Reklama

Reklama

Śmierć chłopca w samochodzie. Prokuratura: Czekamy na opinię biegłych

1,5-roczny chłopiec zmarł po tym, jak spędził kilka godzin w zamkniętym samochodzie. Prokuratura prowadzi w tej sprawie postępowanie, zlecona została też sekcja zwłok dziecka. - Termin nie został jeszcze wyznaczony. Mam nadzieję, że zostanie przeprowadzona jeszcze w tym tygodniu - mówi Interii prokurator Alicja Macugowska-Kyszka, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. Dr Stefan Bednarz, kierownik POZ Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie tłumaczy natomiast, jakie reakcje zachodzą w organizmie człowieka przy tak wysokich temperaturach.

Wstrząsającą informację o śmierci 1,5-rocznego chłopca, którego matka zostawiła w rozgrzanym samochodzie w Szczecinie, podano w ubiegłą środę. Kobieta miała zawieźć starsze dziecko do przedszkola, a później pojechać do pracy. Przed godz. 17 pojechała po młodszego syna do żłobka, gdzie dowiedziała się, że nie przywiozła go tam tego dnia. Okazało się, że 1,5-roczny chłopiec cały czas był w samochodzie. Na miejsce mieli zostać wezwani ratownicy, ale nie udało im się uratować dziecka.

Tragedia w Szczecinie. Matki nie przesłuchano

Postępowanie w tej sprawie toczy się w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka, za które grozi kara pozbawienia wolności w wymiarze od trzech miesięcy do pięciu lat.

Reklama

- Matka chłopca nie została przesłuchana, czekamy na zgodę lekarzy, pod których opieką się znajduje - mówi Interii prokurator Alicja Macugowska-Kyszka, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.  

Prokurator informuje też, że zostało wydane formalne postanowienie o zasięgnięciu opinii biegłych z zakresu medycyny sądowej, którzy przeprowadzą sekcję zwłok. - Termin nie został jeszcze wyznaczony. Mam nadzieję, że zostanie przeprowadzona jeszcze w tym tygodniu - mówi prok. Macugowska-Kyszka. 

Postępowanie prowadzone jest przez Prokuraturę Rejonową Szczecin-Zachód. - Trwa gromadzenie materiału dowodowego - dodaje prokurator. 

Po tragedii, która miała miejsce w Szczecinie, media zalała fala informacji o dzieciach pozostawionych w samochodach w innych miastach. Stało się tak m.in. w Poznaniu i Warszawie. Specjaliści alarmują, że temperatura wewnątrz nagrzanego auta może osiągnąć nawet od 50 do 60 stopni Celsjusza.  

ZOBACZ: Poznań: Kobieta zostawiła roczne dziecko w samochodzie. Przechodnie wezwali policję

Lekarz: Serce przyspiesza, a następnie się zatrzymuje

Dr Stefan Bednarz, kierownik POZ Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie tłumaczy w rozmowie z Interią, jakie reakcje zachodzą w organizmie człowieka przy tak wysokich temperaturach. 

- Przegrzany organizm zmusza się do walki, rozszerzają się naczynia, człowiek się poci, układ sercowo-naczyniowy jest obciążony, następnie dochodzi do niedotlenienia mózg, senności i apatii - mówi specjalista. Wyjaśnia, że dziecko pozostawione w samochodzie w upale nie płacze i nie krzyczy właśnie dlatego, że jest niedotlenione. - Traci świadomość, serce przyspiesza po czym się zatrzymuje. Mam nadzieję, że w przypadku chłopca ze Szczecina tak właśnie było, to oznaczałoby, że jego cierpienie nie trwało długo i nie był świadomy tego, co się dzieje - mówi lekarz i przyjazne, że tragedia również nim wstrząsnęła. 

Dodaje, że przy zamknięciu w wysokiej temperaturze trudniej określić po jakim czasie doszło do śmierci, bo nie ma do czynienia z typowym dla zgonu wychłodzeniem organizmu. 

Dr Bednarz zwraca równocześnie uwagę, że do takiej tragedii może dojść niezależnie od wieku. - Niewinność dzieci zawsze nas porusza, ale osoby starsze, a nawet w sile wieku też mogą przegrać walkę z upałem - mówi. Jako przykład podaje tragiczne odkrycie w San Antonio w Teksasie. Wewnątrz naczepy ciężarówki znaleziono tam co najmniej 46 ciał. Ofiary zmarły z powodu wyczerpania i udaru cieplnego. 

CZYTAJ WIĘCEJ: USA: 46 ciał wewnątrz ciężarówki. Mieli to być migranci

- Upał nas zmienia, sprawia, że nie mamy siły na walkę, jesteśmy wycieńczeni, nasze reakcje są opóźnione - mówi lekarz i dodaje, że w takich warunkach ludzie stają się też agresywniejsi i bardziej drażliwi. - Najważniejsze jest, by zachować zdrowy rozsądek - kwituje. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy