Reklama

Reklama

"Wojna? Nie chcemy zniknąć". Kazachstan dmucha na zimne

- Nie wierzymy, że Moskwa może wywołać wojnę z Kazachstanem. Nasza neutralność jest bezdyskusyjna - mówi Interii Balli Marzec, szefowa "Wspólnoty Kazachskiej" w Polsce. Jak dodaje, jej kraj nie chce "zadzierać" z silnymi sąsiadami - Chinami i Rosją - ponieważ w odróżnieniu od nich ma niewiele ludności. - Powinniśmy być dziesięć razy mądrzejsi od każdego innego narodu na świecie. Mamy oczy dookoła głowy, aby "nie zniknąć" - zapewnia.

- Wojna nie skończy się na terytorium naszego kraju - przestrzegał w środę Ołeksij Daniłow, sekretarz ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. Zaapelował do "braci Mołdawian i Kazachów", by się "szykowali" - w domyśle do walki z Rosją.

- Byłam zdziwiona tymi słowami Daniłowa. Nie wierzymy, że Moskwa może wywołać wojnę z Kazachstanem - komentuje Balli Marzec, liderka Opozycji Kazachstanu za granicą i prezeska stowarzyszenia "Wspólnota Kazachska" w Warszawie.

W rozmowie z Interią dodaje, że w jej ojczystym kraju "dmucha się na zimne", by nie wejść w konflikt zbrojny. - Kazachstan ma specyficzne położenie między Chinami, liczącymi około 1,5 miliarda obywateli, a Rosją. Jest 8,5 razy większy od Polski, a jednocześnie mieszka w nim 18 milionów osób (Polska ma około 38 mln mieszkańców - red.) - przypomina.

Reklama

Kazachstan "ma wiele do stracenia". To kraj bogaty w zasoby naturalne

Jak podkreśla Balli Marzec, ze względu na "ogromną granicę z Rosją" (6467 km) cały naród, w tym kazachscy politycy, na czele których od 2019 roku stoi prezydent Kasym-Żomart Tokajew, "powinni być dziesięć razy mądrzejsi od każdej innej nacji na świecie".

- Mamy oczy dookoła głowy, aby "nie zniknąć". Jest nas niewielu, a nasza ziemia obfituje w zasoby naturalne: złoto, węgiel, rzadkie minerały czy uran. W Kazachstanie rośnie też sporo zboża. Nie możemy prowadzić polityki "na hurra", bo mamy dużo do stracenia - opisuje.

Z tego powodu - jak kontynuuje szefowa "Wspólnoty Kazachskiej" - każda wypowiedź przedstawicieli państwa płynąca z Nur-Sułtanu "musi być bardzo uważna". - W przeciwnym razie grożą nam bardzo poważne konsekwencje - mówi Interii.

Nur-Sułtan, do 2019 roku znany jako Astana, to stolica Kazachstanu. Nazwano ją na cześć Nursułtana Nazarbajewa, który trzy lata temu oddał Tokajewowi fotel prezydenta. Nazarbajew był przywódcą kraju od 16 grudnia 1991 roku, gdy Kazachstan ogłosił niepodległość jako ostatnia z republik ZSRR.

Kazachstan pozostaje neutralny. "Nie chcemy zadzierać z sąsiadami"

W opinii Balli Marzec przyszłe pokolenia Kazachów nadal muszą posiadać swoje państwo i właśnie dlatego współcześni obywatele nie chcą "zadzierać" z silnymi sąsiadami. Uściśla, że starają się żyć w zgodzie z państwami za miedzą, szukając wspólnych, "pozytywnych" tematów.

- Kazachstan jest neutralny i ma taki być. Od tego, by pomagać Ukrainie, są wielcy tego świata: USA, Unia Europejska, duże bogate kraje. My nie mamy takiej możliwości, bo sami potrzebujemy pomocy po rządach Nazarbajewa i prowadzonej przez niego grabieży - stwierdza.

Balli Marzec wylicza, w jaki sposób Kazachowie "zostali okradzeni przez satrapę". - Dużo domów nie ma dostępu do wody, a warunki życia są na niskim poziomie poza największymi metropoliami, gdzie jest tak, jak trzeba - ocenia.

Jak jednocześnie zastrzega, w Kazachstanie zorganizowano zbiórki pomocy humanitarnej dla uchodźców z Ukrainy. Ponadto schronienie znalazła tam część uciekających przed wojną. - Nasza neutralność jest jednak bezdyskusyjna - ucina liderka Opozycji Kazachstanu za granicą.

Referendum w Kazachstanie. Tokajew planuje zmienić konstytucję

W czwartek Kasym-Żomart Tokajew ogłosił, że 5 czerwca Kazachowie zdecydują w referendum, czy wprowadzić poprawki do konstytucji. Zakładają one m.in. ograniczenie uprawnień prezydenta na rzecz parlamentu, zmianę systemu wyborczego, decentralizację samorządu oraz wzmocnienie mechanizmów ochrony praw człowieka.

Głosowanie to pokłosie styczniowych protestów w tamtym państwie. Wybuchły dzień po Nowym Roku w 50-tysięcznym mieście Żangaözen, a wznieciła je spora podwyżka cen gazu. Sprzeciw obywateli rozprzestrzenił się na kolejne miejscowości, w tym największe pod względem ludności Ałmaty oraz Nur-Sułtan.

Demonstranci zażądali nie tylko powrotu do poprzednich stawek za gaz, ale i zwalczenia korupcji, zakończenia represji politycznych wobec opozycji oraz ukarania funkcjonariuszy służb stosujących przemoc.

Aby stłumić protesty, władza ogłosiła, że będzie strzelać do tłumu bez ostrzeżenia. Mimo to upadł rząd premiera Askara Mamina, a 6 stycznia do Kazachstanu wkroczyły wojska Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Trzon tych oddziałów stanowili Rosjanie.

- Jednak rosyjscy żołnierze po tygodniu wyszli z Kazachstanu. Nikt czegoś takiego nie oczekiwał. Opozycja apelowała do Tokajewa, by "podziękował" Władimirowi Putinowi za ich obecność i ta symboliczna sprawa się udała - przypomina Balli Marzec.

Młodzi obywatele Kazachstanu żądają zmian. "Są gotowi wyjść na ulice, chcą demokracji"

Podczas demonstracji, które trwały mniej więcej do połowy stycznia zginęło 225 osób, 4578 zostało rannych, a niemal 10 tysięcy aresztowano. To oficjalne dane, zebrane przez tamtejszą prokuraturę generalną.

Jak zauważa prezeska "Wspólnoty Kazachskiej" Tokajew już wtedy wiedział, że młodzież żąda reform w Kazachstanie. - Także Nazarbajew zdawał sobie sprawę pięć czy dziesięć lat temu, iż państwem nie da się dłużej kierować tak, jak kiedyś. Oboje widzą, że młodzi są gotowi wyjść na ulice dla lepszych standardów życia - precyzuje.

Jej zdaniem Kazachowie należący do pokoleń niepamiętających ZSRR mało czym różnią się od swoich równolatków w Polsce. - Chcą podróżować, w domach mają paszporty, więc widzą, jak żyje się na świecie. Chcą takiej samej demokracji, jak na Zachodzie - wskazuje Balli Marzec.

Dodaje, że społeczeństwo oczekuje również ukrócenia nepotyzmu. - To niby taki "drobiazg", ale jak dużo dla nas znaczy - mówi.

Kazachstanowi grozi "ukraiński scenariusz"?

Interia zapytała opozycjonistkę, czy Kazachowie nie obawiają się agresywnej reakcji Rosji na prowolnościowe zmiany w sąsiednim kraju, który niegdyś był częścią Związku Radzieckiego. Przypomnieliśmy, że podobny scenariusz rozgrywa się w Ukrainie teraz, ale Moskwa interweniowała tam również wcześniej - w 2014 roku.

- Referendum nie dotyczy niczego, co miałoby związek z Rosją. Ponadto nie ma deklaracji, że Kazachstan wstępuje do Unii Europejskiej czy NATO - odpowiada.

Balli Marzec przestrzega jednocześnie, że kazachska opozycja "daje Tokajewowi mandat zaufania", ale nie przestanie "patrzeć mu na ręce". - Jeśli zauważymy jakiekolwiek nieprawidłowości, będziemy krzyczeć na cały świat - podsumowuje.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama