Reklama

Reklama

​USA: Amy Coney Barrett do Sądu Najwyższego. W imię wolności

Amy Coney Barrett, nominatka Donalda Trumpa do Sądu Najwyższego, w sporach koncernów z pracownikami domyślnie bierze stronę tych pierwszych.

Przypomnijmy, że wakat w amerykańskim Sądzie Najwyższym powstał po śmierci liberalnej sędzi Ruth Bader Ginsburg 18 września.

Reklama

Na jej miejsce Donald Trump wskazał konserwatystkę Amy Coney Barrett, 48-letnią sędzię federalnego sądu apelacyjnego w okręgu siódmym (stany Illinois, Indiana i Wisconsin).

- To kobieta o niezrównanych osiągnięciach, górująca intelektem, z wyjątkowymi referencjami i niezłomnie lojalna wobec konstytucji - zachwalał sędzię prezydent USA.

By Amy Coney Barrett trafiła do Sądu Najwyższego, jej kandydaturę musi jeszcze zatwierdzić kontrolowany przez republikanów Senat. Jeśli tak się stanie, w Sądzie Najwyższym konserwatyści będą mieli największą przewagę od dekad: sześć do trzech.

Demokraci w swojej krytyce skupiają się po pierwsze na hipokryzji republikanów: gdy w 2016 r. zmarł sędzia Scalia, twierdzili oni, że w roku wyborczym nie należy uzupełniać wakatu i odmówili głosowania nad kandydatem Baracka Obamy. Teraz uważają na odwrót. Po drugie demokraci koncentrują się na poglądach Barrett dotyczących aborcji (jest przeciw), powszechnego dostępu do broni (jest za) czy Obamacare - systemu ochrony zdrowia wprowadzonego za kadencji poprzednika Trumpa (Barrett jest przeciw).

Przy tej ostatniej kwestii warto się zatrzymać. Jej sprzeciw wobec Obamacare wynika z perspektywy wolnorynkowej, która dominuje w jej orzecznictwie. Zdaniem Barrett niekonstytucyjny jest sam przymus ubezpieczania się. To o tyle istotne, że niebawem Sąd Najwyższy ponownie będzie rozpatrywać legalność Obamacare.


Jak zwraca uwagę lewicowy Jacobinmag, w swojej pracy naukowej na  George Washington University Barrett kierowała się doktryną, wedle której analiza prawna i orzecznictwo powinny uwzględniać zasady wolnego rynku.

I sędzia Barrett uwzględnia. Gdy na wokandzie staje sprawa przeciwko koncernowi, nominatka Trumpa bezwzględnie broni zasad wolnego rynku w sporach z pracownikami.

Amerykańskie związki zawodowe, sprzeciwiające się tej nominacji, wymieniają wyroki, w których sędzia Barrett kierowała się interesem korporacji kosztem praw pracowniczych.

W swoich orzeczeniach nominatka do SN opowiadała się m.in. za ograniczeniem praw pracowników niezwiązanych umowami o pracę do domagania się zapłaty na nadgodziny (sprawa Wallace vs. Grubhub, 2020), odsyłała tych pracowników do "niezależnych", powiązanych z koncernami arbitraży, odbierając im możliwość składania pozwów do sądów federalnych czy stanowych (ta sama sprawa - Wallace vs. Grubhub, 2020). Orzecznictwo Barrett zmierzało również do zneutralizowania przepisów zakazujących dyskryminacji ze względu na wiek (Kleber vs. CareFusion Corporation, 2019). W innym symptomatycznym wyroku (Federal Trade Comission vs. Credit Bureau Center, LLC, Brown, 2019) sędzia Barrett ograniczyła rządowym agencjom prawo do karania firm za wprowadzanie klientów w błąd. W sporze klientów z agresywnymi windykatorami Barrett stawała po stronie tych drugich (Casillas vs. Madison Avenue Associates, 2019). Wszystko w imię wolności prowadzenia działalności gospodarczej.

Wybór Amy Coney Barrett do Sądu Najwyższego tylko umocni wpływ wielkiego biznesu na legislację i orzecznictwo. To właśnie Sąd Najwyższy w przełomowym wyroku Citizens United vs. Federal Election Commission z 2010 roku w praktyce umożliwił nieograniczone finansowanie kampanii wyborczych. Uzasadniano to wolnością słowa.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne