Reklama

Reklama

Wróciły widzenia w zakładach karnych i aresztach śledczych. Osadzeni zobaczą bliskich po miesiącach rozłąki

Ponad siedem tysięcy osób zobaczy się w najbliższych dniach ze swoimi bliskimi osadzonymi w zakładach karnych i aresztach śledczych. Tylu chętnych zapisało się na widzenia, które rozpoczęły się 1 czerwca. Nie są one jednak tym, czego oczekiwali bliscy. - Prowizoryczna pleksa i maseczka sprawiały, że musieliśmy dosłownie krzyczeć. A obok były trzy inne pary. Zero prywatności - mówi nam Joanna Kińska, jedna z inicjatorek akcji #PrawoDoWidzeń.

Po kilku dniach od rozpoczęcia akcji #PrawoDoWidzeń, o której pisaliśmy w Interii, Służba Więzienna poinformowała, że widzenia w zakładach karnych i aresztach śledczych zostaną wznowione 1 czerwca dla jednej osoby dorosłej. Od 1 lipca natomiast planowane jest zwiększenie liczby osób mogących uczestniczyć w widzeniu z uwzględnieniem osób niepełnoletnich.

Reklama

- Od czasu uruchomienia zapisów (od 24 maja - przyp. red.) na widzenia zapisanych jest ok. 7,2 tys. osób - poinformowała Interię ppłk Elżbieta Krakowska, rzeczniczka prasowa dyrektora generalnego Służby Więziennej.

"Jestem rozbita emocjonalnie"

Joanna Kińska, jedna z inicjatorek akcji #PrawoDoWidzeń, mówi Interii: - Jestem rozbita emocjonalnie. Cieszę się, że mogłam zobaczyć mojego męża, a z drugiej strony chce mi się płakać przez to, jak to wszystko wyglądało.

- Nie widzieliśmy się dziewięć miesięcy. Wcześniej te widzenia odbywały się w takich boksach, był telefon, była prywatność, można było się normalnie porozumieć. Nikt nie słyszał tego, o czym rozmawiamy. A teraz? Wróciły widzenia na sali widzeń. Były dwa stoliki ze sobą złączone i pomiędzy nimi prowizorka pleksy. Cztery takie stanowiska ustawiono na sali obok siebie. Do tego każdy musiał mieć maseczkę, więc nie dość, że ta pleksa przeszkadzała, to jeszcze przez maseczkę każdy krzyczał. Nic nie było słychać. To była masakra - opowiada Joanna Kińska.

Widzenie z dzieckiem. "Nie wyobrażam sobie tego w takich warunkach"

Kobieta dodaje, że nie wyobraża sobie widzenia, w którym uczestniczyłoby również 13-miesięczne dziecko jej i jej męża. - Ja nie wytłumaczę synkowi, że jest pleksa i że on ma godzinę siedzieć grzecznie i patrzeć na tatusia, nie ruszając się z moich kolan. Nie widzę tego - stwierdza.

Nasza rozmówczyni jest też dobrej myśli. - Może pleksy zostaną usunięte, skoro w kwestionariuszu pytali nas, czy jesteśmy zaszczepieni. Bardzo na to liczę - dodaje.

Kobieta przyznaje, że rozmawiała z innymi kobietami, które również były dzisiaj na widzeniu i mają podobne wrażenia.

Z petycją do Ministerstwa Sprawiedliwości

11 czerwca Joanna Kińska i inne kobiety przyjeżdżają do Warszawy złożyć petycję wraz z podpisami do Ministerstwa Sprawiedliwości. Wciąż chcą, by widzenia jak najszybciej zaczęły być realizowane bez tak ścisłego reżimu sanitarnego - przy stoliku, ale bez pleksy.

- Na tym walka o widzenia się kończy, ale nie skończy się nasza chęć do dalszego działania. Zastanawiamy się wraz z innymi kobietami, które mają bliskich w zakładach karnych, nad założeniem ogólnopolskiego stowarzyszenia, które zajmowałoby się pomocą osobom osadzonym. Mamy dużo pomysłów i chcemy je wdrożyć w życie. Zastanowimy się nad tym wszystkim po złożeniu petycji - podsumowuje Joanna Kińska.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje