Reklama

Reklama

Udawał motorniczego, został aresztowany. Karnista: Nie ma podstaw

- Sprawa "motorniczego" dobitnie potwierdza, że zła praktyka stosowania aresztów prowadzi do zupełnie bezpodstawnego uwięzienia obywatela - mówi Interii dr hab. Mikołaj Małecki, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Chodzi o 25-latka, który wsiadł do tramwaju i, zbierając po drodze pasażerów, pokonał trasę z Katowic do Chorzowa. Usłyszał zarzuty i został tymczasowo aresztowany. Ekspert tłumaczy, że areszt nie jest zamiennikiem kary, a środkiem służącym zabezpieczeniu postępowania przygotowawczego. - Nic nie wskazuje na to, by w sprawie uprowadzonego tramwaju istniały jakieś obawy mataczenia, ukrywania się mężczyzny czy wpływania na świadków. Areszt w takiej sytuacji nie ma racji bytu - komentuje prawnik. Co więcej, w jego ocenie jeden z zarzutów mógł zostać niesłusznie postawiony.

W nocy z piątku na sobotę 25-latek ze Świętochłowic wyjechał tramwajem z zajezdni Tramwajów Śląskich w Katowicach i pojechał w stronę Chorzowa. Tramwaj zauważył na trasie motorniczy innego składu. Zaniepokoił go numer linii, której nie ma w Tramwajach Śląskich. Powiadomił dyspozytora, a ten policję. 25-latek w trakcie zatrzymania był trzeźwy, nie uciekał, nie stawiał też oporu. Miał tłumaczyć, że jego ojciec jest motorniczym i sam także chciał spróbować poprowadzić taki pojazd.

- Usłyszał zarzuty sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa w ruchu lądowym, a także krótkotrwałego użycia cudzego pojazdu mechanicznego - przekazał Interii mł. asp. Karol Kolaczek z chorzowskiej policji. Czyny te zagrożone są karą pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do ośmiu lat.

Reklama

25-latek został aresztowany na trzy miesiące. Jak wyjaśniał portalowi katowice24.info prokurator Cezary Golik z Prokuratury Rejonowej w Chorzowie, uzasadnieniem takiego środka zapobiegawczego jest duże prawdopodobieństwo wymierzenia wysokiej kary za popełnione przez mieszkańca Świętochłowic czyny.

Karnista: Areszt nie ma racji bytu

Według dr. hab. Mikołaja Małeckiego, karnisty z Uniwersytetu Jagiellońskiego, areszt tymczasowy w tym przypadku to duży błąd. - Z informacji, które zostały upublicznione nie wynika, by istniały podstawy do zastosowania aresztu tymczasowego wobec "motorniczego" - ocenia karnista.

I tłumaczy: - Areszt to nie jest zamiennik kary. Aresztem tymczasowym nie karze się sprawcy za to, że zrobił coś złego. To środek wyjątkowy, służący zabezpieczeniu postępowania przygotowawczego. Nie można stosować go z automatu, trzeba zawsze wykazać, że są spełnione ustawowe przesłanki aresztowania człowieka. Nic nie wskazuje na to, by w sprawie uprowadzonego tramwaju istniały jakieś obawy mataczenia, ukrywania się mężczyzny czy wpływania na świadków. Areszt w takiej sytuacji nie ma racji bytu.

W jego ocenie uzasadnienie aresztu tymczasowego tym, że jest duże prawdopodobieństwo wymierzenia wysokiej kary, jest również nieprawidłowe. - To, że zarzucane mu przestępstwo jest abstrakcyjnie zagrożone karą do ośmiu lat więzienia nie oznacza, że tak wysoka kara czeka konkretnego sprawcę. A żeby kogoś aresztować z powodu grożącej kary, to trzeba wykazać, że w danej sprawie czeka na niego wysoka kara. Nie sądzę, by w przypadku porwanego tramwaju mężczyźnie groziła kara bezwzględnego więzienia, zapewne będzie to kara w zawieszeniu lub w ogóle kara łagodniejszego rodzaju, np. prace społeczne. Tym bardziej, że zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym jest całkowicie bezpodstawny - ocenia.

"Tymczasowe aresztowanie stosowane bezrefleksyjnie"

- W przypadku, gdy ktoś zabrał tramwaj, aby się nim przejechać, i przez cały czas prowadził go bezpiecznie, to nie stworzył żadnego zagrożenia, które mogłoby doprowadzić do katastrofy w ruchu lądowym. Sam brak uprawnień do kierowania tramwajem nie wystarczy, by postawić zarzut sprowadzenia poważnego zagrożenia w ruchu. O poważnym niebezpieczeństwie musi decydować konkretny manewr. Z tego co nam wiadomo 25-latek nie wykonywał żadnych niebezpiecznych manewrów - komentuje dr hab. Mikołaj Małecki.

Zauważa też, że nawet jeśli tego zarzutu by nie było, drugi postawiony mężczyźnie zarzut jest również zagrożony karą do ośmiu lat pozbawienia wolności. Bo tramwaj był drogi, zatem stanowił mienie znacznej wartości. Ale: - Mówimy o tramwaju, który jeździ po szynach. Nie było więc możliwe uprowadzenie pojazdu i porzucenie go w nieznanym miejscu. Nie było w zasadzie ryzyka, że właściciel nie odzyska tramwaju. Sprawca nie chciał wyrządzić właścicielowi szkody, pojazd wrócił w stanie nieuszkodzonym. Nie stawiał oporu, nie stosował przemocy. Wymierzenie w tej sytuacji kary bezwzględnego więzienia wydaje się bardzo mało prawdopodobne. To kolejny dowód na absurdalność zastosowanego aresztu.

- Zarzuty w tego typu sprawach mogą być stawiane na wyrost, by przekonać sąd, że kara będzie surowa i w ten sposób uzasadnić stosowanie aresztu. To zła praktyka, ale niestety nie nowa. Dziwię się, że sądy dają się nabierać na taką praktykę. Tymczasowe aresztowanie jest stosowane przez sądy bardzo bezrefleksyjnie. Z różnych statystyk i badań wynika, że w przeważającej większości spraw, jeśli prokurator zawnioskuje o areszt, to sąd go zastosuje. Sądy powinny pamiętać, że w sprawach aresztowych to one mają obronić obywatela przed przedwczesnymi represjami. Sprawa "motorniczego" dobitnie potwierdza, że zła praktyka stosowania aresztów prowadzi do zupełnie bezpodstawnego uwięzienia obywatela - podsumowuje dr hab. Mikołaj Małecki. 

Reklama

Reklama

Reklama