Reklama

Reklama

Zdalna nauka od 20 grudnia. Część rodziców ma inny plan

- Od 20 grudnia do 9 stycznia wprowadzamy naukę zdalną w szkołach podstawowych i średnich - poinformował we wtorek minister zdrowia Adam Niedzielski. To jednak nie urządza rodziców. Podkreślają, że nie uchroni to ich dzieci przed ewentualną kwarantanną w okresie świątecznym. Mają plan: już od przyszłego tygodnia nie wyślą dzieci do szkół. - Chcemy spędzić święta z dziadkami. Puszczanie dziecka do szkoły oznacza, że nie wiemy, czy i kiedy dzieci zostaną uziemione - mówi Interii Marcin, ojciec dzieci z jednej z warszawskich podstawówek.

Nowe zakażenia koronawirusem wciąż pojawiają się w szkołach. To powoduje, że niezaszczepieni nauczyciele i uczniowie wysyłani są nie tylko na naukę zdalną - obejmuje ich także kwarantanna. Jak pisaliśmy w Interii, dzieci młodsze, które nie mogą się jeszcze zaszczepić, od początku roku szkolnego już nawet czterokrotnie obejmowane były taką izolacją.

Od 20 grudnia w szkołach zostanie wprowadzona nauka zdalna - cztery dni przed Wigilią. Rodzice, z którymi rozmawiamy, podkreślają, że to nie wystarczy, by ich niezaszczepione jeszcze dzieci mogły uniknąć ewentualnej kwarantanny na święta Bożego Narodzenia. Mogą w końcu na nią trafić w ostatnim dniu szkoły, 17 grudnia, a zgodnie z przepisami dziecko na kwarantannie powinno przebywać 10 dni.

Reklama

Rodzice biorą sprawy w swoje ręce.

Chcą świąt w rodzinnym gronie

Marcin, ojciec dzieci z jednej z warszawskich podstawówek, mówi Interii: - Dzieci mają już wystawiane oceny na półrocze. W związku z tym zdecydowaliśmy z żoną, że już od najbliższego poniedziałku córka i syn zostają w domu. Chcemy uniknąć ewentualnej kwarantanny, czy wręcz izolacji spowodowanej przez zakażenie koronawirusem.

- Chcemy pojechać całą rodziną do dziadków na Wigilię i Boże Narodzenie, tym bardziej, że ostatnie święta nie odbyły się w pełnym rodzinnym gronie. Puszczanie dziecka do szkoły oznacza dla nas, że nie wiemy czy i kiedy ewentualnie dzieci zostaną uziemione w domu  - dodaje.

Podobnie zrobi Katarzyna, której córka chodzi do szkoły podstawowej w stolicy. - Mamy zaplanowany wyjazd świąteczny w góry. Zapłaciliśmy już za hotel, przy okazji zamierzamy skorzystać z nart. Nie chcemy więc, by nasza córka przez zakażoną koleżankę lub kolegę musiała spędzać święta w domu. A my razem z nią. Do tego stracilibyśmy pieniądze. Stąd decyzja, by od połowy miesiąca nie chodziła już do szkoły - mówi Interii.

"Nauka stacjonarna to i tak fikcja"

Ministerstwo Edukacji i Nauki podaje, że stacjonarnie wciąż pracuje 78,4 proc. szkół podstawowych i 82,9 proc. średnich. - To fikcja - komentuje Marcin. - Każdego dnia przynajmniej jedna lekcja u córki jest odwołana, albo jest zastępstwo. Jednej pani nauczycielki nie było ostatnio przez tydzień - dodaje. I podkreśla, że to też wpłynęło na podjęcie decyzji o zrobieniu kilku dni wolnego dla dziecka.

- Z żoną pracujemy zdalnie. Będziemy mogli zaopiekować się dziećmi - podkreśla Marcin.

Więcej o dziurawych planach lekcji pisaliśmy tutaj.

Rafał Sobczyk, szkolny pedagog ze Szczecina przyznaje, że ma sygnały od rodziców młodszych uczniów, którzy zapowiadają: od 15 grudnia dzieci nie będą uczęszczać do szkoły. - Nie będzie ich od 15 grudnia aż do świąt. Później jest przerwa świąteczna, a do 9 stycznia ogłoszona dzisiaj nauka zdalna - wylicza Rafał Sobczyk.

- Brak wytycznych i jakichkolwiek działań ze strony ministerstwa edukacji powoduje chaos w pracy szkoły. Cały czas kolejne klasy idą na nauczanie zdalne. Wracają do szkół na tydzień, a później znów do nauki z domu. Ciężko przez to zaplanować proces dydaktyczny - przyznaje pedagog. I podkreśla, że uczniowie będą musieli podczas nieobecności nadrobić materiał, a nauczyciele w sposób przemyślany przekazywać w ostatnim tygodniu przed świętami treści dydaktyczne.

- Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby zamknięcie szkół już teraz do świąt. Zahamowałoby to rozprzestrzenianie się koronawirusa. A tak do wiosny będziemy mieli bałagan w szkołach, zrzucony na barki dyrektorów i nauczycieli - podsumowuje Rafał Sobczyk.

"Dziecko potrzebuje kontaktu z rówieśnikami"

Są też rodzice, do których nie przemawia pomysł z przedświątecznym wolnym od szkoły.

Marta, mama uczennicy III klasy szkoły podstawowej z Łodzi: - Wiem od nauczycieli i nauczycielek z różnych szkół, że takie pomysły, aby już od połowy grudnia nie wysyłać dzieci do szkół, wśród rodziców się pojawiają. Ja, jako mama, nie myślałam o tym rozwiązaniu. Moje dziecko bardzo potrzebuje kontaktu z rówieśnikami i pewnego określonego rytmu funkcjonowania. Niestety zbyt dużo czasu spędziła w domu na zdalnym nauczaniu i źle to znosiła, tęskniła za dziećmi, swoją wychowawczynią, szkołą, wspólnie spędzanym czasem z kolegami i koleżankami.

I czeka na szczepienia przeciw COVID-19 dla dzieci w wieku 5-11. Te mają ruszyć już 16 grudnia. - Córka chce się zaszczepić i liczę, że może uda się uniknąć do tego czasu choroby. Sama kwarantanna dziecka nam nie straszna, najwyżej spędzimy święta wyłącznie w najbliższym trzyosobowym gronie. Choć oczywiście rozumiem lęk innych rodziców. Sytuacja epidemiologiczna w szkołach, tak w ogóle, jest naprawdę niepokojąca. Nie jest żadną tajemnicą, że brakuje rozwiązań systemowych, panuje chaos i stąd obawy rodziców, a co za tym idzie różne pomysły oraz decyzje. W pełni zrozumiałe - podsumowuje Marta.

Uczelnie wyższe przechodzą w tryb nauki zdalnej

Beata Kacprowicz, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 w Malborku mówi Interii, że nie może samodzielnie podjąć decyzji o przejściu całej szkoły na nauczanie zdalne już od połowy grudnia. Możliwe byłoby to tylko w momencie, w którym większość nauczycieli byłaby chora i brakowałoby kadry do prowadzenia zajęć, lub gdyby ponad połowa klas uczyła się już zdalnie. W jej ocenie najważniejsze jest zatem to, by zadbać o szczepienia dzieci

- Oczywiście, jeśli rodzic przyniesie nam zwolnienie, to musimy je uznać. Tylko pamiętajmy, że później dziecko musi nadrobić zaległości. Ponadto ktoś tym dzieckiem musi się zajmować, kiedy nie będzie chodziło do szkoły. Najlepiej byłoby, jakby dzieci były zaszczepione - wówczas unikną kwarantanny. Jeszcze przed świętami nawet te najmłodsze będą miały taką możliwość - podkreśla Kacprowicz. Według jej wyliczeń w jej szkole zaszczepionych jest około 20 proc. dzieci od 12. roku życia.

O przejściu w tryb nauki zdalnej przed świętami w celu zmniejszenia ryzyka zakażenia koronawirusem zdecydowały już wcześniej niektóre uczelnie wyższe. Taką decyzję wydały m.in. władze Uniwersytetu Jagiellońskiego w imieniu największych krakowskich uczelni. Chodzi o okres od 20 grudnia do 9 stycznia, a decyzja dotyczy uczelni zrzeszonych w Kolegium Rektorów Szkół Wyższych Krakowa (KRSWK).

W komunikacie UJ czytamy, że "zdalne nauczanie przed i po świętach, kiedy kontakty towarzyskie i rodzinne są częstsze, pozwoli ograniczyć bezpośrednie spotkania na terenach uczelni - dzięki temu mniejsze będzie ryzyko zakażenia koronawirusem i większe będą szanse na kontynuowanie nauki w trybie stacjonarnym po 9 stycznia". 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy