Iran nie może uderzyć z całą mocą. Analityk wskazuje, co ukryli pod ziemią
Iran nie może wykorzystać w pełni potencjału skrywanego głęboko pod ziemią. - To sieć całych miasteczek, które bardzo trudno wykryć i zniszczyć bronią konwencjonalną - mówi Interii podpułkownik rezerwy Maciej Korowaj. Analityk kreśli plan, jaki na wyniszczenie reżimu ma koalicja USA-Izrael i wskazuje, co będzie warunkiem zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie.

Spis treści:
- Iran i jego sekretne "podziemne miasteczka"
- Iran ma ogromne rakiety, ale...
- Scenariusz nuklearny? "Tylko w jednym przypadku"
- Ataki na Iran. Ekspert o strategii koalicji USA-Izrael
- Ile potrwa wojna na Bliskim Wschodzie?
W rejonie Zatoki Perskiej nie ustaje deszcz rakiet. Od soboty trwa wymiana ognia pomiędzy Iranem oraz koalicją Izrael-USA.
Posiadane przez tych drugich środki rozpoznania, lotnictwo i obrona przeciwrakietowa utrudniają Iranowi skuteczny odwet, który koncentrował się dotychczas na Izraelu (200 pocisków) i bazach sił USA w krajach Zatoki Perskiej (ok. 300-400 pocisków). Jednocześnie Iran używa dronów przeciwko infrastrukturze cywilnej państw Zatoki - analizuje Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM).
- Iran jest dziś pod dużą presją militarną. Intensywność ostrzałów nie pozwala mu na użycie całego potencjału, czyli wystrzelenie zmagazynowanych rakiet - mówi Interii podpułkownik rezerwy i analityk wojskowy Maciej Korowaj.
Iran i jego sekretne "podziemne miasteczka"
Ekspert zwraca uwagę na to, co Iran skrywa głęboko pod ziemią. Chodzi o owiane tajemnicą "podziemne miasta". To potężne bazy wojskowe wraz z magazynami, w których można nie tylko składować rakiety, ale i je produkować.
- To sieć całych miasteczek, które bardzo trudno wykryć i zniszczyć bronią konwencjonalną, m.in. biorąc pod uwagę geologię Iranu i fakt, jak duże to państwo - tłumaczy.
To tam Iran skrywa swój potencjał rakietowy. I to te "miasteczka" koalicja izraelsko-amerykańska pragnie zniszczyć. Jednak w przypadku punktowych ataków jest to trudne, zwłaszcza że reżim pilnie strzeże tajemnic związanych z położeniem sieci magazynów.
Jak wskazuje analityk, elementem strategii Izraela i Stanów Zjednoczonych jest lokalizowanie i zasypywanie wyjść z tych podziemnych baz, bo jeśli rakieta nie może opuścić magazynu, nie poleci w kierunku państw Zatoki Perskiej.
Ponadto odpalenie część rakiet wymaga sporego zachodu, bo trzon irańskiego arsenału tworzą "dwa technologiczne światy".
Iran ma ogromne rakiety, ale...
- Pierwszy z trzonów irańskiego arsenału to ciężkie rakiety na paliwo ciekłe - długie na kilkanaście metrów, ważące nawet kilkadziesiąt ton, które wymagają długiego cyklu przygotowania. W zamian dają duże głowice i strategiczny zasięg, ale kiedy przeciwnik dominuje w rozpoznaniu, zamieniają się w powolne i ciężkie cele, których przygotowanie do startu zostawia wyraźny ślad termiczny i elektromagnetyczny - wylicza ekspert.
Iran dysponuje także nową generacją pocisków, które są krótsze, lżejsze, łatwiejsze do ukrycia i co najważniejsze - można je odpalać o wiele szybciej niż rakiety starej generacji.
- W praktyce widać w nich ewolucję irańskiego myślenia: odejście od "cysterny z silnikiem" w stronę rakiet zdolnych do taktyki "strzel i uciekaj", lepiej przystosowanych do walki pod presją ciągłego podglądu m.in. satelitarnego, radiolokacyjnego i wywiadu. To one są naturalnym kandydatem do "wojny na przetrwanie", gdzie liczy się możliwość utrzymania ognia przez tygodnie, a nie jednorazowy spektakularny zmasowany atak - tłumaczy analityk.
W sumie Iran może posiadać od 1 tys. do 2,5 tys. rakiet - wynika z szacunków.

Scenariusz nuklearny? "Tylko w jednym przypadku"
Amerykanie mogli obrócić w proch te podziemne skarbce rakietowe, uderzając bronią nuklearną i szybko zakończyć wojnę. - Wyraźnie widać, że nie taki jest ich cel, inaczej już by to zrobili - mówi Interii ppkł Korowaj.
- Myślę, że USA biorą pod uwagę scenariusz nuklearny tylko w jednym przypadku, gdyby Iran spróbował użyć tej broni jako pierwszy, ale to byłoby równoznaczne z końcem reżimu irańskiego. On dziś opiera się na dwóch filarach, jeden republikański i drugi polityczno-religijny - zarządzający. Amerykanie wyraźnie uderzają w tę drugą nogę, szukając wśród pozostałych przywódców irańskich takich, którzy okazaliby się bardziej ulegli wobec celów politycznych USA i Izraela. Na razie ich nie znaleźli - mówi.
Cele militarne ściśle wiążą się z politycznymi. Ekspert zwraca uwagę choćby na wątek Chin.
- Pekin jest silnie uzależniony od transportu ropy i gazu z Zatoki Perskiej. W długim okresie przedłużający się konflikt będzie miał destruktywne skutki dla chińskiej gospodarki. Amerykanie konfliktem w Iranie rozbijają wiele mitów związanych z funkcjonowaniem osi Moskwa-Teheran-Pekin i pokazują Chińczykom, że są w stanie zablokować im dostęp do ważnych surowców - wskazuje.
Ataki na Iran. Ekspert o strategii koalicji USA-Izrael
Strategia koalicji Izraela z USA koncentruje się obecnie na niszczeniu potencjału rakietowego Iranu, w tym logistyki związanej z wystrzeliwanie rakiet i dronów. Zaplecze jest bowiem tak samo ważne jak same rakiety.
- Bo jeśli nie będzie wyrzutni, transportu, paliwa czy specjalistów do obsługi, Iran nie wystrzeli się ze wszystkich rakiet - mówi ekspert.
Już drugiego dnia po wybuchu konfliktu rzecznik armii Izraela, generał Efi Defrin oświadczył, że zniszczono około połowy zapasów rakiet reżimu irańskiego. - Zapobiegliśmy wyprodukowaniu co najmniej 1,5 tys. kolejnych - podkreślił.
Choć wypowiedzi tego typu są elementem wojny informacyjnej, to wprost potwierdzają, jak ważnym celem ataków jest zaplecze logistyczne Iranu.
- Amerykanie i Izrael dokładnie wiedzą, gdzie są punkty krytyczne funkcjonowania tego systemu i mają w tym wyraźną przewagę nad Iranem. Jednak atakowanie zaplecza logistycznego niesie jeden problem. Kiedy uderzasz w dany punkt, musisz pilnować, żeby zniszczona infrastruktura nie została odbudowana. Dlatego operacje powietrzne są prowadzone z taką intensywnością. Chodzi o to, żeby jednocześnie uderzać w logistykę i pilnować, żeby Iran nie mógł jej uruchamiać na nowo - tłumaczy ppłk Korowaj.

Ile potrwa wojna na Bliskim Wschodzie?
Analityk uważa, że konflikt w rejonie Bliskiego Wschodu nie zakończy się szybko. Donald Trump oznajmił, że wojna potrwa cztery tygodnie. I choć wyznaczanie tak precyzyjnych ram czasowych w przypadku konfliktu zbrojnego należy traktować z dystansem, zapowiedzi prezydenta USA wyraźnie potwierdzają, że Amerykanie zaplanowali długookresową operację.
- Ten plan amerykańsko-izraelski polega właśnie na tym, by z jednej strony odciąć tlen dla projekcji uderzeń rakietowych, celując w logistykę, a z drugiej strony uderzać w infrastrukturę kierowniczą reżimu irańskiego, aż do momentu, kiedy znajdzie się tam ktoś, kto będzie w stanie dogadać się z Amerykanami - konkluduje.
Dopiero wtedy będzie można mówić o końcu tej wojny.













