Ślepe apele Trumpa i Netanjahu. "Reżim zmiażdżyłby własnych obywateli"
Donald Trump zapowiada potężne ataki na Iran i zakończenie wojny w ciągu dwóch-trzech tygodni. - Strategia amerykańska jest nieskuteczna, bo ataki na cywilów nie wzruszają reżimu - ocenia dr Mateusz Kłagisz, iranista z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Rozmówca Interii odpowiada też na pytanie, w co jeszcze mogą uderzyć agresorzy i czy zwykli Irańczycy postawią się reżimowi.

W skrócie
- Donald Trump zapowiedział potężne ataki na Iran i zakończenie wojny w ciągu dwóch-trzech tygodni, grożąc uderzeniami w irańskie elektrownie.
- Dr Mateusz Kłagisz z Uniwersytetu Jagiellońskiego ocenia, że strategia amerykańska jest nieskuteczna i reżim Iranu nie ugiąłby się pod presją ataków na cywilów.
- Apele Binjamina Netanjahu i Donalda Trumpa, by Irańczycy sprzeciwili się reżimowi, są według dr Kłagisza pomyłką, ponieważ reżim brutalnie tłumi wszelkie protesty.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
- Z pomocą Boga wszechmogącego, ta wojna będzie kontynuowana do czasu waszego upokorzenia, pohańbienia, całkowitego i pewnego pożałowania i kapitulacji - powiedział Ebrahim Zolfaqari, rzecznik jednolitego dowództwa sił zbrojnych Iranu, cytowany przez irańską agencję Tasnim.
W ten sposób Iran zareagował na orędzie Donalda Trumpa, w którym prezydent USA groził, że jeśli nie dojdzie do porozumienia z władzami w Teheranie, to "uderzymy bardzo mocno w każdą z irańskich elektrowni, prawdopodobnie jednocześnie".
- Mamy wszystkie karty, oni nie mają żadnych. W ciągu następnych dwóch-trzech tygodni będziemy mocno uderzać w Iran. Powróci do epoki kamienia łupanego. Tam, gdzie jego miejsce - mówił amerykański prezydent.
Wojna w Iranie. USA zaatakują elektrownie?
Po orędziu Donalda Trumpa kluczowe pozostaje jedno pytanie - czy amerykański prezydent ciągle będzie parł do uderzenia na elektrownie jądrowe Iranu.
Na początku konfliktu był to najczęściej powtarzany argument i wskazywany cel Amerykanów. W ostatnim przemówieniu jednak ten wątek nie był zbyt mocno uwypuklony.
- To przemówienie nic nowego nie wniosło. Trump powtórzył wszystko, co mówił do tej pory, ale w nowej konfiguracji - przekonuje w rozmowie z Interią iranista z UJ dr Mateusz Kłagisz.
- Nie wyjaśnił jasno powodów, dla których zdecydował się na atak na Iran. Nagle zmienił zdanie w sprawie cieśniny Ormuz - to już nie jest sprawa amerykańska, bo USA mają ropy i gazu pod dostatkiem. Mówił, że osiągnął już praktycznie wszystkie cele, ale one przecież ciągle się zmieniały. W ogóle nie wspomniał o 15-punktowym planie pokojowym. Nie wypowiedział się na temat żądań irańskich. Mówił, że w ciągu dwóch-trzech tygodni ta wojna się zakończy - ale dwóch czy trzech? Dla mnie, iranisty, ta wypowiedź wcale nie jest uspokajająca i porządkująca wiedzę, ale wprowadzająca dalszy chaos. Złośliwie powiem, że jestem przyzwyczajony do tego, że Donald Trump w ten sposób działa - wskazuje rozmówca Interii.
Atak na irańskie elektrownie jądrowe - zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami - miałby nastąpić 6 kwietnia. Iran posiada jedną aktywną elektrownię jądrową o mocy 1000 megawatów, która została uruchomiona z pomocą Rosji w Buszechrze. W budowie są natomiast kolejne obiekty, bo Iran - przed atakiem izraelsko-amerykańskim - dążył do wyprodukowania 20 tys. megawatów energii jądrowej do 2041 roku.
Bliski Wschód. Co mogą zaatakować USA?
Czy to jedyne punkty, które znalazły się na celowniku amerykańskich rakiet?
- Do tej pory mieliśmy uderzenia w infrastrukturę cywilną. Zbombardowano magazyn naftowy pod Teheranem, co spowodowało mikro-katastrofę ekologiczną, a czarny dym spowijał stolicę. Są też uderzenia w infrastrukturę zapewniającą wodę pitną. Iran jest krajem pustynnym i półpustynnym z wydrenowanymi zasobami wodnymi. Niszczenie tego typu infrastruktury jest uderzeniem w ludność cywilną. A to w żaden sposób nie mieści się w ramach tej i tak nieakceptowalnej prawnie agresji izraelsko-amerykańskiej na Iran - przypomina dr Kłagisz.
Ataki na infrastrukturę cywilną Iranu mają sprawić, w opinii agresorów, że Teheran ugnie się pod rosnącą presją. - Tylko Trump albo nie zna Iranu, albo jego doradcy źle mu podpowiadają. Przywódcy reżimu to ludzie, którzy będą przede wszystkim bronić swojego systemu, nawet kosztem własnych obywateli. Reżim nie będzie oglądał się więc na koszty społeczne w walce o zachowanie władzy. Dlatego też strategia amerykańska jest nieskuteczna, bo ataki na cywilów nie wzruszają reżimu - nie ma wątpliwości iranista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Irańczycy w potrzasku. Wyjdą na ulice?
Czy jednak rosnące niezadowolenie Irańczyków, a także pogarszająca się z dnia na dzień sytuacja ludności cywilnej sprawi, że obywatele tego państwa wyjdą na ulicę i zaczną protestować? A jeśli tak, kto byłby adresatem protestów - obecne władze państwowe czy może agresorzy?
- Iran w ostatnich latach zainwestował masę pieniędzy, ale nie w społeczeństwo tylko w projekty zewnętrzne. Irańczycy mogą mieć pretensje do władzy, że zainwestowano w obcych, a nie w nich - uważa dr Kłagisz.
- Nie sądzę, by społeczeństwo irańskie wyszło na ulice. Masowe protesty z grudnia 2025 i stycznia 2026 zostały bardzo brutalnie spacyfikowane. Odkąd trwa wojna słychać przekaz, że jakiekolwiek formy protestu będą uznawane za zdradę. Irańczycy są i tak wszystkim bardzo zmęczeni. W dodatku te protesty na przełomie roku zostały brutalnie zdławione. Było widać furię po stronie reżimu, który jest gotowy, by kosztem społecznym utrzymać się u władzy - przekonuje dr Kłagisz.
Tymczasem raz po raz Binjamin Netanjahu i Donald Trump zachęcają zwykłych Irańczyków, by ci postawili się reżimowi. - Apele Netanjahu i Trumpa, by Irańczycy zaprotestowali, to jakieś koszmarne pomyłki. Bezbronni nie staną przeciwko świetnie zorganizowanemu i uzbrojonemu aparatowi państwowemu. To nawet nie jest zderzenie Dawida z Goliatem, bo dysproporcja sił jest znacznie większa. Reżim zmiażdżyłby własnych obywateli - nie zostawia złudzeń dr Kłagisz.
Łukasz Szpyrka














