Polacy utknęli na Malediwach. "Mąż zachorował, wysłali go do szamana"
- Na miejscu zaczyna brakować leków, mleka dla dzieci. Ceny w hotelach gwałtownie rosną, ludzie śpią na lotnisku, ale nie mają żadnej gwarancji, że gdziekolwiek uda im się polecieć - słyszymy od Polaków, którzy utknęli na Malediwach. - Sytuacja robi się bardzo poważna, nie mamy tu żadnej pomocy. Mój mąż zachorował, odesłano go do szamana - mówi w rozmowie z Interią Martyna Ruśkiewicz.

Spis treści:
- Polacy utknęli na Malediwach. Wojna odcięła drogę do domu
- Wojna eskaluje, możliwości się kurczą
- Polacy na Malediwach apelują do premiera: Realne zagrożenie dla życia lub zdrowia
- PLL LOT: Nie wykluczamy, że pojawią się dodatkowe loty
Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie spowodowała globalną dezorganizację w ruchu lotniczym. Wielu podróżnych utknęło także w miejscach, które nie są bezpośrednio dotknięte wojną - spotkało to między innymi Polaków na Malediwach.
Choć Polska wysłała na Malediwy i Sri Lankę samolot LOT-u, zabierze on jedynie tych, którzy wyjechali tam z biurami podróży.
Osoby, które podróżowały samodzielnie, indywidualnie kupując bilety lotnicze i organizując noclegi we własnym zakresie - alarmują, że nie mają czym wrócić do domu.
Czytaj też: Polacy utknęli na Bliskim Wschodzie. Kilkaset osób czeka na powrót z Dubaju
Polacy utknęli na Malediwach. Wojna odcięła drogę do domu
Jak słyszymy od przebywających na miejscu Polaków, sytuacja robi się poważna m.in. ze względów zdrowotnych.
- Mimo wykupionego bardzo wysokiego ubezpieczenia zdrowotnego, nie mamy tu żadnej pomocy medycznej, apteka jest niedostępna. Mój mąż zachorował, odesłano go do szamana - relacjonuje w rozmowie z Interią Martyna Ruśkiewicz. Małżeństwo poleciało na Malediwy w podróż poślubną, wyjazd planowali z półrocznym wyprzedzeniem.
Kobieta podkreśla, że przebywający na miejscu Polacy starają się wpierać nawzajem i sobie pomagać.
- Wielu osobom kończą się zapasy leków na nadciśnienie, tarczycę czy cukrzycę, więc ludzie próbują się wymieniać lekami, ale także mlekiem dla dzieci. Na miejscu są rodziny z niemowlętami i przynajmniej kilkanaście kobiet w ciąży - mówi.
Skąd to wie? Polacy, którzy utknęli na Malediwach, utworzyli grupę na WhatsAppie. Jak wskazuje mąż pani Martyny, Mateusz Ruśkiewicz, na wspólnym czacie jest około 150 osób. Wymieniają się tam informacjami dotyczącymi lotów czy wiadomościami od wydziału konsularnego ambasady RP w New Dehli.
Te do tej pory nie są dla nich optymistyczne - rząd nie organizuje lotu powrotnego do Polski z regionu Azji Południowo-Wschodniej. "Jeśli kontakt z linią lotniczą/biurem podróży jest utrudniony, proszę o wykupienie biletu na własną rękę z pominięciem tranzytu przez porty lotnicze na Bliskim Wschodzie" - taką wskazówkę dostała jedna z osób szukających pomocy w konsulacie.
Wojna eskaluje, możliwości się kurczą
Jak jednak słyszymy, kupienie biletu powrotnego na własną rękę graniczy dziś z cudem. Do tego dochodzi problem z komunikacją. - Odbijamy się od chatbota do chatbota. Oznacza to, że w kryzysowej sytuacji jesteśmy nie tylko bez pomocy, ale bez możliwości realnego kontaktu - mówi Interii Mateusz Ruśkiewicz.
Razem z żoną praktycznie nieustannie sprawdza możliwe połączenia. Możliwości się kurczą, bo coraz więcej krajów jest dotkniętych konfliktem.
- Rozważaliśmy podróż przez Azerbejdżan, ale dziś pojawiła się informacja, że niedaleko tamtejszego lotniska spadł irański dron. Najbliższy lot bezpośrednio do Europy, na jaki udało nam się znaleźć bilety, jest za dwa tygodnie. Koszt to około 10 tys. zł za jedną osobę - wskazuje i dodaje, że sytuacja i dostępność biletów dynamicznie się zmieniają, a ceny skaczą. Jego żona przyznaje, że jest całą sytuacją przerażona.
Polacy na Malediwach apelują do premiera: Realne zagrożenie dla życia lub zdrowia
Zdesperowani Polacy piszą nie tylko do ambasady, ale też do prezydenta, premiera i ministra spraw zagranicznych. Proszą o pomoc w zorganizowaniu powrotu do Polski, zwracając uwagę na pogarszającą się sytuację, szczególnie zdrowotną.
- Jeżeli pomoc nie nadejdzie szybko, istnieje realne zagrożenie dla życia lub zdrowia niektórych osób - mówi Zofia Pietrzak-Chyła. W imieniu Polaków, którzy nie mogą wydostać się z Malediwów, nagrała specjalny apel do premiera Donalda Tuska:
PLL LOT: Nie wykluczamy, że pojawią się dodatkowe loty
Pytanie o loty dla indywidualnych podróżnych zadaliśmy bezpośrednio w Polskich Liniach Lotniczych LOT.
- Analizujemy dodatkowe możliwości, natomiast na tę chwilę mamy zaplanowane rejsu dla biur podróży i dla turystów, którzy z tymi biurami podróży polecieli. Będziemy informować na bieżąco, bo analizujemy różne opcje - powiedział w rozmowie z Interią Krzysztof Moczulski, rzecznik PLL LOT.
- Nie wykluczamy, że pojawią się jakieś dodatkowe loty ponad to, co dotychczas komunikowaliśmy. Kiedy? Przypuszczam, że na początku przyszłego tygodnia - dodał.
AKTUALIZACJA:
Jak dowiaduje się Interia, części osób, które do tej pory bezskutecznie próbowały wydostać się z Malediwów, udało się skorzystać z oferty PLL LOT i kupić bilet na dodatkowy lot za 4900 zł za osobę. Polskie linie lotnicze po południu ogłosiły, że na dodatkowych rejsach odbywających z Colombo i Male do Warszawy w dniu 10.03 "w miarę dostępności, zaoferowane zostaną miejsca dla turystów indywidualnych".
Justyna Kaczmarczyk
(justyna.kaczmarczyk@firma.interia.pl)
Rozwój sytuacji w związku z wojną w Iranie dziennikarze Interii relacjonują na żywo TUTAJ. Najnowsze i najważniejsze informacje znajdziesz w raporcie specjalnym BLISKI WSCHÓD.












