W Europie możliwy "scenariusz azjatycki". "Zostały cztery tygodnie"
- Jeśli cieśnina Ormuz się nie odblokuje, będzie jak w filmie Mad Max - mówi Interii analityk Daniel Kostecki. Świat stoi na skraju kryzysu paliwowego, kolejne kraje działają jak w pandemii, a kluczowy punkt na mapie pozostaje niebezpieczny dla tankowców. Tymczasem Stany Zjednoczone grają na siebie. I notują sukcesy.

Setki milionów baryłek ropy naftowej z Wenezueli! - mówi Donald Trump i zapowiada zwiększenie zaangażowania Stanów Zjednoczonych w sektor energetyczny w tym kraju. Słowa prezydenta USA, cytowane przez agencję Reutera, padają dwa dni po tym, jak Wenezuela podpisała umowy z amerykańskimi firmami na wydobycie ropy naftowej i gazu.
Według najnowszych danych, na które powołuje się agencja Reutera, wenezuelski eksport ropy rośnie i osiągnął poziom około 1,2 mln baryłek dziennie - najwyższy od lat.
Czy to może wpłynąć na zmianę globalnej sytuacji? Konflikt na Bliskim Wschodzie i blokada cieśniny Ormuz wywołały bezprecedensowe zakłócenia na światowych rynkach paliw.
- To za małe liczby, niewiele zmienią - mówi w rozmowie z Interią Daniel Kostecki, ekonomista, analityk rynków finansowych z CMC Markets. I wylicza: Przez cieśninę Ormuz przed blokadą przepływało około 20 mln baryłek dziennie, w tym inne paliwa, stanowiące ekwiwalent 5 mln baryłek ropy.
Ponadto wenezuelska ropa to w dużej mierze tzw. ropa ciężka, trudniejsza w rafinacji i transporcie od ropy lekkiej, której eksport wstrzymuje blokada cieśniny Ormuz.
Mimo wszystko Wenezuela i sytuacja na Bliskim Wschodzie łączą się ze sobą. A spaja je postać Donalda Trumpa i rosnąca pozycja Stanów Zjednoczonych.
Stany Zjednoczone korzystają na kryzysie
- USA stają się coraz większym graczem, jeśli chodzi o eksport ropy. Tu konflikt na Bliskim Wschodzie bardzo im sprzyja. Przed wojną Stany Zjednoczone eksportowały 3 mln baryłek dziennie. Teraz to już 6 mln baryłek. Jak do tego dodamy wenezuelską ropę, której wydobycie w założeniu USA ma wciąż rosnąć, to zrobi nam się prawie połowa tego, co przepływało przez cieśninę Ormuz - mówi Kostecki.
Kontrola nad ropą z Wenezueli to dla USA też swoisty bat na Chiny. - Za czasów Nicolasa Maduro wenezuelska ropa płynęła do chińskich portów. Teraz nie płynie - wskazuje Kostecki. Jak przypomina, Pekin importował też dużo surowca z Iranu. I ten kurek jednak, w związku z wojną, został zakręcony. I tutaj także za sprawą USA.
Ameryka Trumpa gra na siebie
Stany Zjednoczone zyskują też na innych polach, nie tylko na rynku ropy i paliw. - Amerykanie bardzo mocno zagrali na siebie w wojnie z Iranem. Dla nich konsekwencje są tylko pozytywne. Może oprócz tego, że przeciętny Amerykanin musi płacić ponad cztery dolary za galon benzyny, ale jakoś to przeżyje. To wojna, za którą płaci podatnik. Amerykańskie koncerny naftowe zarabiają czystą gotówkę, a USA stają się coraz poważniejszym graczem na rynku ropy, ale także gazu czy innych surowców, takich jak hel - wskazuje rozmówca Interii.
Dlaczego hel jest ważny? Wykorzystuje się go w przemyśle półprzewodników, a jego unikalne właściwości sprawiają, że trudno o substytut. - Dzisiaj hel z Kataru zastępowany jest przez amerykański - mówi Kostecki.
Widmo reglamentacji paliw
Tymczasem minęły już dwa miesiące od eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, a przepływ przez cieśninę Ormuz wciąż jest blokowany.
- Z dostępnych szacunków wynika, że jeżeli w czasie trzeciego miesiąca konfliktu cieśnina Ormuz wciąż będzie zablokowana - i co za tym idzie paliwa gotowe, jak diesel czy paliwo lotnicze, nie płynęłyby, także do Europy - dojdzie do reglamentacji. Obecnie gramy na czas, cieszymy się z cen, które pozostają niskie dzięki różnym programom wsparcia. Ale to będzie musiało się skończyć. Najbliższe tygodnie będą kluczowe. Najbardziej narażone są linie lotnicze, które już same zaczęły ograniczać siatkę połączeń - wskazuje Kostecki.
Jak mówi ekspert, w czarnym scenariuszu w Europie może dojść do przejęcia modelu azjatyckiego. Co to oznacza?
- Kraje Azji, szczególnie te mniejsze jak Sri Lanka, Tajlandia, Kambodża czy Wietnam, już funkcjonują trochę jak w pandemii - przechodzą na tryb pracy zdalnej, dzieci nie idą do szkoły - wylicza.
Ograniczeń jest więcej.
Paliwo "na kartki", klimatyzatory wyłączone
Na przykład we wspomnianej Kambodży - jak wynika z zestawienia Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IAE) - poza ogólnym wezwaniem do ograniczania zużycia energii, władze nakazują, by w urzędach klimatyzacja była ustawiona na nie mniej niż 24-25 stopni, a pracownicy, jeśli tylko się da, przechodzili w tryb spotkań online.
Podobne restrykcje wprowadzono w Malezji. Z kolei Mjanma w każdą środę wysyła urzędników na pracę zdalną, poza tym wprowadziła racjonowanie paliwa i udogodnienia dla wszystkich, którzy chcą wymienić samochód na elektryczny.
W Nepalu i na Malediwach butle z gazem LPG, wykorzystywane w kuchenkach do gotowania, napełniane są do połowy.
Szerokie ograniczenia wprowadziła też Sri Lanka - paliwo dla samochodów osobowych i motocykli jest racjonowane, mieszkańcy są zachęcani do korzystania ze środków transportu publicznego, a w miarę możliwości do pozostania w domach, w środy zamknięte są urzędy, szkoły i uniwersytety. Temperatura w biurach ma wynosić nie mniej niż 26 stopni Celsjusza, a klimatyzacja ma być wyłączana przynajmniej na 1-2 godzinny dziennie. Najlepiej jednak jakby była zastępowana wentylatorami. Po godz. 21 wyłączane jest oświetlenie billboardów.
W Tajlandii zaś rząd zachęca do chodzenia po schodach zamiast korzystania z windy, wyłączania niepotrzebnych urządzeń, unikania podróży i nieschładzania pomieszczeń do temperatury niższej niż 26 stopni.
Kluczowe cztery tygodnie
Komisja Europejska z końcem kwietnia przedstawiła plan Accelerate EU, który ma zwiększyć odporność państw UE na kryzys paliwowy. Nie mówi on jednak o ograniczeniach konsumpcji, a o koordynacji działań, pobudzaniu inwestycji, wzmacnianiu systemu sieci elektroenergetycznych czy przyspieszeniu przejścia na rodzimą czystą energię.
Także działania podejmowane do tej pory przez europejskie kraje nie przyjmują jak do tej pory formy oszczędzania, a raczej wsparcia konsumenta.
To jednak może się zmienić, a wszystko zależy od sytuacji w cieśninie Ormuz i tego, czy Stany Zjednoczone dogadają się z Iranem.
- Jeśli Ormuz się nie odblokuje, będziemy mieli globalny kryzys paliwowy. Zakładam, że do tego nie dojdzie, bo sytuacja wyglądałaby wówczas jak w filmie Mad Max. Czasu jednak zostało niewiele. Jeśli nic się nie zmieni przez najbliższe cztery tygodnie, w Europie może dojść do awaryjnych cięć konsumpcji - kwituje Kostecki.













