Reklama

Reklama

​Bój o Sąd Najwyższy... w USA

Nie tylko w Polsce Sąd Najwyższy jest jednym z najgorętszych politycznych tematów. Po tym, jak sędzia Anthony Kennedy ogłosił przejście na emeryturę, demokraci obawiają się, że amerykański SN trafi w ręce konserwatystów na całe dekady.

Reklama

Niepokój środowisk liberalnych wynika m.in. z tego, że to właśnie Sąd Najwyższy zalegalizował aborcję czy małżeństwa osób tej samej płci w całym kraju.

Reklama

Teraz, zdaniem demokratów, zanosi się na ostry, konserwatywny zwrot, a uzyskane prawa mogą być według nich zagrożone.

Nieusuwalni sędziowie

W amerykańskim Sądzie Najwyższym zasiada dziewięcioro sędziów. Ich kadencje są dożywotnie, nie można ich usunąć ze stanowiska, a wydawane przez nich wyroki są ostateczne i powszechnie obowiązujące. 

Wakat powstaje wtedy, gdy sędzia umiera, bądź rezygnuje. Jego następcę wskazuje prezydent, a wybór musi zatwierdzić Senat.

Obecny układ sił

Prezesem SN - "primus inter pares", pierwszym wśród równych - jest John Roberts (63 l.). Nominat George'a W. Busha uznawany jest za konserwatystę, jednak w ostatnich latach coraz wyraźniej przesuwa się w stronę centrum.

Po odejściu Anthony'ego Kennedy'ego, wybranego jeszcze przez Ronalda Reagana, dotychczasowego "wahadłowego" sędziego, który raz brał stronę konserwatystów, innym razem liberałów, teraz to prawdopodobnie Roberts będzie sędzią "medianowym", "środkowym", języczkiem u wagi przy wydawaniu wyroków.

Za skrajnie liberalnych sędziów uznawani są Sonia Sotomayor (64 l., nominowana przez Baracka Obamę) i Ruth Ginsburg (85 l., wskazana przez Billa Clintona).

Z kolei najbardziej konserwatywny jest sędzia Clarence Thomas (70 l., wybór George'a H. W. Busha).

Za umiarkowanie liberalnych uchodzą sędziowie Elena Kagan (58 l., nominacja Obamy) i Stephen Breyer (79 l., nominacja Clintona).

Samuel Alito (68 l., nominacja Busha juniora) i Neil Gorsuch (50 l., nominacja Donalda Trumpa) uznawani są natomiast za sędziów umiarkowanie konserwatywnych.

Zatem, licząc jeszcze z Kennedym, obecnie w SN zasiada czworo liberałów, czworo konserwatystów i jeden "wahadłowy".

To już się dzieje

Tyle teoria. Praktyka orzecznicza pokazuje, że konserwatywny zwrot tak naprawdę już ma miejsce.

Ostatnie, czerwcowe wyroki Sądu Najwyższego były wyraźnie po myśli republikanów.

Najpierw SN wziął stronę piekarza z Kolorado, który "z przyczyn religijnych" odmówił upieczenia ciasta na ślub homoseksualistów (zdanie odrębne złożyły Ginsburg i Sotomayor).

Później SN uznał za zgodny z konstytucją wprowadzony przez Donalda Trumpa zakaz podróżowania do USA dla obywateli z wybranych muzułmańskich państw (wyrok zapadł przy sprzeciwie czworga liberalnych sędziów).

Następnego dnia SN orzekł, że pracownicy budżetówki, którzy nie są członkami związków zawodowych, nie muszą się składać na ich funkcjonowanie, a takie zasady obowiązywały w 22 stanach. Decyzja zapadła stosunkiem głosów pięć do czterech, z liberalnymi sędziami po "przegranej" stronie.

Gambit republikanów

Powyższe wyroki wskazują, że republikanom opłacił się gambit z 2016 roku. Po śmierci sędziego Antonina Scalii lider republikańskiej większości w Senacie Mitch McConnell odmówił przesłuchania nominata Baracka Obamy - Merricka Garlanda.

Obama chciał udobruchać republikanów, wskazując umiarkowanego sędziego, jednak McConnell oznajmił, że następcę Scalii powinien wybrać następny prezydent. Wówczas to Hillary Clinton uchodziła za faworytkę wyborów, do których miało dojść w listopadzie. Republikanie z całą pewnością nie mogli założyć z góry, że wybory wygra ich kandydat.

Koszty tej operacji były wysokie: ze strony prezydenta, mediów i sporej części opinii publicznej na republikanów, a zwłaszcza na McConnella, posypały się gromy. "Do your job!" - wzywano ("wykonujcie swoją pracę!"), zarzucając im obstrukcję.

Republikanie jednak falę krytyki przetrzymali, wobec emocjonującej kampanii wyborczej sprawa zdążyła nawet przycichnąć, a ponad rok po śmierci Scalii, w kwietniu 2017 r., do SN trafił konserwatywny Neil Gorsuch.

Wszystkie oczy na Senat

Obserwatorzy nie mają wątpliwości, że nowy wybraniec Trumpa i republikanów będzie stosunkowo młody. Ok. 50-letni nominat zapewni konserwatystom wieloletnią przewagę w Sądzie Najwyższym. 

Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę jedną, niezwykle istotną rzecz: dwoje najstarszych sędziów SN - Ginsburg i Breyer - to liberałowie. Tym większego znaczenia nabierają więc jesienne wybory do Kongresu oraz wybory prezydenckie z 2020 roku. Jeśli następcy Ginsburg i Breyera będą konserwatywni, może się okazać, że układ sił to siedem do dwóch dla konserwatystów!

Oczywiście to spekulacja, bowiem kolejność odchodzenia sędziów na emeryturę może być przecież inna.

Ale już teraz eksperci twierdzą, że po odejściu Kennedy'ego Amerykanie będą mieli najbardziej konserwatywny SN od lat 30. Inni natomiast uspokajają: rozsądny i odpowiedzialny prezes SN John Roberts nie dopuści do żadnej radykalizacji orzecznictwa.

Demokraci obawiają się nie tylko o to, co dalej z aborcją czy prawami LGBT, ale także m.in. o kwestię dostępu do broni. Konserwatywny SN może zablokować wszelkie próby zaostrzenia przepisów, powołując się na drugą poprawkę do konstytucji.

Bój o kształt SN zostanie stoczony w Senacie, a wynik starcia, wbrew pozorom, nie jest przesądzony. Wśród republikanów są bowiem senatorowie mniej i bardziej konserwatywni. Już teraz np. senator Susan Collins z Maine zapowiedziała, że nie poprze żadnej kandydatury, która zagrozi prawu do przerywania ciąży. A dodajmy, że republikanie mają w Senacie minimalną przewagę: 51 do 49. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje