Wojna w Iranie zmienia układ sił. Nieoczekiwany sojusz czterech państw
Nie tylko daje nadzieję na zawieszenie broni w Iranie, ale jest również zalążkiem nowego porządku, mającego na celu ograniczenie dominacji Izraela i Iranu po wojnie - tak rozmowy ministrów Egiptu, Pakistanu, Arabii Saudyjskiej i Turcji w Islamabadzie opisuje "The Guardian". Według dziennika jest to sygnał powstania nowego bloku czterech państw na Bliskim Wschodzie.

W skrócie
- Egipt, Pakistan, Arabia Saudyjska i Turcja oficjalnie rozpoczęły współpracę mającą na celu ograniczenie dominacji Izraela i Iranu po wojnie.
- Spotkanie w Islamabadzie zakończyło się irańską zgodą na przepływ statków pod banderą Pakistanu przez cieśninę Ormuz oraz ustaleniem, że te cztery kraje będą głównymi rozmówcami z Iranem.
- Turcja oraz jej przedstawiciele publicznie ostrzegali państwa Zatoki Perskiej przed ryzykiem wsparcia rozwiązań korzystnych dla Izraela, twierdząc, że region stopniowo wciągany jest w zaplanowaną przez Izrael grę.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
"Przedstawiciele Egiptu, Pakistanu, Arabii Saudyjskiej i Turcji spotykali się już wcześniej, ale niedzielne rozmowy ministrów spraw zagranicznych tych krajów w Islamabadzie były w pewnym sensie oficjalną ceremonią otwarcia inicjatywy, która intryguje dyplomatów" - pisze brytyjski dziennik "The Guardian".
Według gazety spotkanie to nie tylko daje nadzieję na zawieszenie broni w Iranie, ale jest również zalążkiem nowego porządku, mającego na celu ograniczenie dominacji Izraela i Iranu po wojnie.
Nowy sojusz na Bliskim Wschodzie. Padło pierwsze zadanie
Pierwszym celem grupy - jak czytamy - jest przekonanie stron konfliktu do zaprzestania eskalacji i zawarcia pokoju. W związku z tym, według Yasmine Farouk, specjalistki ds. Zatoki Perskiej w think tanku International Crisis Group, grupa będzie spotykać się znacznie częściej.
- Ta czteroosobowa grupa zaczęła się bardzo aktywnie angażować, ponieważ to naprawdę niebezpieczny etap wojny - oceniła Faruk. - Widzieliśmy już, jak Izrael niszczy elektrownie jądrowe w Iranie i jak potencjalnie rozmieszcza wojska. To koszmar, który może sprawić, że niektóre kraje Zatoki Perskiej, które do tej pory deklarowały, że nie chcą zakończenia wojny, zdadzą sobie sprawę, że sytuacja wymyka się spod kontroli - podkreśliła.
Ekspertka ostrzegła, że jeśli celem ataku będą obiekty odsalające wodę i elektrownie, a dojdzie do wycieku materiałów nuklearnych w wodach Zatoki Perskiej, to wtedy w tych krajach "wybuchnie kryzys na skalę ogólnokrajową".
Przełom w sprawie cieśniny Ormuz. Skorzysta Pakistan
Spotkanie w Islamabadzie w niedzielę przyniosło pewien postęp i zakończyło się irańską umową zezwalającą statkom pływającym pod banderą Pakistanu na poruszanie się po cieśninie Ormuz. "Guardian" podaje, że prawdopodobnie chodzi o dwie jednostki dziennie. "To skromny środek budowy zaufania" - czytamy.
W czasie szczytu ustalono również, że grupa tych czterech krajów będzie głównym rozmówcą z Iranem, utrzymując w ten sposób otwarte pośrednie kanały negocjacji między Teheranem a Stanami Zjednoczonymi. Jak pisze dziennik, Iran utrzymuje, że to jedyny "wiarygodny" kanał, a twierdzenia Donalda Trumpa o bezpośrednich rozmowach z Iranem to fikcja mająca na celu obniżenie cen ropy.
Zaraz po niedzielnym spotkaniu Ishaq Dar, minister spraw zagranicznych Pakistanu, poleciał do Chin, aby poinformować Pekin o kryzysie. "W Iranie pojawiły się spekulacje na temat roli Chin jako gwaranta ewentualnego porozumienia, czego USA by nie pochwalały" - dodaje gazeta.
Zaskakujący skład nowego bloku. Wskazują na Arabię Saudyjską
Według dziennika na pierwszy rzut oka skład sojuszu może wydawać się zaskakujący. W kontekście Arabii Saudyjskiej - podobnie jak Zjednoczonych Emiratów Arabskich - pojawiały się doniesienia, że kraj ten namawia USA do rozprawienia się z Iranem. "Sugeruje to, że Saudyjczycy zachowują otwarte opcje" - czytamy.
W Interii pisaliśmy, że coraz bardziej realne staje się dołączenie do wojny Arabii Saudyjskiej. Tomasz Otłowski, analityk ds. Bliskiego Wschodu w Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego, zwracał uwagę na pakt strategiczny, który ten kraj zawarł z Pakistanem. Islamabad, choć ma obawiać się, że zostanie wciągnięty w konflikt, próbuje powstrzymać eskalację.
- Pytanie, czy działania dyplomatyczne są z inspiracji samego Pakistanu, czy może bardziej Pakistan działa tutaj w imieniu Arabii Saudyjskiej - zastanawiał się w rozmowie z Interią Otłowski.
Yasmine Farouk w rozmowie z "Guardianem" zaznaczyła, że "wszystkie opcje dla państw Zatoki Perskiej są kosztowne". - Chcą, aby Iran zapłacił za ataki na nie, a także za wzięcie cieśniny Ormuz jako zakładnika. Z drugiej strony, nie mogą być pewni, czy Stany Zjednoczone dokończą robotę, nie wywołując chaosu i nie odchodząc, czego Arabia Saudyjska nie chce - podkreśliła ekspertka.
Wielki nieobecny i "najbardziej zaangażowany". W tle spór między krajami
W Islamabadzie nie było przedstawiciela Kataru, sojusznika Turcji. "Jednym z wyjaśnień jest to, że Katar wciąż wścieka się z powodu tego, co uważa za zdradę Iranu, czyli ataku na instalacje gazowe w Ras Laffan. - Doha, w przeciwieństwie do ZEA, opowiada się za zakończeniem wojny, ale nie ma ochoty być aktywnym mediatorem w imieniu Iranu - wyjaśnił jeden z komentatorów, którego cytuje brytyjski dziennik.
W jego ocenie "najbardziej zaangażowanym członkiem grupy i krajem, który włożył najwięcej wysiłku w jej sukces" jest prawdopodobnie Turcja. Ankara od dawna argumentuje, że rozmowy na temat irańskiego programu rakiet balistycznych oraz wsparcia udzielanego przez Iran grupom działającym w jego imieniu powinny być prowadzone z krajami całego regionu, a nie tylko w ramach dwustronnych rozmów ze Stanami Zjednoczonymi.
Kwestia irańskiego programu jądrowego oraz zniesienia sankcji amerykańskich byłaby natomiast negocjowana głównie na szczeblu dwustronnym. Takiemu podziałowi sprzeciwiają się Zjednoczone Emiraty Arabskie.
"Izrael wciąga Bliski Wschód w grę". Turcja grzmi
W weekend Hakan Fidan, minister spraw zagranicznych Turcji, i İbrahim Kalın, dyrektor tureckiego wywiadu, zaapelowali do państw Zatoki Perskiej, aby "dostrzegły szerszy kontekst wojny i zdały sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmują, jeśli będą sprzyjać wynikowi, z którego Izrael wyjdzie silniejszy".
- Wśród zamierzonych celów tej wojny jest nie tylko eliminacja irańskiego potencjału nuklearnego, ale coś bardziej niebezpiecznego: przygotowanie gruntu pod konflikt, który mógłby trwać dekady między narodami założycielskimi regionu - Turkami, Kurdami, Arabami i Persami. Utorowałoby to drogę do przedłużającej się wojny domowej i krwawych waśni - mówił Kalın.
- Doskonale wiemy, że ci, którzy rozpoczęli tę wojnę, próbują stworzyć nowe fakty na miejscu, w Libanie, Syrii, na terytoriach palestyńskich i gdzie indziej, poprzez politykę zniszczenia, aneksji i okupacji. Ataki Iranu na kraje Zatoki Perskiej są niedopuszczalne - podkreślił Kalin. - Ale nigdy nie możemy zapomnieć, kto rozpoczął tę wojnę - dodał.
W obszernym wywiadzie dla telewizji A Haber w piątek Fidan argumentował, że celem Izraela jest doprowadzenie do konfliktu między krajami islamskimi, co pozwoliłoby mu na rozszerzenie antyirańskiej koalicji. - Niestety, region jest wciągany krok po kroku w grę zaplanowaną przez Izrael - powiedział turecki minister. - Kraje Zatoki Perskiej nie powinny dać się wciągnąć w grę Izraela - dodał.
Fidan stwierdził, że amerykańska opinia publiczna zwróciła się przeciwko wojnie, a Trump miał trudności z wyjaśnieniem jej celów, jednak strukturalną przeszkodą w polityce amerykańskiej był brak mechanizmu wywierania presji na Izrael. - Jeśli Ameryka ma osiągnąć porozumienie w negocjacjach z Iranem, musi być gotowa wywrzeć bardzo poważny wpływ na Izrael. Zobaczymy, kto tu zwycięży. Zobaczymy, kto kim będzie rządził i w jakim stopniu - ocenił turecki minister.
Źródło: "The Guardian"

















