Uderzenie Iranu wywołało spekulacje. Arabowie wściekli, media pełne obaw
Irańska rakieta uderzyła w centrum osady na północy Izraela, zamieszkiwanej przez ludność arabską. Kolejne alarmy i spekulacje społeczne pogłębiają podziały w kraju. Sytuacja staje się coraz bardziej nieprzewidywalna, a obywatele obawiają się, że konflikt potrwa jeszcze długo.

W skrócie
- Irańska rakieta trafiła w centrum arabskiej osady Zarzir, raniąc ponad 50 osób. Naruszone zostało także 300 budynków.
- W mediach społecznościowych pojawiły się pytania o ochronę arabskich mieszkańców przez izraelskie systemy obrony oraz spekulacje, dotyczące skutków uderzenia.
- Izraelskie media podkreślają, że militarnie nie zostaną wyeliminowani ani Hezbollah, ani Iran, a konflikt wpływa na sytuację na całym Bliskim Wschodzie.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Syreny alarmowe w Jodfat, miejscowości 30 km od granicy z Libanem obudziły mnie około drugiej w nocy. Szybki bieg do bezpiecznego pomieszczenia i odgłosy wybuchów. Bliskie.
Po trzech sygnałach alarmowych, oznaczających ostrzał rakietowy, wszedłem na taras domu, stojącego na wzgórzu. Brak dymu oznacza, że nikt tu nie ucierpiał.
Izrael po ataku Iranu. 50 rannych, 300 uszkodzonych domów
Skalę zniszczenia pokazał poranek. O wiele mniej szczęścia mieli mieszkańcy Zarzir - miejscowości położonej zaledwie 10 km od Jodfat. Irańska rakieta uderzyła w centrum osady, zamieszkiwanej przez ludność arabską.
Przy jednym z domów widać krater. Drzwi białego auta wgniecione są tak, jakby trafił w nie ogromny głaz.

Izraelskie władze podają, że rannych zostało ponad 50 osób. Uszkodzonych jest 300 domów. To kolejny dowód na to, że ataki są tak intensywne, że części rakiet nie jest w stanie przechwycić "żelazna kopuła" - zaawansowany system obrony powietrznej Izraela.
Wybuch w arabskiej miejscowości, otoczonej przez miejscowości żydowskie, w mediach społecznościowych podsyca jednak złowrogie emocje.
Bliski Wschód. Czy Izrael na wojnie chroni też Palestyńczyków?
Pytania o to, czy "żelazna kopuła" chroni też arabskie osiedla, widać niemal wszędzie. Izraelskie media już studzą emocje. Piszą, że w Zarzir są tylko lekko ranni od szrapneli. Że intensywność ataków narasta, a Iran od dwóch dni koordynuje ostrzał z Hezbollahem.
Pojawiają się jednak informacje, że w władze miejscowości miały ograniczać budowę nowych domów. Na przystanku autobusowym w drodze do Jerozolimy spotykam Jael. Rozmawiamy o ostatniej nocy i pojawiających się wątpliwościach.
Zagrożenie jest takie samo dla nas, Żydów jak i Arabów w Izraelu. Rakiety nie wybierają. Sam widzisz, ile alarmów było w ostatnich dniach. Falami słychać huk zbijanych pocisków. Potrafisz je zliczyć? Ja nie
Nie dziwi się, kiedy pytam o spekulacje w mediach społecznościowych. - Nie, nie dziwi mnie to. Nawet rozumiem, że w takiej sytuacji jak obecnie, ktoś może powiedzieć, że Izrael specjalnie przepuścił irańską rakietę. Palestyńczycy obwiniają nas o wszystko. Ale to w Bet Szemesz zginęli ludzie - przypomina i dodaje, że w teorie o "przepuszczeniu" rakiety nie wierzy.
Nie wierzy też arabski sklepikarz w pobliskim Karmielu, choć tłumaczy mieszkańców Zarzir, którzy wierzą, że to nie przypadek. - To stres. Jest wojna. Jak wybucha rakieta, to musisz to sobie jakoś wytłumaczyć - mówi.
Do Zarzir nie uda mi się wjechać. Od rana na miejscu pracuje wojsko i izraelskie służby, które badają dokładnie, co wybuchło i spowodowało takie zniszczenia. Bo dla Izraela - pomimo intensywności ataków - to sytuacja niezwyczajna.
Bliski Wschód. Kto kłamie
Po dwóch tygodniach wojny w izraelskich mediach zaczyna być nerwowo. Określany jako centro-prawicowy dziennik "Israel Hayom" w komentarzu redakcyjnym przestrzega dziś przywódców operacji przeciwko Iranowi i Hezbollahowi.
"Nie popełnijcie tych błędów" - grzmi tytuł. Jakich? Operacja wojskowa w Libanie musi być poparta planem z konkretnymi celami. W Iranie Izrael zaś musi zweryfikować swoje oczekiwania, co do zmiany reżimu.
To mocne słowa, biorąc pod uwagę deklaracje sprzed dwóch tygodni o zniszczeniu reżimu ajatollahów.
Dalej jest jednak jeszcze ostrzej. "Hezbollah nie zostanie wyeliminowany militarnie, tak jak militarnie nie zniknął Hamas i nie zniknie Iran. Każdy, kto obiecuje takie rezultaty, kłamie lub wprowadza w błąd" - czytamy w gazecie.
Wojna na rozdrożu
Wojna, która w założeniu miała zniszczyć reżim w Iranie, rozlała się po całym Bliskim Wschodzie. Skutki zamknięcia cieśniny Ormuz odczuwalne są już na całym świecie. Niecierpliwią się Chiny, kraje Zatoki Perskiej i sam Donald Trump.
Izrael twierdzi, że operacja wymierzona w Iran i Hezbollah konsultowana jest z Amerykanami. Tak też twierdził amerykański prezydent. Jego wypowiedzi, że wszystko idzie zgodnie z planem, tu - na Bliskim Wschodzie - trudno brać na serio. Bo jaki jest ten plan?
Amerykanie twierdzą, że zniszczyli obronę powietrzną Iranu, przetrzebili marynarkę wojenną i uszkodzili instalacje, mogące posłużyć do produkcji broni jądrowej. Nikt nie wie jednak, jakie zasoby rakiet i dronów miał Iran. Czy po ubiegłorocznej wojnie dwunastodniowej tamtejsze fabryki nie pracowały ze zdwojoną mocą.
Arabska część izraelskiej ulicy - taki pogląd słyszę nie raz od początku wojny - ma swoje zdanie na ten temat: "Amerykanie dali się wykorzystać Izraelowi, który ma własne cele w tej wojnie". To oczywiście gdybanie przerażonych wizją długotrwałego konfliktu.
Po dwóch tygodniach wojny Iran, jako państwo, nie załamało się. Działa i atakuje. Zaminowało nawet część cieśniny Ormuz. O zwracaniu wolności Irańczykom nawet nikt nie wspomina.
Kiedy kończę pisać ten tekst przelatuje nade mną eskadra izraelskich myśliwców. Każda ze stron codziennie zapowiada intensyfikację ataków. Co będzie punktem krytycznym tej wojny? Wizja operacji lądowej Amerykanów w Iranie oddala się. Przybliża wizja 200 dol. za baryłkę ropy.
Z Karmiel w północnym Izraelu, Tomasz Sajewicz













