Reklama

Reklama

PRO8L3M: Nie będzie starych, sprawdzonych patentów

Nie będziemy wracać do tego, co już było. Nie będzie starych, sprawdzonych patentów - mówi Steez83. W Rozmowie #BezUników Piotra Witwickiego PRO8L3M opowiada o nowym albumie "Fight Club" z gościnnymi występami i o tym, jak pisanie jest swego rodzaju terapią. Grupa zdradza też, co sądzi o politycznych sporach w Polsce i czy powstaną na ten temat nowe kawałki.

Reklama

Piotr Witwicki: Steez, kiedy ostatni raz marzyłeś?

Reklama

Steez83: - Marzę codziennie, ale trochę mnie zaskoczyłeś tym pytaniem.

Oskar zadaje to pytanie w kawałku "Żar", który zrobiliście z Moniką Brodką. Może każdy powinien je sobie zadać.

Oskar: - Ja mam "marzenie" w bieżącej rutynie. Teraz marzyłem, żeby udało się nam połączyć.

Był pewien problem z naszym wirtualnym spotkaniem. Zaskoczyło mnie trochę, że w czasie premiery płyty "Fight Club" Steeza nie ma w Polsce.

S: - Obydwaj premierę świętowaliśmy w Ameryce Południowej. To była spontaniczna decyzja na ostatni moment, z uwagi na zaostrzenie obostrzeń. Po prostu pandemia pokrzyżowała wszystkie nasze plany związane z premierą.

O: - Dobrze wychillować po ostatnich tygodniach. Pod koniec, jak zwykle było gęsto, ale sam proces tworzenia, zawsze jest ciekawy.

Nowa płyta jest pełna gości. Były kawałki, które zrobiliście zdalnie?

O: - Od początku uważaliśmy, że trzeba z większością artystów się spotkać i pogadać. Szanujemy ludzi, których zaprosiliśmy i jeśli nie mogliśmy tworzyć wspólnie, to chcieliśmy chociaż zbić piątki.

S: - Pandemia nam na pewno tego procesu nie ułatwiła. 

Siedzieliście z tymi ludźmi w studiu, czy oni wysyłali wam swoje zwrotki?

S: - Odbywało się to i tak, i tak. Parę osób nagrywało u siebie, ale prawie z każdym była okazja, by wcześniej usiąść i przegadać, co chcemy robić.

O: - Prawie ze wszystkimi udało się przeciąć. Niektórzy nagrywali potem coś u siebie.

Dużo miejsca daliście gościom. Po pierwszym przesłuchaniu waszej nowej płyty miałem głód PRO8L3M-u. Szczerze mówiąc, to musiałem sobie włączyć "Ground zero".

S: - Ta płyta to nie jest koncept album, do którego przyzwyczailiśmy naszych słuchaczy. Na takie historie na pewno przyjdzie jeszcze czas. "Fight Club" to zbiór kawałków, które robiliśmy z różnymi artystami w trakcie pandemii. Jesteśmy tu gospodarzami, więc większość pomysłów wyszła od nas.

O: - Ale też nie wszystkie.

S: - Bo ten album to w jakiejś mierze wypadkowa pomysłów naszych i naszych gości.

O: - Nasze poletko było dość autorytarnie trzymane. Musiałem dojrzeć do takiego rozwiązania, by móc się tym wszystkim dzielić. Jestem mega zachłanny na rap. Jest zawsze dużo rzeczy, które chciałbym zrobić. Teraz koncepcje na kawałki były wspólne.

Przy waszych poprzednich płytach, które są bardzo spójne, ta brzmi trochę, jak zbiór singli.

S: - Tak trochę jest, ale poza faktem, że akurat my nagraliśmy taką kompilację, to chyba nic nowego. Zaryzykowałbym, że wielu artystów wydaje albumy, które tak właśnie brzmią. Z innej strony, trudno przygotować jednorodny konceptualnie i brzmieniowo album, gdy skupiasz wokół niego tak wielu artystów. Wymagałoby to narzucania im bardzo autorytatywnie swoich idei, a my woleliśmy po prostu nadać pracy kierunek i zobaczyć, w jakim miejscu to zaparkujemy.

O: - Jak robimy to sami, to mamy pełną kontrolę. Często coś rozgrzebujemy, ale na końcu łączymy wszystko, więc potem te poprawki scalają cały projekt.

POSŁUCHAJ NOWEGO ALBUMU:


I tak było z muzyką?

S: - Było kilka kierunków. Na przykład jeden taki, by utrzymać to wszystko w nowoczesnym świeżym klimacie i tempie. Nie komplikując aranżacji beatów i zostawiając dużo miejsca na wokale. Takie są m.in. Zombie czy GeForce. Z drugiej strony, robiąc numery z Brodką, Dawidem Podsiadło, czy z Kukonem, nie trzymaliśmy się kurczowo żadnej konwencji. 

O: - Jeszcze przed zaproszeniem zrobiliśmy sobie listę ludzi, z którymi chcielibyśmy coś zrobić. Kombinowaliśmy, na jakich beatach chcielibyśmy ich usłyszeć. Goście są różni, to i z kawałkami tak jest.

ZOBACZ: PRO8L3M z nowym teledyskiem. Zobacz klip do utworu "GeForce"

Trochę się wam zebrało na forach za wykorzystanie Auto- Tune’a.

S: - Ubolewam nad tym, że istnieje spore grono słuchaczy, którzy nie bardzo rozumieją rzeczy, które robimy. Kawałek "Fight Club" jest zrobiony w określonej konwencji. Skoro kawałków jest kilkanaście i w jednym czy dwóch jest Auto-Tune, to powinno być czytelne, że wykorzystaliśmy to narzędzie z jakiegoś powodu. Ten akurat utwór traktuje o bezsensownej pogoni za plastikowym światem, więc wykorzystanie tune’a wydało nam się fajnym twistem. Inna sprawa, że nam się to podoba, komuś innemu nie i to jest ok.

O: - Co człowiek, to opinia. Nie mam pretensji. Użyliśmy Auto-Tune’a, by wyrazić pewną opinię na temat świata. Trochę nie rozumiem tego całego hejtu. To tylko narzędzie. To trochę tak, jakby powiedzieć, że nie warto używać syntezatora albo że fortepian jest bez sensu. Nie jestem perfekcyjny w jego wykorzystywaniu, ale takie zamykanie się jest bez sensu.

Może ludzie byli po prostu zaskoczeni.

O: - Często słyszę, że fajnie, jakbyśmy robili to samo, tylko inaczej. To jest moje życie i nie mogę robić tego samego, bo bym się porzygał. Eksperymenty są drogą do ewolucji, a mi zależy, żeby to, co robimy, było lepsze. Może w ogóle będziemy szli w tę stronę.

Od kilku lat wydajecie co roku płytę. Na każdą jest inna koncepcja i na każdej jest wiele pomysłów. Nie myśleliście nigdy o zrobieniu przerwy?

S: - Mieliśmy w planach dłuższą przerwę po "Art-Brut 2" i oczywiście szereg tras koncertowych. Jesteśmy bardzo aktywni artystycznie, bo to nasze życie i po prostu lubimy to robić. Pandemia pokrzyżowała plany, więc nie mając możliwości grania live, postanowiliśmy wrócić do pracy w studio.

O: - To byłoby złe podejście, gdybyśmy stwierdzili, że skoro wydaliśmy płytę w zeszłym roku, to w tym już nie musimy. To się samo dzieje. Jak mam energię i pomysły na produkcję, to mam tego nie robić, bo napisałem coś kilka miesięcy wcześniej?

Nie ma zbyt wielu takich wykonawców.

O: - Nie planujemy tego.

S: - To się dzieje.

W zeszłym roku było 16 utworów, a w tym 14. Napisanie tylu samych tekstów musi być już pracochłonnym zajęciem.

O: - Czasami przychodzi, to bardzo łatwo, a czasami trzeba się pomęczyć. Tutaj nie było tego aż tak dużo, bo swoje robili goście.

S: - Paradoksalnie, jak kończysz pracę nad albumem, to często pojawiają się pomysły na kolejny materiał. Czasem są to pomysły na dodatkowe kawałki, a czasem na całą płytę. Przez ostatnie siedem-osiem lat daliśmy naszym fanom bardzo dużo muzyki, więc naturalnie w końcu będzie trzeba chwilę odpocząć. Ale pomysły są, a studio czeka. A co do płyty, to łącznie jest tych numerów 18.

POSŁUCHAJ NOWEGO ALBUMU:

Raperzy w waszym wieku często są już emerytami. Inni kombinują, ale nie mają nic do powiedzenia.

O: - W latach 90. często było tak, że podobała mi się pierwsza i druga płyta danego rapera. Na debiucie zostaje wylana cała energia, którą skumulował od swoich narodzin. Potem jakimś echem się to odbija na drugiej. Następne często nie mają już tej pomysłowości. W Stanach, gdzie można się porządnie dorobić na tych płytach, ludzie chyba łatwiej tracą zapał.

S: - U nas nie ma tego problemu.

O: - Choć coś tam wpadnie. Prowadzę wiele dyskusji na temat tego, jak powinien wyglądać mój rap i w ogóle, jak on powinien brzmieć. Dochodzę do wniosku, że podmiot liryczny nie musi być mną. Wcielanie się w różne role jest przywilejem, na który pozwala muzyka. To jest tylko kwestia wyobraźni i pomysłu. Rap jest tak wielką rzeczą, że można do niego różnie podchodzić. Zrobiliśmy osiem płyt i dopiero teraz użyliśmy Audio-Tune’a. To ile jest jeszcze rzeczy, które można zrobić.

S: - Nagrywamy ze sobą wiele lat...

Debiut był w 2013 roku.

S: - Ale pierwsze nasze wspólne kawałki sięgają 2005. Zawsze działo się to wszystko w konsekwencji zajawki. Rap jest na tyle otwartą formułą, że można się nim bawić na różne sposoby. Wszystko zależy od podejścia i wyobraźni. Jest wiele osób, które rapują o rapie. Jedni robią to lepiej, a drudzy gorzej, ale rzeczywiście mogą się mierzyć z takimi problemami już na trzeciej, czy czwartej płycie, bo ile można o tym samym. Gdy rap staje się bardziej literacką formą lub komentarzem do rzeczywistości, to można lecieć.

O: - Nie mam ani jednego kawałka o tym, że rapujemy i robimy beaty. Chyba słychać, że to robimy. Jaram się niektórymi kawałkami, które mówią o rapie, ale nasza droga jest zupełnie inna. Na pierwszych płytach rapuje się przeważnie o tym, co jest w najbliższej przestrzeni. Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś robi to samo przez całe życie. Ja po prostu lubię sięgać dalej. Niektóre bliskie mi patenty już wyczerpałem, więc pewnie będzie trudniej, ale wystarczy odpowiednia energia i można znaleźć drogę.

ZOBACZ: PRO8L3M "Fight Club": Magia zanika [RECENZJA]

I skąd ją bierzesz?

O: - To jest ciągłe challengowanie się. Jak będę umierał, to będę z siebie zadowolony, że sięgałem po to, co mogłem. Jeśli nie challengujesz się na trudne misje, to masz łatwe i nudne życie. Jak robisz rzeczy, które są ci obce, to trudne bywa nauczenie się ich. Finalnie jednak - mimo tego, że to trudny proces - czujesz, że to prawidłowe podejście.

Skoro już wchodzimy na poziom filozoficzny, to w okresie "Widma" zacząłem się o ciebie martwić. Tam są konkretne depresyjne wstawki typu: "widzę BMW na barierce".

O: - Każdy ma takie momenty.

"Art Brut 2" to była nostalgia, ale na nowej płycie znów jest sporo depresyjnych wstawek.

O: - Często wcielamy się w pewne role. W moim wypadku wylanie tego na papier jest swego rodzaju terapią. Mogę napisać pewne rzeczy i się przed nimi obronić. W ogóle pisarstwo działa terapeutycznie.

Ale to były naprawdę mocne tematy. Coś jak Joy Division, którego lider, wiemy, jak skończył.

O: - "Widmo" było też pewnym konceptem na ten mrok. Miałem wizję, że świat zmierza do zniszczenia. Myśli autodestrukcyjne są tam przemycone w każdym kawałku. Możemy nie umieć temu zapobiec, ale sama świadomość jest tu ważna. Myślę w ogóle, że w rapie pewna mroczność, nostalgia i smutek są lepsze do pisania i słuchania. Wesołe kawałki zostawmy dla chłopaków robiących Disco Polo.

Oskar, przecież ty potrafisz być bardzo wesołym raperem. 

O: - Potrafię, ale myślę, że smutek i mrok są głównymi elementami rapu.

Na pierwszych płytach było sporo o imprezach. Potem "Widmo" i kac po nich. Ostatnio wspomnienia na "Art Brut 2", a teraz duety. Co jest dalej?

S: - Na pewno w którymś momencie będziemy chcieli zrobić coś przełomowego dla naszej twórczości. Tak, jak było to w przypadku niektórych poprzednich płyt. Nie będziemy wracać do tego, co już było. Nie będzie starych, sprawdzonych patentów.

Nie tęsknicie za Polską?

O: - Zawsze będę za nią tęsknił i zawsze będę do niej wracał. To jak z wakacjami: one są fajne, jak nie są cały czas wakacjami. Fajnie być, gdzie indziej, jak można do Polski wrócić.

S: - Tęsknię za Polską, która nie była tak spolaryzowana, jak teraz. Obecny rząd skłócił i pchnął nasze społeczeństwo w jakimś chorym kierunku. Szkoda mi ludzi, którzy przez to skaczą sobie do gardeł.

O: - Zgadzam się z tym politycznym wywodem, ale ja przez Polskę rozumiem też: kuchnię, przyjaciół i bliskich.

S: - Z chęcią bym dołożył swoje trzy grosze, by zmienić tę rzeczywistość.

ZOBACZ: PRO8L3M zapowiada nowy album. Posłuchaj "V"

To może następna płyta będzie zaangażowana politycznie. Może coś jak Run The Jewels?

S: - Rozmawialiśmy ostatnio z Oskarem o roli artystów, od których wymaga się czasem zabierania głosu w ważnych i kontrowersyjnych sprawach. Myślę, że każdy ma swój próg tolerancji i własne sumienie, które powinno mu podpowiadać, kiedy zabrać głos. I nie tyczy to się tylko artystów, ale też brandów, rozmaitych organizacji, czy też po prostu zwykłych ludzi. W Polsce potrzebny jest dzisiaj otwarty dialog, a nie mówienie ludziom, jak mają żyć. To jest temat na osobny wywiad.

Czy Oskar ma już zajawkę na polityczne teksty?

O: - Zrobiliśmy kilka zaangażowanych kawałków, ale w niezbyt oczywisty sposób. Na razie jestem dopiero po płycie i odpoczywam. Zostawmy to na następną rozmowę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama