"Niepożądane skutki uboczne" dla Rosji. Ukraina może wygryźć Putina z kluczowego regionu
Choć wojna w Iranie przynosi Rosji wymierne korzyści, w ujęciu długoterminowym to Ukraina może wyjść z tej sytuacji zwycięsko - analizuje "Financial Times". Chodzi o wsparcie militarne i relacje, które Kijów buduje z państwami Zatoki Perskiej. Choć te stosunków z Rosją szybko zerwać nie mogą, coraz bardziej zależeć będzie im, by Ukraina przetrwała. Powodów do zmartwień Kreml ma więcej.

W skrócie
- Rosja odniosła korzyści z konfliktu USA i Izraela z Iranem, ale wojna na Bliskim Wschodzie wpłynęła negatywnie na jej pozycję w regionie w ujęciu długoterminowym.
- Kraje Zatoki Perskiej nawiązały współpracę z Ukrainą w sprawach bezpieczeństwa i technologii, choć nadal utrzymują powiązania gospodarcze z Rosją w ramach OPEC+.
- Pakistan został pośrednikiem między USA a Iranem, a ofertę Rosji w tej sprawie pominięto.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Rosja w konflikcie USA i Izraela z Iranem odniosła wymierne korzyści - zauważa "Financial Times", wskazując na dochody z ropy naftowej czy niedobory sprzętowe Ukrainy oraz samą sytuację Amerykanów, którzy grzęzną na Bliskim Wschodzie.
Jednocześnie jednak, zdaniem autorki Hanny Notte, wojna na Bliskim Wschodzie miała dla Władimira Putina też "niepożądane skutki uboczne". Chodzi o pozycję Ukrainy w regionie. Kijów wykorzystał moment, gdy kraje Zatoki Perskiej nie były przygotowane, by radzić sobie z dronowymi atakami Teheranu i zwróciły się do Ukraińców o pomoc.
Ukraina, ustami prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, szybko zareagowała na ten apel, pokazując swoje doświadczenie i potencjał. "Stanowi to kolejny cios dla Rosji, która odnotowała osłabienie swojej pozycji na Bliskim Wschodzie" - czytamy.
Kijów zaoferował pomoc sprzętową i wiedzę swoich ekspertów, ale i szkolenia czy technologię w zamian za wsparcie dyplomatyczne i umowy energetyczne. Zdaniem autorki to konkretne fundamenty pod budowę przyszłych partnerstw. Tym bardziej, że kraje Zatoki Perskiej spodziewają się, że zagrożenie ze strony Iranu, nawet po wojnie, nie zniknie.
Wojna w Iranie. Skomplikowana gra o wpływy Rosji i Ukrainy na Bliskim Wschodzie
"FT" zwraca jednak uwagę, że mimo to państwa regionu na przestrzeni lat zbudowały z Rosją rozległe powiązania gospodarcze w ramach m.in. organizacji OPEC+, do której przynależy Rosja. Konkurować muszą także w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, gdzie Moskwa niedawno zablokowała rezolucję wzywającą do podjęcia działań w celu otwarcia cieśniny Ormuz.
"Złożone interesy wyjaśniają, czemu państwa Zatoki Perskiej powstrzymują się od krytykowania Kremla - mimo dowodów, że ten pomaga Iranowi, np. danymi operacyjnymi" - podkreśla "FT".
Zdaniem autorki państwa regionu muszą utrzymywać kontakty z Moskwą, by móc interweniować np. tak jak wtedy, gdy w 2024 roku Arabia Saudyjska przekonała Rosję do nieprzekazywania bojownikom Huti rakiet.
Mimo że kraje Zatoki Perskiej muszą w pewnym sensie lawirować w stosunkach z Rosją, ich nowe relacje z Ukrainą będą się pogłębiać i ewidentnie nie są Kremlowi na rękę - czytamy.
Rosja pominięta w sprawie negocjacji USA - Iran. Ukraina buduje pozycję
Drugi wątek, na który gazeta zwraca uwagę, to propozycja roli mediatora w konflikcie. Choć Kreml zaoferował, że może odegrać tę rolę, pośrednikiem między USA a Iranem został Pakistan.
Na słabszej pozycji Moskwy, choć z nią państwa regionu dalej muszą się liczyć, najmocniej korzysta Ukraina. Coraz więcej krajów bowiem ma interes w tym, by Ukraina przetrwała.
"Choć wojna USA i Izraela z Iranem przynosi Rosji krótkoterminowe korzyści, Ukraina może odnieść większe w ujęciu długoterminowym" - podsumowała autorka.
Tymczasem Zjednoczone Emiraty Arabskie - jeden z największych sojuszników w regionie ogłosiły, że od 1 maja 2026 roku wycofują swoje członkostwo z Organizacji Krajów Produkujących Ropę Naftową (OPEC) oraz w OPEC+.
Suhail Mohamed al-Mazrouei opisał dla agencji Reutera, że wycofanie się z OPEC+, to "decyzja polityczna, którą podjęto po dokładnej analizie obecnej i przyszłej polityki związanej z poziomem produkcji".
Źródła: "Financial Times", Reuters












