności pielgrzymi z Jaworzna mówią o Bożej opatrzności.

Ks. Mirek snuje taką refleksję: "Czasem coś się nam musi rozlecieć, nie udać i posypać, żebyśmy poznali prawdziwych przyjaciół i zaznali ludzkiej troski i serdeczności. Jak to ujął ks. Twardowski: <Gdyby wszyscy po cztery jabłka mieli, gdyby wszyscy byli silni jak konie, nikt nikomu nie byłby potrzebny. Dziękuję Ci za to, że sprawiedliwość Twoja jest nierównością>."

Interia towarzyszy medialnie uczestnikom wyprawy do Lisieux. Tylko u nas możecie śledzić obszerne relacje z tej nietypowej podróży.

***

Uczestnicy wyprawy potrzebują finansowego wsparcia - głównie na paliwo do traktorów. Jeśli chcecie i możecie pomóc, wszystkie dane znajdziecie na stronie www.betlejem.org


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje