Reklama

Reklama

Trudna sytuacja białostockiego pogotowia. Ponad 100 ratowników i pielęgniarek zrezygnowało z pracy

Większość dotychczasowych kontraktowych ratowników medycznych i pielęgniarek z pierwszym dniem września zakończyło współpracę z białostockim pogotowiem. Wypowiedzenia złożyli wcześniej, ale od tego czasu nie udało się dojść do porozumienia z dyrektorem stacji. Rąk do pracy brakuje, a byli pracownicy stacji biją na alarm - część karetek nie wyjedzie do pacjentów. Dyrektor WSPR przyznaje, że sytuacja jest trudna.

Około 130 kontraktowych ratowników medycznych i pielęgniarek złożyło wypowiedzenia Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku. Dyrekcja podjęła z nimi negocjacje co do warunków ich pracy i wyższej stawki godzinowej. Jednak większość ratowników medycznych nie zgodziła się na nie.

Paweł Zaworski, ratownik medyczny i były już pracownik WSPR w Białymstoku, w rozmowie z Interią wyjaśnia: - Wnosiliśmy o urealnienie naszych stawek względem ponoszonych kosztów. Nasze propozycje przyciągnęłyby też młodych ludzi do pracy - obecnie musimy pracować po 300-400 godzin.

Reklama

Ratownicy medyczni domagali się nowej stawki podstawowej w wysokości 50 zł brutto za godzinę. Dyrektor WSPR w Białymstoku w ostatnim postępowaniu konkursowym zaproponował - w zależności od pełnionej funkcji - 45-46,5 zł brutto, ale już z dodatkami. Na tę propozycję nie zgodziło się większość kontraktowych medyków. Ponad 100 na 155 osób.

- Zarabialiśmy na godzinę około 36 złotych brutto ze wszystkimi dodatkami. Na rękę wychodziło nam 18-19 złotych. A ponosimy też swoje koszty. Nasza propozycja - 50 zł brutto podstawy - nie była wygórowana - ocenia Paweł Zaworski.

"Pacjenci będą mieli problem"

Ratownik medyczny podkreśla, że brak obsady odbije się na pacjentach. Przyznaje, że w pogotowiu pracuje jeszcze ponad 180 medyków na etacie, ale to kontraktowi pracują najwięcej. - Pracownik kontraktowy jest jak dwóch pracowników etatowych. Dopiero to oddaje skalę problemu - tłumaczy Paweł Zaworski.

- W powiecie sokólskim, bielskim, hajnowskim, siemiatyckim, monieckim czy białostockim część karetek zwyczajnie nie wyjedzie. W praktyce obsady będą głównie w dzień, a na noce ciężko będzie znaleźć pracowników. Oczywiście to problem dla pacjentów, oczekiwanie znacznie się wydłuży. A zespoły pracujące będą przemęczone - zapowiada nasz rozmówca.

Dyrektor WSPR w Białymstoku Bogdan Kalicki przyznaje Interii, że sytuacja jest trudna.

- Mamy 34 zespoły ratownictwa medycznego. Jeden zespół całodobowy nie został 1 września obsadzony. W czwartek, 2 września, dwa zespoły całodobowe nie miały obsady - informuje dyrektor.

Największy problem z obsadą karetek pozostaje w godzinach nocnych. W środę brakowało dziewięciu takich zespołów. W czwartek - pięciu.

Mniej karetek specjalistycznych, rozmowy z "instytucjami"

- Ustawiając harmonogramy staraliśmy się zrobić wszystko, by pacjenci nie ucierpieli - zapewnia dyrektor.

Jak to zorganizowano? Karetki specjalistyczne, w skład których wchodzą trzy osoby, zostały przekształcone w podstawowe. Do nich potrzebnych jest dwóch medyków. - Udział karetek typu S jest po prostu mniejszy - mówi Interii dyrektor Kalicki.

9 ratowników medycznych zostało przesuniętych do systemu z transportu medycznego. A ci na etacie, jak to określił dyrektor, zostali "obdarzeni nadgodzinami". Wstrzymane zostały również urlopy na wrzesień i cofnięte te zaplanowane.

Dyrektor Bogdan Kalicki zdradził też, że odbyły się już "spotkania z instytucjami" i "są widoki na pozyskanie kolejnych ratowników medycznych". Kuchni tych spotkań nie chciał nam jednak przekazać.

Spotkanie ratowników i dyrekcji

Dyrektor pogotowia podkreślił, że stawka, którą zaproponował, wzrasta o 9,5 zł w stosunku do tego, co było. - To przekłada się w naszym zakładzie na 3 mln dodatkowych wydatków rocznie. Propozycja ratowników medycznych to już ponad 10 mln w skali roku. Takich środków nie mamy. Gdybym się na to zgodził, za miesiąc stanąłbym przed dylematem, za co kupić paliwo, leki, czy środki ochrony osobistej. Nie mówiąc o tym, że jest jeszcze pozostała załoga, która też chce podwyżek i też chce godziwie zarabiać. Ich interesy też muszę mieć na uwadze - podkreśla dyrektor.

Paweł Zaworski poinformował nas, że ratownicy są gotowi negocjować warunki. Ale nie wszyscy. - Wielu z nas już nie czeka na nowe propozycje dyrektora, bo znalazło pracę w innych miejscach. Część ucieka w ogóle z tej branży. Mają dość tego stresu i fatalnego traktowania przez przełożonych - zauważa.

W czwartek odbyło się spotkanie dyrektora z ratownikami. Wyjaśniane były wątpliwości dotyczące zapisów umowy. Jednak zarówno dyrektor, jak i Paweł Zaworski poinformowali nas, że na ten moment sytuacja pozostaje bez zmian.

Dyrektor Bogdan Kalicki dodał też, że rozpisany został już konkurs uzupełniający na ratowników medycznych i pielęgniarki/pielęgniarzy systemu.

Petycja do wojewody

25 sierpnia grupa ratowników kontraktowych dotychczas zatrudnionych w WSPR w Białymstoku wystosowała pismo do wojewody podlaskiego, w którym przedstawili ich obecną sytuację. Poprosili również o interwencję w ich sprawie.

- Nie otrzymaliśmy odpowiedzi na to pismo. Apeluję do włodarzy, aby pochylili się nad tą sprawą i zaczęli z nami rozmawiać. Jeżeli upominamy się o pieniądze do dyrektora, a on twierdzi, że ich nie ma, to czas na wojewodę i marszałka - mówi nam Paweł Zaworski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama