Reklama

Reklama

Jarosław Gowin sprawdził telefon. Nie był szpiegowany Pegasusem

Jak dowiaduje się Interia, Jarosław Gowin sprawdzał telefon pod kątem Pegasusa. - Moje urządzenie było czyste - zdradza lider Porozumienia. Jak dodaje, w jego przypadku nie było potrzeby wysyłania telefonu do kanadyjskiego Citizen Lab.

W ubiegłym tygodniu Jarosław Gowin był gościem "Graffiti" w Polsat News. Zapytany o możliwe podsłuchiwanie za pomocą systemu Pegasus, odpowiedział: - Biorę pod uwagę, że mogłem być podsłuchiwany. Miałem takie informacje w okresie, kiedy sprzeciwiłem się wyborom kopertowym.

Jak dowiaduje się Interia, na słowach się nie skończyło, a lider Porozumienia poszedł krok dalej. Przypuszczał, że jego aparat mógł być zainfekowany oprogramowaniem szpiegującym i postanowił to zweryfikować.

CZYTAJ Tygodnik InteriiGowin: Żartuję, że na liczbę przeżytych zamachów ścigam się z Fidelem Castro

Reklama

 - Sprawdzałem telefon pod kątem Pegasusa. Po pierwszym etapie weryfikacji w Polsce, jeżeli są podejrzenia, urządzenie wysyła się do Kanady. U mnie nie było takiej potrzeby. Telefon był czysty - powiedział Interii Jarosław Gowin.

Przypomnijmy, że w przeszłości lider Porozumienia wielokrotnie dawał do zrozumienia, że grupa polityków skupiona wokół niego mogła być podsłuchiwana. Otwarcie mówił o "zbieraniu haków", które miało uskutecznić proces rozbijania Porozumienia na trzy frakcje (dwie pozostałe są dziś skupione wokół Adama Bielana i Marcina Ociepy -red.).

- Czasami to były pokusy, niektórzy im ulegli. Czasami to były brudne zagrywki. Na przykład szantażowanie, że żona czy mąż stracą pracę (...) Wiem, że polityka nie jest zabawą grzecznych dziewczynek, że w polityce jest dużo brutalności, ale uważam, że powinny być pewne granice i niestety te granice zostały przekroczone w stosunku do wielu ludzi z Porozumienia - dodawał w Polsacie.

Wcześniej telefon pod kątem Pegasusa sprawdził np. Szymon Hołownia. Również w jego przypadku okazało się, że urządzenie nie jest zainfekowane. Podobnie było z Donaldem Tuskiem - jego aparat również był czysty. Nad takim krokiem zastanawiał się też Włodzimierz Czarzasty.

Co ciekawe, przewodniczący senackiej komisji nadzwyczajnej ds. Pegasusa Marcin Bosacki mówił, że zgłaszali się też do niego zaniepokojeni politycy Prawa i Sprawiedliwości, którzy chcieliby sprawdzić telefon. Nie podał jednak nazwisk, choć takiej ewentualności nie wykluczał choćby w rozmowie z Interią np. Jan Krzysztof Ardanowski, były minister rolnictwa.

Są też tacy, którzy potrafią poskromić ciekawość i wolą żyć bez wiedzy, czy byli podsłuchiwani.

- Mogłam być podsłuchiwana, bo przecież byłam wtedy szefową Nowoczesnej. Nie chcę jednak tego sprawdzać. Nie chcę fundować rodzinie życia ze świadomością, że w najważniejszych momentach mogliśmy nie być sami, że ktoś nas słuchał. To odarcie człowieka z prywatności, i dlatego na razie nie chcę tego wiedzieć - przekazała nam Katarzyna Lubnauer, przewodnicząca Nowoczesnej w 2019 roku.

Przypomnijmy, że do tej pory kanadyjskie Citizen Lab potwierdziło pięć przypadków stosowania systemu Pegasus w Polsce. Wśród nich jest dwóch czynnych polityków: Krzysztof Brejza i Michał Kołodziejczak.

Tymczasem na początku tygodnia izraelskie media poinformowały o bardzo szerokim użyciu sytemu Pegasus w tym kraju. Dziennikarze wspominają m.in. o synu byłego premiera Izraela, Benjamina Netanjahu, czy też znanym biznesmenie Rami Levym. Na długiej liście podsłuchiwanych znajdują się też m.in. liderzy protestów na rzecz niepełnosprawnych, samorządowcy, dziennikarze czy doradcy medialni Netanjahu.

Marcin Makowski, Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama