Reklama

Reklama

USA: Rozpoczęła się walka o Biały Dom

Kolejni kandydaci ogłaszają start w prezydenckich prawyborach Partii Demokratycznej. Dwaj najwięksi faworyci wyścigu - 76-letni Joe Biden i 77-letni Bernie Sanders - wciąż jednak nie ujawnili swoich planów. To będę zupełnie inne prawybory niż te z 2016 roku.

Reklama

W 2016 roku Hillary Clinton była murowanym faworytem, więc senatorowie i kongresmeni z aspiracjami prezydenckimi nawet nie próbowali. Poza mało wówczas znanym demokratycznym socjalistą Berniem Sandersem. Jak wiemy, nagle z planowanego wyboru przez aklamację zrobił się wyścig dwóch koni. Clinton ostatecznie wygrała, by zaraz przegrać z Donaldem Trumpem.

Reklama

Tym razem jest o tyle inaczej, że już teraz, na rok przed prawyborami, mamy zatrzęsienie kandydatów, którzy widzą siebie w Białym Domu. Kampanie wyborcze wystartowały, a latem będziemy mieli pierwsze debaty.

To już nie będzie pojedynek dwóch osobowości. Wszyscy spodziewają się niezwykle "zatłoczonych" prawyborów, podobnie jak to było u republikanów przed czterema laty.

Zmienią się ponadto reguły gry. Hillary Clinton cieszyła się miażdżącym poparciem tzw. superdelegatów, a więc ponad 700 prominentnych członków partii, których głos liczył się na równi z delegatami wyłonionymi w wyniku prawyborów, "przypisanymi" do kandydatów. Ten mało demokratyczny mechanizm oburzał zwolenników Berniego Sandersa. Koniec końców rolę superdelegatów mocno ograniczono. W 2020 roku będą mogli wejść do gry dopiero wówczas, gdy żaden z kandydatów nie uzyska większości głosów "normalnych" delegatów podczas konwencji krajowej Partii Demokratycznej. Efekt tego taki, że kandydaci skupią się przede wszystkim na zabieganiu o względy wyborców, a nie partyjnej wierchuszki.

Kto chce skorzystać na demokratyzacji procesu? Przyjrzyjmy się kilku, już ogłoszonym, najbardziej znaczącym kandydaturom.

Kamala Harris

Senator z Kalifornii, była prokurator generalna tego stanu w latach 2011-2017. Teoretycznie wymarzona kandydatka demokratów: czarnoskóra kobieta, pupilka establishmentu, elokwentna, charyzmatyczna, w warstwie programowej do zaakceptowania przez lewicowych wyborców - popiera np. postulat "Medicare for All", czyli powszechnej, publicznej służby zdrowia.

Jednak jej dorobek każe zachować dystans: jako prokurator generalna co innego mówiła, a co innego robiła. Deklarowała amnestię dla nieagresywnych skazanych, odsiadujących wyroki za lżejsze przestępstwa, którzy odbyli już większość kary. Później jednak urząd Harris blokował tę decyzję. Pracownicy podlegli prokurator generalnej argumentowali w sądzie, że wypuszczenie więźniów spowoduje... znaczący ubytek taniej siły roboczej. Miała odstąpić od penalizacji miękkich narkotyków, w istocie pilnowała, by dalej wsadzać za palenie "trawki". Zarzuca się też jej, że ukręciła łeb sprawie przekrętów banku Stevena Mnuchina, jednego z jej sponsorów, obecnie sekretarza skarbu. Czytaj więcej na ten temat

Cory Booker

Przebojowy czarnoskóry senator z New Jersey, były burmistrz Newark. Uznawany jest za jednego z najbardziej progresywnych (lewicowych) polityków w Senacie, czego dowodzi historia jego głosowań. Orędownik praw kobiet, mniejszości seksualnych, zwierząt, zaangażowany w działania na rzecz klimatu, zwolennik ograniczenia dostępu do broni, przeciwnik interwencji zbrojnych, również popiera "Medicare for All". Mocno się tym chwali: w całym progresywnym pakiecie nie znajdziecie żadnej sfery, z którą bym się nie utożsamiał - deklarował. A jednak lewicowi aktywiści nie darzą go zaufaniem. Zarzuca mu się bliskie związki z koncernami farmaceutycznymi, on sam kilkukrotnie stawał w obronie Wall Street, jest też przeciwnikiem szkół publicznych.

Elizabeth Warren

Senator z Massachusetts, profesor prawa na Harvardzie. Specjalizuje się w prawie upadłościowym i handlowym. W tych dziedzinach jest jednym z najczęściej cytowanych naukowców w USA. Znana również z walki o prawa konsumentów, ostro przesłuchująca przedstawicieli Wall Street w Senacie. Jedna z gwiazd amerykańskiej lewicy, choć... to może być już nieaktualne. Kuriozalna historia z robieniem sobie badań DNA, by dowieść indiańskich korzeni mocno podkopała wizerunek Warren. Czy Elizabeth Warren ma szanse? - czytaj więcej

Julian Castro

Były sekretarz budownictwa mieszkaniowego i urbanizacji podczas drugiej kadencji Baracka Obamy, a wcześniej - przez pięć lat - burmistrz San Antonio. Jak na razie jedyny liczący się Latynos w stawce. Z progresywnego pakietu, o którym wspominaliśmy przy okazji Bookera, popiera prawie wszystko. Jego deklaracje gospodarcze stawiają go jednak na pozycjach nieco bardziej liberalnych (w europejskim rozumieniu, w USA mianem "liberałów" określa się lewicę) - wspominał m.in., że jest za dyscypliną budżetową i gorąco popierał wolny handel.

Kirsten Gillibrand

Senator z Nowego Jorku. Wsławiła się przede wszystkim inicjatywami na rzecz przeciwdziałania przestępstwom seksualnym w armii i na kampusach szkół wyższych. Mocno włączyła się w ruch #MeeToo. W ostatnich latach podpisuje się pod progresywnymi postulatami, jednak konkurenci z całą pewnością będą jej wytykać, że w przeszłości popierała m.in. szeroki dostęp do broni czy też zajmowała pozycje antyimigranckie. Czytaj więcej na ten temat

Czekając na decyzje Bidena i Sandersa

Kandydatów jest dużo więcej (m.in. kongresmenka z Hawajów - Tulsi Gabbard czy reprezentujący Delaware, również kongresmen - John Delaney), jednak należy podkreślić, że dwaj potencjalni liderzy wyścigu zwlekają z ostateczną decyzją. Mowa o byłym wiceprezydencie Joe Bidenie i senatorze z Vermont - Berniem Sandersie. Koncyliacyjny i powszechnie lubiany Biden mógłby pogodzić różne skrzydła demokratów. Z kolei Sanders ma już status ikony amerykańskiej lewicy, do startu się przymierza, ale zdaje sobie sprawę, że będzie podnoszona kwestia jego wieku. Ponadto wielu jego sztabowców z 2016 roku wzmocni kampanie innych kandydatów. W mediach mówi się też o możliwym starcie byłego burmistrza Nowego Jorku - Michaela Bloomberga.

Nowe szaty demokratów

Z przeglądu ogłoszonych już kandydatur i stawianych postulatów wyłania się obraz partii demokratyzującej się i skręcającej w lewo. O ani jednym z wiodących kandydatów nie można powiedzieć, że jest centrystą czy zagorzałym wolnorynkowcem. Ale to mogą być tylko pozory. Dzisiejsi demokraci wciąż są ugrupowaniem Hillary i Billa Clintonów, bliskim biznesowi, zainteresowanym utrzymaniem status quo, sponsorowanym przez Wall Street, partią Nancy Pelosi i Chucka Schumera. W kampanii wyborczej warto śledzić nie tylko kto co zgłasza, ale przede wszystkim od kogo ma pieniądze.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy