Do katastrofy brakowało 90 minut. Cisi bohaterowie rozejmu
Rozejm między USA a Iranem ma dwóch cichych bohaterów, którzy przyczynili się do zatrzymania eskalacji niecałe 90 minut od "godziny zero". Jednym z nich jest aktywnie mediujący Pakistan, któremu nie bez powodu zaufały obie strony konfliktu. Drugi gracz jest mniej oczywisty. A gdzie nie wiadomo, o co chodzi, tam chodzi o ropę.

Choć wciąż nie do końca są jasne wszystkie szczegóły, a informacje amerykańskiej administracji i strony irańskiej momentami różnią się od siebie - mamy rozejm na Bliskim Wschodzie.
I to niedługo po tym, jak padały takie deklaracje:
"Dzisiaj w nocy zginie cała cywilizacja i nigdy już nie powróci. Nie chcę, żeby tak się stało, ale prawdopodobnie tak będzie" - to ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa.
A ze strony Iranu: "jeśli amerykańska armia terrorystyczna przekroczy czerwone linie, nasza odpowiedź rozszerzy się poza region".
Cieśnina Ormuz. Ropa ma tę moc
Ultimatum postawione przez przywódcę USA dotyczyło cieśniny Ormuz - w najwęższym punkcie 54-kilometrowego przesmyku między Zatoką Perską a Zatoką Osmańską, miejsca kluczowego dla transportu, przede wszystkim ropy.
I to między innymi ta ostatnia kwestia mobilizowała jednego z cichych bohaterów rozejmu między USA a Iranem - Chiny. To Pekin - obok Teheranu - miał znacząco wpłynąć na decyzję o porozumieniu.
Według "New York Timesa", który powołuje się na przedstawicieli irańskich władz, Iran zgodził się na zawieszenie broni nie tylko po "gorączkowych zabiegach" Pakistanu, ale też pod wpływem Chin, które miały interweniować w tej sprawie "w ostatniej chwili" i zwróciły się do Iranu m.in. o okazanie elastyczności.
Doniesienia prasowe potwierdziło chińskie ministerstwo spraw zagranicznych, mówiąc o "własnych wysiłkach na rzecz pokoju" na Bliskim Wschodzie.
Chiny. Strategiczne cele i proza życia
- Chiny generalnie prowadzą cichą dyplomację. To, że nie słyszymy gdzieś o działaniach Chin, nie oznacza, że nie są one aktywne. Mają rozbudowane kanały dyplomatyczne i je wykorzystują - wskazuje w rozmowie z Interią dr Michał Lipa z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Dlaczego jednak Chinom zależało na pokoju? Odpowiedzią i tu jest cieśnina Ormuz.
- Rzeczywiście w tym przypadku można by sądzić, że zaangażowanie USA w konflikt z Iranem jest dla Pekinu korzystne - osłabia Stany Zjednoczone, które ponoszą olbrzymie koszty. Ale temu strategicznemu podejściu towarzyszy codzienność. Chiny są mocno uzależnione od ropy naftowej z krajów Zatoki Perskiej i długotrwałe zablokowanie cieśniny Ormuz jest dla nich problemem. Z pewnością Pekin był przygotowany na taką sytuację, miał zapasy, ale nie na zbyt długo. Dlatego Chinom zależało na odblokowaniu cieśniny. Naciski tego kraju mogły mieć największe przełożenie na Iran, żeby okazał większą elastyczność w tej rozgrywce - wskazuje dr Lipa.
Z kolei dr Jakub Sławek, arabista i były ambasador Polski w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, zauważa, że to nie pierwszy raz, gdy Chiny odegrały rolę w negocjacjach na Bliskim Wschodzie.
- Chociażby w 2023 roku przyczyniły się do ponownego zawarcia relacji dyplomatycznych pomiędzy Arabią Saudyjską i Iranem. Chiny są tu poważnym partnerem o ogromnym znaczeniu dla wszystkich państw Zatoki, partnerem technologicznym, gospodarczym, inwestycyjnym, a są to inwestycje wielomiliardowe - wskazuje rozmówca Interii.
Jak dodaje, "ten region także dla Chin jest szalenie istotny". - Pekin cierpliwie czeka i patrzy na amerykańską politykę i rozwój sytuacji w Zatoce, a jego rola rośnie - mówi.
Pakistan, czyli "dobry miks"
Polityka Pakistanu, okrzykniętego przez część komentatorów i znawców Bliskiego Wschodu, dyplomatycznym zwycięzcą rozejmu, nie była tak cicha i zakulisowa jak w przypadku Chin.
- O dyplomatycznej aktywności Pakistanu słyszeliśmy, kraj ten otwarcie wskazywał na swoje zaangażowanie w próbę doprowadzenia do porozumienia między USA a Iranem - przypomina dr Lipa. I jak dodaje, niejedyny - bo też Egipt czy Turcja starały się odgrywać rolę mediatorów. Dlaczego to jednak Pakistanowi się udało?
- Pakistan ma potencjał do roli mediatora między Waszyngtonem a Teheranem ze względu na swoje relacje i z Iranem, i ze Stanami, i innymi państwami Zatoki, przede wszystkim z Arabią Saudyjską. W związku z tym miał poparcie obu stron konfliktu, by taką rolę odegrać - zauważa naukowiec z UJ.
Także dr Sławek wskazuje na relacje Islamabadu, które przyczyniły zaakceptowania go jako zaufanego mediatora.
- To kraj, który posiada złożone, ale historyczne i wielopłaszczyznowe dobre relacje z krajami Zatoki Perskiej, ma również złożone, ale jednak dobre, relacje ze Stanami Zjednoczonymi i jednocześnie jest to kraj, który nie posiada relacji z Izraelem. To moim zdaniem dobry miks w tej sytuacji - mówi arabista i były dyplomata. Zwraca uwagę też na inny szczegół.
- Pakistan to też kraj o bardzo silnych strukturach wojskowych i wojskowych służb specjalnych, co nie jest bez znaczenia. Państwo to zdaje się być wiarygodnym i godnym zaufania partnerem do przeprowadzenia i zagwarantowania szczelności i wiarygodności rozmów - mówi. Jednocześnie zaznacza, że Pakistan ma też wiele do stracenia, jeżeli te mediacje okażą się nieskuteczne.
Dwa tygodnie i co dalej?
Rozejm ma trwać 14 dni. A co dalej? Rozmówcy Interii zgodnie przyznają, że wszelkie scenariusze leżą na stole.
- Musimy pamiętać, że rozejm to nie pokój, a stanowiska Stanów Zjednoczonych i Iranu pozostają bardzo rozbieżne. Żądania tych krajów są tak od siebie oddalone, że na teraz nie mamy żadnego wspólnego mianownika w punkcie wyjścia - wskazuje dr Lipa.
- Iran oczekuje choćby tego, żeby móc pobierać opłatę za tranzyt przez cieśninę Ormuz czy zlikwidowania amerykańskich baz w regionie, na co USA się nie godzą, tym bardziej Izrael. Z drugiej strony Stany Zjednoczone też mają maksymalistyczne żądania. Oczywiście można zakładać, że to taktyka negocjacyjny, by żądać niemożliwego i schodzić do punktu, w którym możemy się porozumieć - mówi.
W opinii eksperta dwa tygodnie na dojście do pełnego porozumienia jawią się jako zbyt optymistycznie. - Dobrze będzie, jeśli za 14 dni obie strony ogłoszą gotowość do przedłużenia rozejmu i dalszych negocjacji - ocenia.
Iran vs. USA. Kto właściwie wygrywa?
Jak zauważa dr Lipa, teraz mamy sytuację, że obie strony konfliktu ogłaszają zwycięstwo.
- Myślę, że można uznać militarne zwycięstwo USA, które dokonały w Iranie potężnych zniszczeń, jednak z politycznego punktu widzenia wygrywa Iran. Przede wszystkim dlatego, że reżim przetrwał i co więcej, jest w stanie zadawać ciosy i nieustannie podnosić koszty tej wojny - komentuje.
Dr Sławek wskazuje też na ważny aspekt przyszłego porozumienia.
- Istotne jest, że państwa arabskie Zatoki, które już zapłaciły ogromną cenę działań wojennych Izraela i Stanów Zjednoczonych, będą się domagać, by przyszłe porozumienie z Iranem zabezpieczało ich interesy - zaznacza.
- Chodzi o, oczywiście poza irańskim programem atomowym, bo ta kwestia jest istotna dla wszystkich, irański program rakietowy i jasną deklarację w sprawie wspierania przez Teheran tzw. non-state actors, tu mowa w Hezbollahu, Hamasie czy Huti. To dla państw Zatoki niezmiernie istotne, żeby mówić o odbudowaniu podstawowego zaufania z Iranem, które teraz zostało zniweczone - konkluduje.
Justyna Kaczmarczyk
Masz temat? Napisz: justyna.kaczmarczyk@firma.interia.pl













