Reklama

Reklama

Szczepienia przeciw COVID-19 w szkołach. "Mamy dwóch chętnych na 600 uczniów"

Dyrektorzy zbierają deklaracje rodziców chętnych do zaszczepienia dzieci w szkołach przeciw COVID-19. Termin upływa dzisiaj. Niestety, z naszych rozmów wynika, że zainteresowanie jest znikome, a w niektórych placówkach wręcz zerowe. Przez to wiele szkół nie utworzy punktu szczepień na swoim terenie.

- Mamy trzy chętne osoby na 450 uczniów, którzy mogliby się zaszczepić - mówi Interii Marek Krukowski, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 18 w Lublinie. Podkreśla, że część uczniów zaszczepiła się bez pomocy szkoły. - Nie wiemy do końca ilu, ale myślę, że jest to około 30 procent - dodaje.

Deklaracje, tak jak pozostali dyrektorzy, zbiera do końca dnia, bo musi je przekazać miejscowemu kuratorium oświaty.

Zaplanował jednak jeszcze spotkanie "ostatniej szansy", które być może przekona nieprzekonanych. - W poniedziałek odbędzie się taki wykład online prowadzony przez lekarza a zarazem rodzica jednego z naszych uczniów. Ta osoba czuje taką misję, aby propagować szczepienia, więc jej to umożliwiliśmy - mówi nam dyrektor z Lublina.

Reklama

Ani jednej deklaracji

W Malborku natomiast dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 Beata Kacprowicz nie znalazła ani jednego chętnego ucznia. - Nie mam żadnej deklaracji od rodzica. W poniedziałek wysłałam informację o szczepieniach dzieci oraz deklarację i poprosiłam, by zainteresowani odesłali wypełniony dokument. Nic takiego się nie wydarzyło.

- Oczywiście jakaś grupa jest zaszczepiona, ale nie wiem jak duża. Mamy 187 uczniów, którzy mogliby się zaszczepić - dodaje dyrektor.

W tym samym województwie, w Kartuzach, dyrektor SP nr 1 Dariusz Zelewski zebrał cztery deklaracje wśród 250 uczniów. - Przesłałem informację, deklarację i tyle. Bez przekonywania - mówi dyrektor Zelewski. Informuje też, że wielu mieszkańców miasta, w tym także uczniów, jest już po szczepieniu. 

W szkołach średnich nie jest lepiej. Dyrektor IV LO w Poznaniu mówi nam: - Mamy dwie chętne osoby. Na 600 uczniów. To bardzo mało. Uważam, że kto się chciał z młodzieży zaszczepić, zrobił to już w punkcie szczepień. Oni nie czekali na wrzesień, aby zrobić to w szkole.

Podobnie wypowiada się dyrektor jednego z warszawskich liceów. W jego placówce sześć osób zadeklarowało chęć szczepienia - na 655 uczniów. - Dużo mamy już zaszczepionych, bo sami uczniowie i rodzice się tym chwalą. A z drugiej strony myślę, że każdy może zaszczepić się właśnie w dowolnym miejscu. Szkoła nie przekona nieprzekonanych - ocenia.

W Warszawie 2,9 tys. chętnych uczniów

O skali zainteresowanych szczepieniami w Warszawie informowała już wiceprezydent miasta Renata Kaznowska. Ponad 3 tys. osób zgłosiło się na szczepienia w szkołach. To 2882 uczniów, 73 nauczycieli i 168 członków rodzin.

"Przypomnę, że w Warszawie zaszczepiliśmy już ponad 70 tys. osób w wieku 12-18 lat" - dodała.

Według danych widniejących na stronie warszawskiego Biura Edukacji, do szkół ponadpodstawowych - liceów, techników i szkół branżowych - uczęszcza w Warszawie łącznie 84 655 osób. Do szkół podstawowych - 127 277 uczniów - tu należy jednak pamiętać o tym, że do szczepienia kwalifikują się tylko osoby, które ukończyły 12 lat.

Nie pomagają wypowiedzi ministra i prezydenta

Dyrektorzy wskazują, że w podjęciu decyzji o zaszczepieniu dziecka nie ułatwiają wypowiedzi ministrów czy prezydenta.

- Widziałem, że pan minister mocno podkreśla, że w szkołach nie będzie podziału na dzieci zaszczepione i niezaszczepione. Myślę, że to nam nie ułatwia w przekonaniu nieprzekonanych. A gdy patrzę z perspektywy pracy, którą wykonujemy, to są dziesiątki roboczogodzin, które przekładają się na mierne efekty - mówi Marek Krukowski. - Czujemy niedosyt, że praca wielka, a efektywność żadna - dodaje.

Znikome zainteresowanie nie dziwi dyrektor Kacprowicz. - Skoro prezydent wychodzi i mówi, że on nigdy nie wyrazi zgody na obowiązkowe szczepienia, to taki jest efekt. A my mamy jeszcze do nich namawiać.

Za mało osób to problem ze stworzeniem punktu

- Nikt dla kilku uczniów w szkole punktu nie otworzy. My jesteśmy po rozmowach z jednym ze szpitali, który taki punkt szczepień prowadzi. Poinformowano nas, że aby punkt w szkole miał sens, musi być co najmniej 30 chętnych - mówi nam dyrektor Marek Krukowski.

Jak sprawa szczepień zostanie zatem rozwiązana? - Umówimy jakiś termin i jest możliwość, by bez obecności rodzica dziecko zostało zaszczepione. Wyznaczę szkolną pielęgniarkę albo psychologa i ta osoba pojedzie z dziećmi do punktu szczepień. Na ten moment mam takie rozwiązanie.

Agata Gutorska, dyrektor liceum w Poznaniu, również dla kilku osób punktu nie zorganizuje. - To jest młodzież, która może pójść do punktu i się zaszczepić. My musielibyśmy podpisywać umowy, ściągnąć medyków, to są też koszty. Powiemy uczniom, jakie są punkty szczepień w ich okolicy i by się tam udali - tłumaczy.

Spytaliśmy rzeczniczkę prasową MEiN Annę Ostrowską, czy ma już wstępne dane dotyczące zgłoszeń uczniów na szczepienia w skali ogólnopolskiej. Otrzymaliśmy odpowiedź, że będą one przekazywane w przyszłym tygodniu.

Szczepienia uczniów mają ruszyć w poniedziałek, 13 września.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne