Trump ma pięć opcji, żadna nie jest idealna. Problemy z uderzeniem na Iran
Po udanej operacji wojskowej w Wenezueli Donald Trump chce kolejnego militarnego sukcesu, tym razem w Iranie. Rzecz w tym, że interwencja na Bliskim Wschodzie rodzi dużo więcej problemów i ryzyk niż pojmanie Nicolasa Maduro i jego żony. Nieoficjalne informacje z otoczenia amerykańskiego prezydenta mówią, że ma on na stole do wyboru pięć scenariuszy.

W skrócie
- Donald Trump rozważa pięć scenariuszy, dotyczących potencjalnej interwencji w Iranie.
- Opcje obejmują atak z powietrza, ostrzał rakietowy, likwidację najwyższego irańskiego przywódcy, atak cybernetyczny oraz nowe sankcje gospodarcze.
- Każde z rozwiązań wiąże się z poważnymi problemami i ryzykiem, a także nie gwarantuje osiągnięcia celów administracji USA.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
- Powiedziałem bardzo jasno, że jeśli zaczną zabijać ludzi tak, jak robili to w przeszłości, wejdziemy do gry - przekazał dziennikarzom w Białym Domu 9 stycznia Donald Trump. - Uderzymy bardzo mocno tam, gdzie ich zaboli. Nie oznacza to interwencji lądowej, ale uderzymy ich bardzo, bardzo mocno tam, gdzie zaboli. Nie chcemy, żeby tak się stało - doprecyzował.
Irański reżim nie pozostaje dłużny, jeśli chodzi o buńczuczne zapowiedzi. Teheran podkreślił, że w razie jakiegokolwiek amerykańskie ataku weźmie na cel wszelkie obiekty i wszelki personel Stanów Zjednoczonych w regionie. Władze Iranu zaznaczyły też, że irański naród jest twardy i nieugięty i nie przestraszy się amerykańskich gróźb. Z nieoficjalnych informacji w Waszyngtonie wynika jednak, że publiczne wypowiedzi swoją drogą, a kanałami dyplomatycznymi Iran mimo wszystko próbuje zmniejszyć napięcie w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi.
- Myślę, że prezydent Trump jest bardzo dobry w tym, że zawsze ma wszystkie możliwe opcje na stole, a naloty byłyby jedną z wielu możliwości, które rozważa naczelny dowódca - tak stan gry w relacjach z Iranem skomentowała 12 stycznia w rozmowie z dziennikarzami rzeczniczka prasowa Białego Domu. - Dyplomacja jest zawsze opcją numer jeden dla prezydenta - podkreśliła Karoline Leavitt.
Jeśli dyplomacja zawiedzie albo amerykański prezydent uzna, że potrzebuje kolejnego po Wenezueli pokazu siły i politycznego sukcesu, ma na stole szereg opcji. Rzecz w tym, że żadna nie jest idealna i nie gwarantuje osiągnięcia wszystkich celów Białego Domu. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że zarówno politycy w Waszyngtonie, jak i dowódcy na Bliskim Wschodzie mają bardzo niewiele czasu na zaplanowanie operacji przeciwko Iranowi. Co zatem jest w grze?
Scenariusz numer jeden: atak z powietrza
Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem ze strony Stanów Zjednoczonych jest atak z powietrza. Rozwiązaniem dobrze przetestowanym w przypadku Iranu. Nie dalej jak w czerwcu ubiegłego roku Amerykanie przeprowadzili naloty na instalacje kluczowe dla irańskiego programu jądrowego.

Tym razem w Białym Domu i Pentagonie też mówi się przede wszystkim o wykorzystaniu amerykańskiego lotnictwa. Celem uderzenia miałyby być kierownictwo, obiekty, zakłady przemysłowe i magazyny irańskiej armii, jak również placówki służb specjalnych, które w głównej mierze odpowiadają za pacyfikację trwających od końcówki grudnia antyrządowych protestów.
W przypadku użycia sił powietrznych problemy są jednak dwa. Pierwszy jest taki, że Amerykanie nie mają w tym momencie na Bliskim Wschodzie żadnego lotniskowca, a ewentualna relokacja zajęłaby zbyt wiele czasu. Musieliby skorzystać ze swoich oraz sojuszniczych baz w regionie. To natomiast oznaczałoby również konieczność ich późniejszej ochrony przed atakiem odwetowym ze strony Iranu. Drugi problem to kwestia rozróżnienia celów wojskowych i cywilnych, a także niepewność, czy uderzenie z powietrza wymiernie pomogłoby protestującym w osiągnięciu ich celów.
Scenariusz numer dwa: ostrzał rakietowy
Bardziej uzupełnieniem niż alternatywą dla wykorzystania lotnictwa jest też atak z użyciem pocisków dalekiego zasięgu. To właśnie kombinacja tych dwóch rozwiązań pozwoliła w czerwcu zadać dotkliwe ciosy irańskiemu programowi jądrowemu.
Problem jest jednak podobny co w punkcie powyżej - zmniejszona obecność amerykańskiej marynarki wojennej w rejonie Zatoki Perskiej. To oznacza, że atak musiałby wyjść z amerykańskich baz w regionie, które potem byłyby narażone na irańskie kontruderzenie. Druga wada tego pomysłu to możliwość nieprecyzyjnego oznaczenia celów i narażenia na szwank życia irańskich cywilów.
Scenariusz numer trzy: likwidacja Alego Chameneiego
Zapowiadając amerykańską interwencję w Iranie Donald Trump nie omieszkał zagrozić najwyższemu irańskiemu przywódcy - Alemu Chameneiemu. Miałby go spotkać los dużo gorszy niż wywiezionego siłą z kraju wenezuelskiego dyktatora Nicolasa Maduro. Administracja Trumpa liczy, że pozbycie się Chameneiego zatrzęsłoby całym systemem władzy w Iranie i ułatwiło jego obalenie. Opcja likwidacji czołowej figury irańskiego reżimu ma jednak sporo minusów.
Powiedziałem bardzo jasno, że jeśli zaczną zabijać ludzi tak, jak robili to w przeszłości, wejdziemy do gry. Uderzymy bardzo mocno tam, gdzie ich zaboli
Po pierwsze, Chameneiego próbował w ubiegłym roku zlikwidować Izrael, który w tego rodzaju celowanych operacjach odniósł w ostatnim czasie mnóstwo sukcesów, eliminując swoich przeciwników m.in. z Hamasu i Hezbollahu. Tym razem Tel Awiw musiał obejść się smakiem i przełknąć gorycz porażki. Szanse na powodzenie takiej operacji w wykonaniu Amerykanów już na starcie byłyby ograniczone.
Po drugie, założenie, że cały stworzony w Iranie system władzy opiera się wyłącznie, albo choćby głównie, na Chameneim jest mocno optymistyczne. Już przed konfliktem z Izraelem, gdy irański przywódca był celem numer jeden, Chamenei wyznaczył trzech potencjalnych następców, którzy w razie jego śmierci mieliby przejąć władzę i zapewnić ciągłość funkcjonowania reżimu. To oznacza, że irański system jest dużo stabilniejszy i ugruntowany, niż na pozór mogłoby się wydawać. Eliminacja Chameneiego byłaby natomiast dla Waszyngtonu pyrrusowym zwycięstwem.
Po trzecie, zabicie przywódcy obcego państwa i to bez wypowiadania mu wojny - Trump wszelkie interwencje przeprowadza w ramach własnych kompetencji konstytucyjnych, nie prosząc o zgodę Kongresu - wywołałoby olbrzymie reperkusje i stworzyło bardzo niebezpieczny precedens na arenie międzynarodowej. Amerykanie obróciliby przeciwko sobie całe Globalne Południe, a i wśród sojuszników mogliby nie znaleźć dla swoich działań poparcia. Wreszcie ryzykowaliby, że taka operacja zjednoczy Irańczyków wokół władzy wobec ewidentnej napaści ze strony zewnętrznego wroga. To byłoby natomiast kompletnie wbrew interesom i celom administracji Trumpa.
Scenariusz numer cztery: precyzyjny atak cybernetyczny
Opcją dużo mniej inwazyjną i niepociągającą za sobą tak poważnych skutków jest precyzyjny atak cybernetyczny. Jednak nawet w Białym Domu i Waszyngtonie nie są pewni, co miałoby być obiektem takiego uderzenia. Instytucje rządowe? Obiekty wojskowe? Infrastruktura krytyczna? Z nieoficjalnych informacji z otoczenia Donalda Trumpa wynika, że nie ma co do tego zgody.

Jednym z dominujących pomysłów jest przywrócenie Irańczykom dostępu do wyłączonego niemal tydzień temu w całym kraju internetu. Jednak nawet amerykańscy eksperci zauważają, że trudno byłoby tego dokonać wyłącznie zdalnie, bez fizycznego dostępu do odpowiadającej za to infrastruktury. Alternatywą jest skierowanie w region Bliskiego Wschodu należących do Elona Muska satelitów Starlink i zapewnienie dostępu do internetu na podobnej zasadzie, jak od czterech lat odbywa się to w Ukrainie. Do tego nie byłyby jednak potrzebne siły zbrojne Stanów Zjednoczonych.
Scenariusz numer pięć: sankcje na liderów reżimu i wybrane sektory irańskiej gospodarki
Swego rodzaju opcją minimum jest przyjęcie i wdrożenie nowego pakietu sankcji wobec kluczowych obszarów irańskiej gospodarki (m.in. energetyki i sektora bankowego) oraz czołowych postaci irańskiego reżimu. Problem z sankcjami jest jednak taki, że prędzej czy później odbijają się na jakości życia całego społeczeństwa, nierzadko bardziej niż przedstawicieli reżimu, których miały dotknąć.
Waszyngton chciałby tego uniknąć, bowiem trwające, antyrządowe demonstracje swoje źródło mają właśnie w zapaści irańskiej gospodarki, dewaluacji waluty, drastycznego wzrostu cen i odczuwalnego spadku poziomu życia.
Łukasz Rogojsz













